Anabella – Rozdział I (cz. 6)

Niestety, ukochany Michał przez te wszystkie lata zupełnie nie zwracał uwagi na skromną koleżankę z sąsiedniego rzędu, która śledziła go rozmarzonym spojrzeniem swych wielkich, brązowych oczu, oczywiście tylko wtedy, kiedy nikt (a zwłaszcza on!) na nią nie patrzył. Iza bowiem za żadne skarby świata nie przyznałaby się do swej namiętności nikomu, nawet swej najbliższej przyjaciółce. Co prawda Agnieszka i tak wszystkiego się domyśliła, jednak po kilku nieudanych próbach nakłonienia Izy do zwierzeń dała spokój z dopytywaniem i temat Michała wisiał między nimi w powietrzu wyłącznie w trybie implicite.

W siódmej klasie podstawówki, gdy jej dziewczęce marzenia o przystojnym koledze z klasy zaczęły już przypominać kipiące tsunami, okazało się, że jego wspaniała blond grzywa i rzucane spod niej intrygujące spojrzenie niebieskich oczu przyciągają uwagę nie tylko Izy, ale również wielu innych koleżanek. Przebojowy, pochodzący z zamożnej rodziny chłopak, który wyrastał na coraz większego przystojniaka, a w Korytkowie dał się już poznać jako istna dusza towarzystwa, nie omieszkał skorzystać ze swej popularności i w połowie siódmej klasy zaczął dumnie chodzić z młodszą o rok Martyną, jednogłośnie uznawaną za bezkonkurencyjną szkolną piękność.

To wtedy Iza po raz pierwszy poznała smak zazdrości i cierpienia złamanego serca. Widok ukochanego chłopaka obejmującego i całującego publicznie inną dziewczynę sprawiał jej niewysłowiony ból, który nie pozwalał jej spać po nocach. Nie było w niej jednak złości czy nienawiści – z pokorą uznawała wyższość Martyny nad samą sobą, a Michał… cóż, jego ani przez chwilę nie przestała kochać. Po cichu, w tajemnicy i beznadziejnie, ale z każdym dniem i tygodniem coraz mocniej.

Kiedy w ósmej klasie Michał zerwał z Martyną (a może ona z nim? każde z nich trzymało się twardo swojej wersji), nadzieje Izy odżyły jak podsycony nowym żarem płomień. Niestety nie na długo. Tym razem niesforny przystojniak wybrał na swą muzę Monikę, koleżankę z klasy, z którą na przemian spektakularnie kłócił się i godził wśród płomiennych pocałunków. Ich burzliwy związek potrwał do końca podstawówki, jednak rozpadł się jak domek z kart, gdy absolwenci rozjechali się do szkół średnich w różnych miastach.

Iza wraz z kilkoma innymi osobami, w tym z Agnieszką, poszła do liceum w pobliskim Radzyniu, natomiast Michał, syn miejscowego biznesmena prowadzącego stację benzynową i prosperujący motel w Małowoli, nie zadowolił się tradycyjną ścieżką edukacyjną korytkowskiej młodzieży, lecz wybrał szkołę aż w Siedlcach. Ponieważ zamieszkał tam w internacie, przez dwa i pół roku Iza widywała go jedynie od czasu do czasu, gdy wracał do domu na święta, ferie i wakacje.

Rykoszetem, poprzez wspólnych znajomych, dotarła do niej informacja, że w międzyczasie miał kolejną dziewczynę, potem jeszcze jedną, a może nawet dwie – w tym punkcie zasłyszane plotki nie były precyzyjne. Tak czy inaczej w wakacje po drugiej klasie przywiózł na dwa tygodnie do rodziców tajemniczą piękność, z którą kilka razy pojawił się nawet na lokalnych dyskotekach w Małowoli, jednak kiedy w połowie trzeciej klasy wrócił do domu na ferie zimowe, po Korytkowie poszła pocztą pantoflową wieść, że od paru miesięcy znowu był sam. Agnieszka, która dzień po jego przyjeździe widziała go u znajomych, z przejęciem poinformowała Izę, że wygląda rewelacyjnie, zapewniając ją przy tym, że jego samotność zapewne nie potrwa długo, gdyż dziewczyny z całej okolicy tłoczą się wokół niego jak pszczoły w ulu.

To był z pozoru zwyczajny dzień… mroźny dzień zimowych ferii, kiedy Iza wybrała się na pocztę, by na prośbę matki uiścić kilka bieżących opłat. Spotkała go na oblodzonych schodach. Do tej pory pamiętała ową przyjemną słabość w nogach, jaka ogarnęła ją na widok ukochanych niebieskich oczu, a potem, już wewnątrz budynku poczty, tamto drżenie serca, gdy patrzyła na wysypującą mu się spod zdjętej czapki cudowną burzę blond włosów.

Iza? To ty? Ale się zmieniłaś!… – jeszcze teraz słyszała zaskoczenie w jego głosie.

To wtedy po raz pierwszy w jego oczach zabłysł ognik zainteresowania, który zadziałał jak chluśnięcie benzyną na palący się od lat w jej sercu płomyczek cichej, wiernej miłości.

Rzuć mi numer telefonu, okej? Może dałabyś się zaprosić na pizzę? Dawno się nie widzieliśmy, trzeba by trochę pogadać… Kiedy masz czas, może być dzisiaj wieczorem?

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział I (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz