Anabella – Rozdział II (cz. 11)

Iza odpowiadała na pytania Marty mechanicznie, niemal bezwiednie, nie odrywając oczu od Michała, którego widziała teraz z półprofilu. Serce biło jej jak szalone, a oddychanie z sekundy na sekundę zdawało się być coraz trudniejszym zadaniem.

„Misiu” – tłukła jej się po głowie bezładna, na wpół świadoma myśl. – „Jesteś, kochanie… to naprawdę ty…”

Wrażenie, jakie zrobiło na niej to spotkanie, było tym większe, że natknęła się na niego w Lublinie dopiero po raz pierwszy. O ile na początku października nie było dnia, żeby nie rozglądała się po uczelni i otoczeniu w nadziei, że może gdzieś go zobaczy, o tyle po kilku tygodniach, w trakcie których nie spotkała go ani razu, nadzieja ta mocno przybladła w jej sercu. Studenci zarządzania mieli zajęcia w innym budynku niż ona i najwidoczniej ich codzienne ścieżki nie przecinały się w żaden sposób, a zresztą skąd mogła mieć stuprocentową pewność, że Michał nadal studiował w Lublinie? Słyszała tylko, że przeniósł się tu na czwarty semestr z Warszawy, ale czy nie mógł równie dobrze wyjechać jeszcze gdzieś indziej na ostatni rok licencjatu? Aż tak aktualnych informacji o nim nie posiadała, trzymała się jedynie tego, co dotarło do niej wątłym echem jeszcze przed wakacjami…

I teraz nagle okazało się, że jednak tu był! Stał zaledwie kilka metrów od niej, on, ten sam, jedyny, ukochany… Tak dawno już go nie widziała! W wakacje nie przyjechał do Korytkowa, co prawda niewykluczone, że był przez jakiś czas u rodziców, ale ona nie miała na ten temat żadnej informacji. Zresztą była wtedy całkowicie pochłonięta pracą i przygotowaniami do ślubu Amelii, a ze znajomymi ze szkoły, którzy coraz rzadziej zaglądali w rodzinne strony, jej kontakty bardzo osłabły po zdarzeniach sprzed półtora roku.

Faktem było, że od Bożego Narodzenia, kiedy widziała go z daleka z rodzicami w kościele, nie spotkała go już ani razu. Nosiła tylko w pamięci jego obraz, tak wyraźny, jakby zaledwie wczoraj jeszcze patrzyła mu w oczy… Niejednokrotnie, gdy leżała wyciszona w łóżku, w ostatnich sekundach przed zapadnięciem w sen zdarzało jej się wszystkimi zmysłami odczuwać jego bliskość. Jej pamięć wyostrzała się wtedy i w synestetyczny sposób pozwalała jej przez tych kilka ulotnych chwil znów poczuć ciepło jego dłoni, miękki dotyk jego ust i mocny, korzenny zapach jego perfum. Jednak zawsze podświadomie wiedziała, że to tylko złudzenie, że nie ma go przy niej, że czuje jego obecność tylko w jakiś niewytłumaczalny, metafizyczny sposób… Teraz, kiedy zmaterializował się przed nią, kiedy zobaczyła go na żywo, niemal nie mogła uwierzyć własnym oczom.

Patrzyła jak urzeczona. To był on, taki jak zawsze… choć nie, nie do końca. Od razu dostrzegła, że zmienił się z wyglądu przez ostatni rok, jego sylwetka i owal twarzy nabrały nieco innych proporcji, stały się jakby doroślejsze, bardziej męskie. Jednak fryzurę nadal miał tę samą – wspaniałą, opadającą na czoło falę jasnoblond włosów, które co jakiś czas odrzucał do tyłu znajomym ruchem dłoni. Co prawda z tej perspektywy nie widziała jego oczu, ale miała pewność, że przepełniał je ten sam błękit co dawniej… błękit, w którym zakochała się bez pamięci już kilkanaście lat temu i który od tamtej pory, gdziekolwiek by się nie znalazła, oświetlał magiczną poświatą jej duszę.

Zamilkła teraz i patrzyła na niego w milczeniu. Na szczęście dziewczyny, za którymi stały w kolejce, odeszły spod automatu z kawą, której zamawianie pochłonęło uwagę Marty na tyle, że nie żądała od niej podtrzymywania rozmowy. Michał i jego koledzy podeszli teraz do lady szatni i nie przerywając rozmowy, odbierali swoje ubrania. Każdy jego gest, każde wygięcie ciała, każdy ruch dłoni i głowy były jej tak bliskie, tak boleśnie znajome… Lecz co z tego? Choć dusza rwała się ku niemu, ciało nie miało prawa zrobić nawet kroku w jego stronę. Iza stała więc tylko jak słup soli i patrzyła, jakby bojąc się spłoszyć sprzed oczu tę ulotną wizję, starając się napełnić nią i nasycić na zapas – bo kiedyż znowu dane jej będzie go zobaczyć?

Michał i jego towarzysze ubrali się już w kurtki i wśród hałaśliwych rozmów i śmiechów ruszyli w stronę przeszklonych drzwi wyjściowych. Po chwili ukochana sylwetka zniknęła na dobre za rogiem budynku… Iza ocknęła się i zerknęła na Martę, która właśnie skończyła zamawianie kawy i podeszła do niej, wręczając jej dymiący kubek.

– Masz, wzięłam ci espresso, ono najlepiej stawia na nogi – oznajmiła. – Pięć razy pytałam, co ci wziąć, ale jakaś głucha dzisiaj jesteś… więc sama zadecydowałam.

– Dzięki – uśmiechnęła się Iza, biorąc z jej ręki kubek i z rozkoszą zanurzając usta w aromatycznej kawie. – Właśnie tego mi było trzeba… Aha, czekaj, oddam ci za to kasę – zreflektowała się nagle. – Ile to kosztowało?

– Dobra, już daj spokój, postawisz mi następnym razem i będziemy kwita – machnęła ręką Marta. – Pijmy szybko i lecimy na górę, bo zaraz się spóźnimy. Zobacz, już jest dziesięć po!

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz