Anabella – Rozdział II (cz. 10)

Iza zerknęła na przeciwległy koniec auli, gdzie zazwyczaj na wykładzie z filozofii siadywali romaniści, i od razu zauważyła ludzi ze swojego roku, w tym Martę, koleżankę, z którą pierwszego dnia usiadła w ławce na ćwiczeniach z wypowiedzi pisemnej i od tamtej pory trzymały się razem na wszystkich zajęciach. Marta również dostrzegła ją z daleka i skinęła jej porozumiewawczo ręką.

– Już myślałam, że dzisiaj cię nie będzie – powiedziała, kiedy pośród hałaśliwego tłumu wychodziły na korytarz. – Nawet smsa ci wysłałam, ale pewnie nie patrzyłaś na telefon… Co się stało, zaspałaś?

– Nie, musiałam załatwić przed wykładem jedną ważną sprawę i nie wyrobiłam się – machnęła ręką Iza. – Słuchaj, Martuś, masz może zapasowy długopis? Mój się wypisał, jedna dziewczyna pożyczyła mi na wykład, ale już jej oddałam, bo to ktoś z innego kierunku. I teraz znowu nie mam czym pisać.

– Aha, widziałam, że siadłaś z polonistami – pokiwała głowa Marta, grzebiąc w plecaku, który na słowa Izy zdjęła sobie z ramienia. – Czekaj, coś tu powinnam mieć… jest! Jak chcesz, to możesz go sobie w ogóle wziąć. Już dawno miałam go wywalić, bo nie cierpię tego głupiego odcienia niebieskiego, a tu widzisz, akurat się przyda.

– Dzięki – uśmiechnęła się Iza, biorąc od niej długopis i chowając go w marszu do bocznej kieszonki plecaka. – Oddam ci, jak tylko kupię sobie nowy, widziałam, że w punkcie xero sprzedają takie zwykłe za złotówkę. No, ale to dopiero po zajęciach, dzisiaj popiszę twoim, dla mnie odcień nie ma znacze…

Urwała w pół słowa i stanęła jak wryta na środku korytarza, gdyż w schodzącym z drugiego piętra po wielkich schodach tłumie studentów dostrzegła znajomą sylwetkę… W ułamku sekundy cała krew odpłynęła jej z twarzy.

„Misiu…” – szepnął czuły głos dobiegający z najgłębszego dna jej duszy.

Choć zbiegający w dół chłopak odwrócony był do niej tyłem i z tej perspektywy nie mogła widzieć jego twarzy, jego chód, linia ramion oraz bujna fala blond włosów, które odgarnął sobie właśnie w tył nonszalanckim ruchem dłoni, nie pozostawiały żadnych wątpliwości co do jego tożsamości. Serce zabiło jej tak mocno, że na krótką chwilę aż zabrakło jej tchu.

– Izka, co jest? – zdziwiła się Marta, pociągając ją za ramię i zerkając na jej pobladłą nagle twarz. – Chodź, bo zaraz nas tu podepczą, co tak stoisz? I co masz taką głupią minę?

– Nie, nic – ocknęła się Iza, gdy tylko sylwetka Michała zniknęła jej z oczu za załomem klatki schodowej. – Tak tylko sobie przystanęłam… Ale wiesz co, Marta? – podjęła nagle żywo. – Zejdziesz ze mną na chwilę na dół? Kupiłabym sobie kawę w automacie…

– Chodźmy – zgodziła się Marta, lustrując ją lekko podejrzliwym wzrokiem. – Może jeszcze zdążymy przed zajęciami. Kawa rzeczywiście dobrze ci zrobi, jakoś dziwnie wyglądasz… Pewnie się nie wyspałaś?

– Nie, akurat spałam dobrze, tylko śpieszę się od rana jak wariatka – wyjaśniła jej neutralnym tonem Iza, zbiegając szybko po schodach i rozglądając się po dolnym holu niecierpliwym wzrokiem. – Od wczoraj mam na stancji niebanalne atrakcje, przyjechał bratanek właściciela i daje takiego czadu, że nie masz pojęcia… Dzisiaj zerwał nas o szóstej, wybierał się do pracy i takie larum przy tym zrobił, że w pierwszej chwili zastanawiałam się, czy kogoś nie mordują. A pan Stasio jeszcze się z nim przekrzykiwał, bo chciał go uciszyć, więc możesz sobie wyobrazić, jaki był łomot…

Roześmiały się obie, podchodząc do automatu z kawą, przy którym dwie inne studentki akurat serwowały sobie napój.

– Musimy poczekać, mam nadzieję, ze zdążymy z tą kawą, za pięć minut zajęcia – westchnęła Marta, ustawiając się w kolejce. – Czekaj, mam tu jakieś drobne… No i co dalej z tym bratankiem? – podjęła wesoło.

Iza, która przez cały czas dyskretnie przyglądała się zebranemu na holu tłumowi, a teraz właśnie znów wychwyciła w nim wzrokiem znajomą, jedyną na świecie blond czuprynę, rzuciła koleżance nie do końca przytomne spojrzenie.

– A nic takiego, śniadanie mu zrobiłam – odpowiedziała w roztargnieniu, znów dyskretnie zwracając wzrok w stronę szatni, przy której Michał rozmawiał z ożywieniem w grupce kolegów i koleżanek. – Usmażyłam mu na szybko jajecznicę, nie mogłam patrzeć, jak wciąga suchą bułę, zwłaszcza że szedł do ciężkiej pracy na cały dzień…

– Gdzie pracuje? – zaciekawiła się Marta.

– Mówił mi, że na jakąś budowę go przyjęli, ale dopiero dzisiaj miał być pierwszy raz, więc rano sam nic więcej nie wiedział… może wieczorem coś więcej mi opowie.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział II (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz