Anabella – Rozdział I (cz. 7)

Wszystko toczyło się tak szybko, że Izie nawet dziś, w pociągu, zakręciło się na to wspomnienie w głowie, jakby znów znalazła się na wirującej karuzeli tamtych zdarzeń.

Pokaż, ale masz zimne ręce… ogrzejemy je zaraz. No, uśmiechnij się do mnie, mała. Jeszcze kawałek pizzy? Dotyk jego rąk na jej zmarzniętych dłoniach, ciepłe chuchnięcie, którym starał się je rozgrzać, i jego lśniące oczy z drugiej strony stolika. A potem jego ukochany głos w telefonie. Jutro podjadę po ciebie przed osiemnastą. Wezmę samochód od starego i jedziemy razem do Małowoli na disco. Nie odmówisz mi, co, księżniczko?

Jazda samochodem w mroźną, roziskrzoną śniegiem noc. I tamto niedowierzanie, że on, ten jedyny, jest tuż obok… Migające światełka dyskoteki, uśmiechy nieznajomych chłopaków. O, cześć, Michu! To twoja nowa dziewczyna? Zazdrość w oczach koleżanek.

Łobuzerska mina Amelii, która puszcza do niej oko przy kolacji. Zdaje mi się, że ktoś tu jest bardzo szczęśliwy… Porozumiewawcze spojrzenia matki i siostry, gdy na te słowa jej policzki oblewa mimowolny rumieniec.

I te chwile, których nigdy nie zapomni… Uścisk jego ramion, oszałamiający dotyk jego ust na jej ustach. I czuły szept tuż przy jej uchu. Jesteś taka śliczna, IzaGdzie ja miałem oczy przez tyle lat? Zapierające dech w piersiach szczęście, łzy wzruszenia w oczach. Będziemy zawsze razem, prawda, Misiu? – Zawsze… zawsze, kochanie.

A potem jeszcze jedna zimowa scena. Skrzypiący pod butami śnieg w ostatni wieczór ferii, gdy Michał odprowadzał ją do domu po wesołym spotkaniu z przyjaciółmi. To wtedy, w przeddzień powrotu korytkowskiej młodzieży na drugi semestr do szkół, oficjalnie przedstawił wszystkim Izę jako swoją dziewczynę. Będę dzwonił codziennie wieczorem, Izulka. I będę bardzo tęsknił. Czekaj na mnie, skarbiezobaczymy się na Wielkanoc.

Kolejne miesiące były dla Izy niekończącym się pasmem idealnego szczęścia. Wreszcie wszystko było tak, jak powinno być, tak, jak to sobie wymarzyła przez wiele lat. Choć każde chodziło do szkoły w innym mieście i dzieliło ich prawie sześćdziesiąt kilometrów, codzienne telefony, które zgodnie z obietnicą Michała stały się wieczornym rytuałem, nie pozwalały zagasnąć ich świeżemu uczuciu, lecz budowały między nimi coraz głębszą więź, tym silniejszą, im gorętsza narastała w nich tęsknota za fizycznym spotkaniem.

Do końca trzeciej klasy widzieli się w Korytkowie tylko dwa razy – na Wielkanoc i potem na weekend majowy – jednak każdy z tych dni spędzonych w ramionach Michała był dla Izy jak rok… długi i cudowny rok wspólnego życia. Były to dni, którymi zakochana po brzegi serca dziewczyna karmiła się potem całymi tygodniami, czekając niecierpliwie na upragnione wakacje, a gdy te wreszcie nadeszły, szczęście wybuchło z mocą wulkanu i zamieniło dwa miesiące lata w jej prywatny raj na ziemi.

Migający za oknem pociągu pejzaż rozmył się nagle i zniknął. Przed oczami Izy wyświetliła się majacząca w półmroku na drugim końcu drogi sylwetka biegnącego ku niej Michała. To było w wieczór, gdy wrócił na wakacje do domu i zaraz po przyjeździe wysłał jej smsa: Będę u ciebie za dziesięć minut. Kocham cię. Pamiętała tak dobrze chrzęst żwiru pod nogami, gdy biegła ku niemu z przepełnionym radością sercem… zachwyt w jego oczach, silny, korzenny zapach jego męskich perfum… i wieczorne cykanie świerszczy, które słyszała jak przez mgłę, gdy padli sobie w ramiona, całując się tak żarliwie, jakby zaraz miał się skończyć świat. Moja mała… jak ja za tobą tęskniłem!

A potem magiczna scena na łące. Ikona tamtych dwóch miesięcy szczęścia, która miała pozostać wyryta już na zawsze w jej pamięci. Iza odchyliła głowę na siedzeniu, oparła ją lekko o zagłówek i przymknęła oczy. Przez kilka sekund zdało jej się, że znów słyszy melodyjne brzęczenie owadów, a pod dłońmi czuje miękki jedwab jego włosów, przecudownej blond czupryny, którą z czułością gładzi i przesiewa przez palce. Tak, widziała i czuła to znów tak wyraźnie, jakby zdarzyło się wczoraj… Ukochany ciężar jego głowy na jej kolanach, świetlisty błękit jego oczu i upajający smak jego ust, do których pochyla się, odrzucając na plecy przeszkadzające jej włosy. Kocham cię, Izulka

Tylko on jeden tak zdrabniał jej imię. I tylko on jeden we wszechświecie miał do niej pełne prawo. W tamte wakacje oddała mu całą siebie – serce, duszę i ciało. Stało się to pod sam koniec sierpnia, tydzień po jej osiemnastych urodzinach i na dwa dni przed powrotem do szkoły. Po ostatniej z wakacyjnych randek wyjazdowych, kiedy to bawili się na małowolskiej dyskotece z paczką przyjaciół i znajomych z Korytkowa, Michał zabrał ją do przytulnego pokoju w prowadzonym przez jego rodziców pobliskim motelu. Już od progu zaczął całować ją inaczej niż zwykle, dotyk jego ust i dłoni stał się taki śmiały, tak namiętny… Nie bój się, Izulka, przecież wiesz, jak bardzo cię kocham… Owszem, bała się trochę, jednak jego czuły szept i płomienne pocałunki rozwiały szybko niepokój i strach, zamieniając je w bezgraniczną ufność. Czegóż miała się lękać, kiedy on był przy niej i tak żarliwie zapewniał ją o swojej miłości?

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział I (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz