Anabella – Rozdział II (cz. 1)

Dobiegające z przedpokoju potworne łomotanie do drzwi wejściowych wyrwało Izę z krótkiej drzemki, w jaką zapadła znużona po powrocie z zajęć i zjedzeniu skromnego posiłku.

– Stryjuuu! – zawył zza drzwi tubalny męski głos. – Stryju Stachu, wpuszczaj, to ja! Kacper! No żesz otwieraj, do cholery, przecież wiem, że tam jesteś, światło się pali!

W przedpokoju rozległo się pośpieszne szuranie po podłodze filcowych kapci pana Stanisława, gospodarza mieszkania, u którego dziewczyna wynajmowała pokój.

– Chwila, moment – zamamrotał pod nosem. – I co się drze… Diabli go znowu nadali!

– Strujuuu! Otwieraj!

Głos zabrzmiał najpierw nieco ciszej w rumorze odblokowywanych zamków, a potem dużo głośniej, drzwi bowiem otwarły się, skrzypiąc nienaoliwionymi zawiasami, i hałaśliwy gość z impetem wparował do środka.

– No, nareszcie! – ryknął tuż pod drzwiami Izy, która aż podskoczyła i usiadła na łóżku. – Dawaj pyska, stryjachu, już z pół roku cię nie widziałem! Co tam u ciebie, stary capie?!

– I co się tak wydzierasz, gówniarzu? – zestrofował go surowym głosem pan Stanisław. – Nie piłuj mi tu gęby, przecież aż uszy puchną… Mam dziewczynę na stancji, chyba teraz gdzieś wyszła, bo widzę, że zamknięte, ale na wieczór wróci. A sąsiedzi też głusi nie są. Jak będziesz się darł, to cię więcej nie wpuszczę, zobaczysz!

– Dziewczynę masz na stancji? – zainteresował się natychmiast przybysz. – A ładna chociaż?

– Nie twój interes, szczylu – odparł ostrzegawczym tonem gospodarz. – Studentka. Ale ani mi się waż ją zaczepiać! Słyszysz? Mówię ci to po dobroci, Kacper, jak mi ją stąd wykurzysz, to ci nie daruję!

– A bo co? – rzucił butnie Kacper.

– To, że dla mnie taki klient to cenna rzecz. Z emerytury ledwo ciągnę, te dwie i pół stówy na miesiąc to dla mnie konkretne pieniądze. Dziewczyna grzeczna, płaci, problemów nie robi… Gdzie ja potem drugiego takiego klienta znajdę? Sam przecież wiesz, że łatwo tu się nie mieszka – zniżył nagle głos. – A zwłaszcza w tym pokoju.

– No, wiem, wiem, kto by chciał mieszkać z duchem stryjenki Ziuty! – zarechotał tubalnie przybysz. – A co, stryj wpakował ją centralnie do tego nawiedzonego pokoju? Ładnie to tak? Oj, złośliwy stryjaszek jak małpa!

Iza powolutku, bezszelestnie podniosła się z łóżka i na palcach podeszła do drzwi, żeby sprawdzić, czy na pewno zamknęła je na klucz. Na szczęście w szparze między sfatygowanymi drzwiami a drewnianą, obskurną futryną widać było z bliska zasuniętą metalową sztabę. Odetchnęła ze względną ulgą, choć usłyszana przed chwilą wymiana słowna ścisnęła nieprzyjemnie jej serce.

„Z duchem stryjenki Ziuty?” – powtórzyła w myślach z niepokojem. – „To tu są jakieś duchy?”

Wzdrygnęła się, przypominając sobie dziwne nocne stukanie i jakby pojękiwanie w wielkim kaflowym piecu, które już dwukrotnie, odkąd tu zamieszkała, wyrwało ją ze snu. Nie zwróciła wtedy na to zbytniej uwagi, przekonana, że musiały to być odgłosy wiatru w nieszczelnych przewodach kominowych, jednak w obliczu tego, co przed chwilą usłyszała, wspomnienie to nabrało innego wymiaru i znaczenia. Zerknęła odruchowo w stronę kąta, gdzie stał ów stary, od dawna nieużywany piec, a choć w duchy i zjawiska nadprzyrodzone nigdy do końca nie wierzyła, mimo wszystko poczuła się nieswojo.

– Ciszej! – syknął pan Stanisław tuż pod jej drzwiami. – Ani mru–mru, zwłaszcza jak ona wróci. A gdzie ją miałem dać, jak myślisz? Duży pokój jest mój, a ten po Przemku trzymam przecież dla ciebie. Wiedziałem, że mi się tu zwalisz prędzej czy później… Na długo zostajesz?

– Na razie na tydzień – odparł spokojnie gość. – Niech się stryj nie boi, forsy nie będę ciągnął. Mam nagraną robotę i jak dobrze pójdzie, to zostanę u stryja na dłużej, może nawet jakąś kasę za lokal odpalę… Ale najpierw muszę się rozkręcić.

– Jasna sprawa – przytaknął gospodarz z wyraźnym zadowoleniem w głosie. – Masz pokój jak zawsze do dyspozycji, tylko proszę cię, Kacper… zachowuj się. Pamiętasz, co było w tamtym roku w lecie, pani Kazia do tej pory mi to wypomina. Nie chcę się za ciebie znowu wstydu najeść.

– Dobra, stryj się nie martwi! – rzucił lekceważącym głosem Kacper. – Pani Kazia, pff… co mnie obchodzi ta stara jędza? Siebie niech lepiej pilnuje. A wracając do tej młodej, to jak w końcu? Nic się nie skarżyła, nie pytała?

– Nic – zniżył znów głos gospodarz. – Albo jeszcze się nie zorientowała, albo Ziutka póki co trochę się uspokoiła. A ja jej nic nie mówiłem, no co ty… Na razie cisza i mam nadzieję, że tak zostanie.

Iza znów wzdrygnęła się mimowolnie.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział II (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz