Anabella – Rozdział I (cz. 3)

Iza, która w zaistniałej sytuacji musiała wyrzec się planów wyjazdu na studia i ze wszystkich sił zaangażowała się w pomoc siostrze, podobnie jak ona z wdzięcznością przyjęła wsparcie Roberta, którego wcześniej znała tylko z widzenia, ale z którym po śmierci matki bardzo szybko się zaprzyjaźniła. Nie umknęło oczywiście jej uwadze, że pomoc, jakiej udzielał jej i Amelii, nie wynikała z bezinteresownego współczucia, a z płomiennych uczuć żywionych względem jej siostry, jednak zważywszy, że chłopak ani razu nie dał swoim zachowaniem do zrozumienia, że oczekuje w tym względzie dowodów wdzięczności, Iza w duchu bardzo doceniła to dyskretne uczucie i już po kilku miesiącach – mimo iż wiedziała, że Amelia nie darzy go wzajemnością – zaczęła mu szczerze kibicować w cichej walce o serce ukochanej dziewczyny.

Jednym ze skutków ubocznych (czy raczej wartością dodaną) owej walki był remont przeprowadzony w podupadłym sklepie sióstr Wodnickich. Niemal wszystkie prace wykonali we troje przy minimalnych nakładach na materiały, Robert bowiem znał się na takich technicznych sprawach jak instalacja elektryczna, wodno-kanalizacyjna czy wentylacyjna, dzięki czemu dziewczyny nie musiały zatrudniać słono opłacanych fachowców. Ułatwiło to w znaczący sposób dalsze starania Amelii o utrzymanie sklepu, do którego stopniowo wrócili dawni klienci i który powoli, mozolnie, ale coraz regularniej zaczął generować przychody pozwalające na pokrycie codziennych wydatków oraz systematyczną spłatę długów. Zamknięcie jednego z konkurencyjnych sklepów w Korytkowie, a także likwidacja dużego domu towarowego w sąsiedniej Małowoli pozwoliły siostrom podwoić liczbę stałej klienteli i po niespełna dwóch latach od śmierci matki wreszcie odbić się od dna.

Na tle szyby pędzącego pociągu przed oczami Izy zamajaczyły sceny z niezapomnianego marcowego dnia, kiedy to Amelia spłaciła ostatnią transzę ciążącego na firmie zadłużenia i wróciła do domu z plecakiem pełnym wiktuałów, a wieczorem z tej okazji obie przygotowały uroczystą kolację. Był na nią zaproszony również Robert, który od czasu, gdy dziewczynom zaczęło się lepiej powodzić i nie potrzebowały już jego pomocy, przestał bywać u nich w domu, a jedynie czasami widywały go, gdy wpadał do ich sklepiku po zakupy zlecone mu przez matkę. Ponieważ przyjeżdżał po nie prosto z pracy w roboczym kombinezonie wysmarowanym olejem samochodowym, nierzadko tuż przed zamknięciem sklepu, zazwyczaj nie mieli okazji do dłuższej rozmowy, tym bardziej, że Amelia od jakiegoś czasu wydawała się go unikać. Czyż jednak mogło go zabraknąć przy świętowaniu sukcesu, którego był bądź co bądź współautorem?

Iza uśmiechnęła się ciepło na wspomnienie tamtego uroczystego wieczoru, kiedy obie z Amelią, śmiejąc się i żartując, szykowały kolejne potrawy, potem nakrywały stół na trzy osoby, aż wreszcie na dźwięk dzwonka ścigały się do przedpokoju, by otworzyć drzwi. Pamiętała, jak zatrzymały się obie i zamilkły, gdy w owych drzwiach stanął elegancko ubrany w czarną koszulę i szarą marynarkę Robert, dzierżący w ręce ogromny bukiet białych tulipanów, który wręczył Amelii w milczeniu mówiącym więcej niż słowa…

To wtedy Iza zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo zmienił się w ciągu ostatnich dwóch lat, jak zmężniał, nabrał sprężystości ruchów i pewności siebie, a do tego zadziwiająco wyprzystojniał. Jego twarz nie była już twarzą tamtego chuderlawego chłopaka, który na cmentarzu, tuż po pogrzebie pani Wodnickiej nieśmiałym gestem, z rumieńcem na policzkach podawał Amelii karteczkę z numerem telefonu, zapewniając ją o swej bezwarunkowej gotowości do pomocy; była to ogolona z mocnego zarostu twarz poważnego, dwudziestosiedmioletniego mężczyzny o solidnej, harmonijnej sylwetce i wyrzeźbionych ciężką pracą ramionach. Co prawda zmiany w jego wyglądzie i sposobie bycia zachodziły przez te dwa lata stopniowo, jednak dopiero tamtego wieczoru ich efekt rzucił się Izie w oczy z pełną wyrazistością.

Od tamtej pory zaczęła też dostrzegać subtelne zmiany w sposobie, w jaki względem niego zachowywała się Amelia. Choć dyskretnie nie dopytywała jej o nic, z cichą radością w sercu obserwowała, jak oczy siostry rozświetlały się, gdy Robert wchodził do ich sklepu po zakupy (Iza starała się wtedy znaleźć sobie szybko jakieś niecierpiące zwłoki zajęcie na zapleczu), jak uśmiechała się do telefonu, gdy przychodził od niego sms (co prawda Iza nie miała pewności, że to od niego, ale domyślała się tego bezbłędnie po minie siostry) i jak delikatnie drżał jej głos, gdy wypowiadała jego imię. Po kolejnych kilku tygodniach ich przelotne spotkania zamieniły się w regularne spacery po okolicy (Amelia zabroniła Izie nazywać te wyjścia randkami), na które wybierali się zawsze w swój jedyny wolny dzień czyli w niedzielę.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział I (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz