Anabella – Rozdział I (cz. 4)

Właśnie w jeden z takich ciepłych, niedzielnych wieczorów, gdzieś w połowie kwietnia, słysząc pod domem śmiech powracającej ze spaceru Amelii, Iza wyjrzała przez okno i pod rozłożystym klonem przy furtce ich domu dostrzegła sylwetkę splecionej w uścisku pary łączącej usta w gorącym pocałunku. Pamiętała dobrze swe radosne bicie serca na ten widok, a potem tamte długie godziny, kiedy we dwie siedziały po ciemku na łóżku pod jedną kołdrą i rozmawiały aż do bladego świtu o wszystkim, o czym dotąd za wcześnie byłoby mówić…

Jestem taka szczęśliwa, Izunia – szemrał jej w głowie wzruszony szept Amelii. – Nigdy nie myślałam, że można się tak czuć… On mi się oświadczył, wiesz?

Skromny ślub Amelii i Roberta odbył się w ostatnią sobotę sierpnia i choć młodej pary nie stać było na wystawne weselisko, Iza była zdania, że piękniejszej uroczystości nie sposób sobie wyobrazić. Jako świadek ślubu stała w kościele tuż przy młodych i we wpatrzonych czule w Amelię oczach Roberta widziała gwarancję bezpieczeństwa i szczęścia, jakie wreszcie stało się udziałem tej dotychczas tak mocno doświadczonej przez los dziewczyny. Od tamtej chwili szwagier, którego Iza traktowała dotychczas jak dobrego przyjaciela, stał się bliski jej sercu jak rodzony brat.

„Jesteś aniołem zesłanym z nieba dla Melci na prośbę mamy” – myślała, wspominając blask szczęścia w jego oczach, gdy wyprowadzał z kościoła swą świeżo poślubioną małżonkę. – „Gdyby nie ty, mnie zresztą też by dzisiaj nie było w tym pociągu…”

Już od maja było postanowione, że w październiku Iza podejmie swe upragnione studia. Zaproponowała jej to Amelia, która sama definitywnie zrezygnowawszy z kontynuowania nauki, chciała, by przynajmniej młodsza siostra mogła zdobyć wyższe wykształcenie, a w perspektywie szansę na łatwiejsze życie. Wyjazd Izy wiązał się oczywiście z kosztami, a do tego z utratą wykwalifikowanej pary rąk do pracy w sklepie, jednak Amelia, z Robertem u boku, inaczej już patrzyła w przyszłość.

Damy radę, mała, niczym się nie martw – przekonywała ogarniętą wątpliwościami i wyrzutami sumienia Izę. – Nie zostaję przecież sama, Robi zwolni się od lipca z warsztatu i pomoże mi w sklepie, już to ustaliliśmy. Pociągniemy firmę we dwoje i wygospodarujemy dla ciebie pieniążki na studia, długi już przecież mamy spłacone… Nie ma dyskusji, Izunia, składasz w tym roku papiery na uczelnię i jedziesz. Za zdolna jesteś, żeby tak się marnować, nie po to tyle się uczysz tego języka, żeby nic z tego nie było. Moja mała, dzielna siostra – uśmiechnęła się, gładząc ją po włosach. – Musisz to zrobić, jeśli nawet nie dla siebie, to dla mnie. Już dawno sobie obiecałam, że zadbam o to, żebyś mogła studiować, więc proszę mi tu teraz nie robić dywersji, zrozumiano?

Łza wdzięczności zakręciła się na to wspomnienie w oku Izy wpatrzonej w przewijające się na oknem pociągu jesienne pejzaże. Plan Amelii, całym sercem poparty przez Roberta, został wcielony w życie i na początku sierpnia w skrzynce na listy wylądowało pismo z jednej z lubelskich uczelni zawiadamiające, iż pani Izabella Wodnicka została przyjęta w poczet studentów pierwszego roku filologii romańskiej.

Studia związane z francuskim były jej marzeniem od lat, zakochała się w tym języku we wczesnym liceum, olśniona francuską muzyką, której wtedy zaczęła namiętnie słuchać, szczególną preferencją darząc stare utwory Joe Dassina. To właśnie od tekstów jego piosenek zaczęła się jej samodzielna nauka tego trudnego acz pięknego języka, który oczarował ją tak bardzo, że zapragnęła opanować go przynajmniej w stopniu komunikatywnym. W wolnych chwilach, z właściwą sobie wytrwałością realizowała to postanowienie; słuchała radia i oglądała filmy po francusku, ćwiczyła gramatykę, rozwiązywała w Internecie ćwiczenia leksykalne, a także zamykała się w pokoju i czytała na głos, aby doskonalić niełatwą francuską wymowę i akcent.

Pierwsze efekty jej pracy pojawiły się bardzo szybko, co z jednej strony niewątpliwie świadczyło o jej wrodzonym talencie do języków obcych, a z drugiej wskazywało na to, co podpowiadało jej również serce – że odkryła w tej przygodzie swoją pasję. Dlatego wybór dalszej ścieżki edukacyjnej nie był dla niej problemem i w przeciwieństwie do wielu swoich koleżanek na długo przed maturą wiedziała doskonale, co chce studiować. Co prawda po śmierci matki musiała na dwa lata wyrzec się tego planu, jednak ponieważ naukę języka kontynuowała w domu, poświęcając na nią swe nieliczne wolne chwile, dziś, pomimo dwuletniej przerwy w edukacji, jechała na studia pełna wiary, że przynajmniej w tym względzie powinna sobie poradzić.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział I (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz