Anabella – Rozdział I (cz. 5)

Dużo trudniejsza okazała się logistyczna organizacja jej wyjazdu, zwłaszcza że ze względu na ogromną ilość wniosków nie udało jej się uzyskać miejsca w akademiku. Po przekalkulowaniu domowego budżetu i wyskrobaniu z szuflady wszystkich skrywanych tam oszczędności Amelia wygospodarowała dla siostry tysiąc złotych na start, zapewniając ją, że do początku listopada odłoży dla niej coś więcej. Iza skrupulatnie rozpisała konieczne wydatki i doszła do konstruktywnego wniosku, że suma ta pozwoli jej wnieść konieczne opłaty na uczelni, zapłacić za stancję i przy oszczędnym trybie życia dotrwać bez większych kłopotów do końca października.

Na szczęście po porażce z akademikiem udało jej się znaleźć w Lublinie stancję w porównywalnej cenie dwustu pięćdziesięciu złotych za miesiąc, a warunki ustalone przez telefon z właścicielem wyglądały bardzo korzystnie. Mimo że stancja mieściła się w starej kamienicy w centrum miasta i właściciel uprzedził lojalnie, że luksusów nie mogła się spodziewać, ważne dla niej było przede wszystkim to, że będzie mieć do dyspozycji własny pokój. Zważywszy, że na jedynkę w akademiku w tej cenie nie mogłaby liczyć, Iza uznała obrót sprawy za swój pierwszy sukces i postanowiła opłacić stancję z góry za pierwsze dwa miesiące, aby aż do grudnia mieć w tym względzie spokojną głowę.

W dniu jej wyjazdu od ślubu Amelii i Roberta minął już pełny miesiąc. Widoczne gołym okiem szczęście młodych państwa Staweckich, wzajemna miłość i szacunek, jakie sobie okazywali, a także całkiem niezła kondycja sklepu, który w początku roku szkolnego zanotował wyższe obroty, sprawiały, że Iza wyjeżdżała z Korytkowa ze spokojnym sercem. Czułe pożegnanie z Amelią na radzyńskim dworcu zakłóciły tylko na chwilę jej wypowiedziane w dobrej wierze słowa.

Trzymaj się, Izunia, i niech ci się wiedzie jak najlepiej – szeptała jej do ucha siostra, tuląc ją do siebie tuż przed odjazdem pociągu. – Na uczelni i nie tylko, wiesz, o czym myślę. Modlę się, żebyś spotkała tam kogoś dobrego, takiego jak mój Robi. I żebyś mogła być szczęśliwa… po tamtym. No, buźka, kochanie, i pamiętaj, dzwoń do nas często, a przynajmniej wysyłaj smsy. Zobaczymy się w listopadzie, ja już od jutra będę strasznie za tobą tęsknić…

Owe wypowiedziane zaledwie przed godziną słowa wróciły znów jak bumerang i pobrzmiewały dręczącym echem w głowie Izy na tle monotonnego stuku kół pociągu. I żebyś mogła być szczęśliwa… po tamtym… po tamtym…

Nie winiła siostry za ból, jaki sprawiło jej to krótkie zdanie, bo Amelia, dla której Michał był już tylko odległym wspomnieniem z przeszłości, nie mogła wiedzieć, co działo się w jej sercu, a ściślej w jego najpilniej strzeżonym zakamarku, w którym nadal jak gorący gejzer biło źródło jej jedynej w życiu miłości. Miłości wiernej i nieugaszonej, wyłącznej i gotowej wybaczyć wszystko. Od niemal trzech lat ukrywanej przed innymi tak skutecznie, że wszyscy wokół sądzili, iż dawno się z niej wyleczyła.

Ileż razy Iza chciała wyrzucić to z siebie, otworzyć przed Amelią serce, zwierzyć się tej najbliższej jej na świecie osobie… i nie potrafiła. Miała świadomość, że gdyby raz zaczęła o tym mówić, nie zdołałaby ukryć już niczego i musiałaby jej wyznać jeszcze kilka innych trudnych rzeczy. Jak choćby to, że jej wieloletnia przyjaźń z Agnieszką uschła jak ścięty kwiat niedługo po wyjeździe przyjaciółki na studia (Amelia była pewna, że dziewczyny nadal utrzymywały kontakt), albo to, że incydent z poważnym zatruciem pokarmowym, po którym Iza wylądowała w tamtym czasie na kilka dni w szpitalu i który kosztował Amelię tyle strachu, był tak naprawdę przerwaną w porę próbą samobójczą.

Iza nie potrafiła określić, kiedy dokładnie zakochała się w Michale. Czy stało się to od razu tamtego pamiętnego września, kiedy poszła do pierwszej klasy podstawówki w Korytkowie i wśród swych siedmioletnich kolegów dostrzegła wyróżniającego się urodą blondynka o niebieskich oczach? Nie, to chyba nie było jeszcze wtedy… chyba przyszło później, kiedy lepiej go poznała, kiedy na przerwach patrzyła, jak bije się z kolegami i zawsze wygrywa, a na lekcjach, choć potrafi broić za dwóch, zawsze na wszystko ma odpowiedź i dostaje najlepsze stopnie.

Tak czy owak pewnym jest, że już kilka miesięcy później mała Iza była w nim śmiertelnie zakochana, a z każdym miesiącem i rokiem uczucie to nabierało mocy. Zmieniało się oczywiście, tak jak zmieniała się i ona. W miarę jak wzrastała jej świadomość, przywdziewało coraz pełniejsze kształty, płynnie przechodząc od platonicznych westchnień ośmiolatki do nastoletnich marzeń o słodkich pocałunkach i chodzeniu razem po szkole (koniecznie trzymając się ostentacyjnie za ręce tak, jak od piątej klasy robili to Aśka z Piotrkiem z ich klasy) aż po snute gdzieś w końcu podstawówki odważne wizje wspólnej przyszłości, białego welonu i zgodnego związku do grobowej deski.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział I (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz