Anabella – Rozdział I (cz. 10)

Całą bezsenną, przepłakaną w poduszkę noc spędziła na walce z myślami. Czyżby Michał zerwał z nią przez pomówienia Agnieszki? Uwierzył, że nie była mu wierna, i uniósł się męską dumą? Czy to dlatego nie chciał z nią rozmawiać? Czy u podstaw całej katastrofy leżało straszliwe, okrutne nieporozumienie? Jeśli tak, musiała je wyjaśnić! Musiała… choćby miała zrobić z siebie idiotkę.

Nazajutrz wysłała mu smsa z prośbą o rozmowę, jednak system poinformował ją, że wiadomość nie została dostarczona. Domyśliła się, że zmienił numer telefonu. Przez kilka dni nosiła się z zamiarem napisania do niego listu i wysłania na adres rodziców, ale jaką mogła mieć pewność, że zostanie mu rzeczywiście przekazany? Postanowiła poczekać na okazję i zdobyć jego nowy numer od kogoś z kolegów, jednak zanim zdążyła się zorganizować, na ferie zimowe wróciła do Korytkowa Agnieszka.

Iza zagryzła wargi, wspominając ich ostatnią rozmowę, a raczej awanturę, po której przynajmniej na chwilę poczuła się lepiej, wykrzyczawszy wreszcie swój ból. Złamałaś mi życie! Na moim nieszczęściu chcesz budować własne szczęście?! I narastające przerażenie w oczach Agnieszki, kiedy cedziła przez zęby tamte słowa. Zabiję się, zobaczysz… i kiedy to się stanie, pamiętaj, że zrobiłam to przez ciebie! A teraz wynoś się i więcej nie pokazuj mi się na oczy! Wynoś się, rozumiesz?!

Dwa dni później do Korytkowa zjechał również Michał. Nawet nie musiała szukać okazji do spotkania, gdyż już pierwszego dnia natrafiła na niego przypadkowo na placyku między kościołem a pocztą. Zatrzymał się zaskoczony, a ona omal nie upadła jak rażona gromem na widok świetlistego błękitu jego oczu… Wiedziała, że ma tylko tę jedną, daną jej z nieba szansę i że w kilku słowach musi zawrzeć wszystko.

Misiu, porozmawiasz ze mną? Musimy to wyjaśnić, proszę cię… Z tym Piotrkiem to było jakieś nieporozumienie, ja przecież nigdy… Jego lekki uśmiech. Gest sugerujący, że nie ma ochoty słuchać i chętnie poszedłby dalej. Narastająca w jej sercu desperacja i tamten krzyk rozpaczy, który wyrwał jej się mimowolnie, gdy on odwrócił się, by odejść… Misiu, ja cię ciągle kocham!… Głos więznący w gardle, ciemność przed oczami…

Daj spokój, Iza – jego słowa dobiegały do niej jak przez gęstą mgłę. – Chyba nie będziesz mi tu robić scen? Posłuchaj, ja ci naprawdę życzę jak najlepiej, ale… nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

Odgłos jego szybkich, cichnących w oddali kroków. Kłujący ból przemieszany z gorzkim smakiem upokorzenia. Zimny śnieg na policzku, który na szczęście nieco ją otrzeźwił, zanim zdążyła wywołać sensację wśród przechodniów. Powrót do domu krok za krokiem, jak na stracenie…

„Może wtedy powinnam była powiedzieć wszystko Meli?” – pomyślała z cichym westchnieniem, które stłumiła, widząc, że starsza pani jadąca z nią w przedziale przygląda jej się z rosnącym zaciekawieniem. – „Gdybym wtedy powiedziała jej, że nadal beznadziejnie kocham Misia i że Aga zrobiła mi coś takiego, może byłoby mi lżej. Miałabym komu się wypłakać… i nie zrobiłabym tamtego.”

Niedługo po spotkaniu z Michałem siły Izy wyczerpały się. Nie uniosła psychicznie ciężaru swego dramatu, nie zdołała rozgonić kłębiących się jej nad głową ponurych chmur. W przeciągu kilku tygodni wpadła stopniowo w niezdrowy stan duchowej apatii, którą starannie ukrywała przed siostrą pod maską nienaturalnej, wystudiowanej wesołości.

Pewnego wieczoru, pod nieobecność Amelii, która została wtedy do późna w sklepie, połknęła dwie fiolki silnych tabletek, które zostały w domu po leczeniu matki i o których wiedziała, że nie wolno było ich łączyć. Ta dramatyczna decyzja wydawała jej się oczywista – jaki sens miało jej życie, skoro nie mogła dzielić go z Michałem?

Kiedy opróżniła obie fiolki, na kilkanaście minut ogarnęła ją ulga, poczucie spokoju i satysfakcji, że to już koniec jej cierpień, że niedługo będzie wreszcie wolna. I dopiero kiedy poczuła, że żołądek zaczyna ją piec, na skronie występują krople potu i robi jej się słabo, kiedy wokół serca zaczął jej się zbierać lodowaty chłód, dopiero wtedy pomyślała o Amelii… o tej dzielnej, kochanej Amelii, która niespełna rok temu straciła matkę, a teraz miała stracić i siostrę… Wyobraziła sobie jej rozpacz i ból, a potem jej przyszłą samotność, tak straszną i tak niezasłużoną… W jednej sekundzie ogarnęły ją potworne wyrzuty sumienia, przerażenie i strach przed Bożym gniewem. Ostatkiem sił, niemal tracąc przytomność, zwlekła się z łóżka i doczołgała do łazienki, gdzie zmusiła się do wymiotów. To bez wątpienia uratowało jej życie.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział I (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz