Ach, te Bieszczady…

Dziś w ramach przerywnika kolejny luźniejszy wpis, nadal bowiem trwa okres urlopowo-wakacyjny, który – według regulaminu, który sama dla siebie ułożyłam – zwalnia mnie z obowiązku ambitnego myślenia.

Jak wspominałam w jednym z lipcowych wpisów, w tym roku w ramach urlopowego wyjazdu odwiedziliśmy całą rodziną moje ulubione góry, czyli Bieszczady. Obawy co do zasięgu wi-fi nie sprawdziły się, więc publikacja kolejnych części Lodzi odbyła się bez zakłóceń, a choć mieliśmy innego rodzaju problemy organizacyjne, dziś nie warto już o tym pamiętać, a jedynie cieszyć się wspomnieniem piękna bieszczadzkich szlaków uwiecznionych na fotografiach… i w pamięci.

Poniżej kilka zdjęć z tego pięknego, wciąż jeszcze dzikiego regionu Polski, który naprawdę warto odwiedzić choć raz.

Jezioro Myczkowskie
Starorzecze Sanu w Myczkowcach
Błotnisty szlak… tak wyglądają szlaki w Bieszczadach po dwudniowym deszczu :))
W lasach jest pięknie…
Widok na Połoninę Wetlińską i Smerek ze szlaku wiodącego na Przełęcz Orłowicza
Połonina Wetlińska
Połonina Wetlińskaszlak
Piękna roślinność Połoniny Wetlińskiej
Jeszcze jeden widok z Połoniny Wetlińskiej
Góry aż po horyzont…
… i trawy szargane wiatrem
A na koniec… sarenki pasące się gdzieś na trasie pomiędzy Polańczykiem a Myczkowem :))

Tym razem – z powodów logistyczno-organizacyjnych – nie udało nam się wejść na Tarnicę. Ale co tam… to przecież tylko jeden powód więcej do tego, by jeszcze wrócić w Bieszczady!

Pozdrawiam wszystkich moich Czytelników, życząc Wam udanej końcówki wakacji, a od jutra zapraszam na dalszą część powieści Lodzia Makówkówna (czyli Rozdział XIII).

Przepiękna, wielobarwna roślinność Bieszczad

Inne wpisy z kategorii Ogólne


Dodaj komentarz