Anabella – Rozdział II (cz. 2)

– Może ma mocny sen? – zastanowił się Kacper. – Ile tu już mieszka u stryja?

– Od początku października, w sobotę będzie pięć tygodni. Na Wszystkich Świętych tylko na jeden dzień wyjechała, a tak to siedziała tutaj i uczyła się. Ale ja cię proszę, Kacper…

– No dobra, dobra, już stryj nie truje! – zniecierpliwił się przybysz. – Nic jej nie wygadam, nie moja sprawa…

– I nie zaczepiaj jej.

– Co się stryj tak trzęsie, no! Nie zaczepiaj… bo co, pewnie ładna?

– Ładna – przyznał pan Stanisław. – Tylko trochę wychudzona, wiesz, jak to się teraz te młode panienki chorobliwie odchudzają. Sama skóra i kości. Ale że ładna, to nie zaprzeczę, taka mała czarnulka z długimi włosami, a oczy ma wielkie jak u sarenki. No i miłe to, grzeczne…

– E, jak chuda i czarna, to odpada, ja wolę konkretne blondyny z dużą rufą – oznajmił stanowczo Kacper, na co Iza zatkała sobie szybko ręką usta, żeby nie parsknąć śmiechem. – O kości to się tylko można poobijać… no, ale i tak zerknę sobie przy okazji, czemu nie? No, spoko! – zaśmiał się pojednawczo. – Stryj nie pęka, nie ruszę jej przecież! Dobra, biorę te graty i idę do pokoju, ma tam stryj chociaż trochę nagrzane czy zimno jak zwykle?

– Kaloryfer se odkręcisz, to szybko się nagrzeje – odparł oględnie gospodarz.

– Ej, stryj to zawsze taki sknerus, że nie wiem…

Głosy oddaliły się spod drzwi Izy, a po dobiegającym zza ściany huku zwalanych na podłogę bagaży i odgłosie niezrozumiałej już teraz rozmowy dziewczyna zorientowała się, że przybysz zajmuje właśnie sąsiedni pokój, który dotychczas stał pusty i zamknięty na klucz. Z westchnieniem usiadła na łóżku, zastanawiając się, jak ukryć fakt, że była obecna w pokoju i słyszała ich rozmowę, nie chciała bowiem stawiać gospodarza w niezręcznej sytuacji.

Od półtora miesiąca mieszkała na stancji mieszczącej się w centrum miasta przy ulicy Narutowicza, dzieląc lokal tylko z leciwym gospodarzem. Zgodnie z tym, co zapowiedział jej przez telefon, gdy we wrześniu ustalała z nim warunki wynajmu, standard mieszkania pozostawiał wiele do życzenia, jednak dla przyzwyczajonej do skromnych warunków życia dziewczyny okazał się on w zupełności zadowalający.

Trzypokojowy lokal z kuchnią i niewielką łazienką był usytuowany na drugim piętrze starej kamienicy z wejściem od ponurego, ciemnego podwórza, na które również wychodziło okno Izy. Zarówno klatka schodowa, jak i samo mieszkanie były w stanie wymagającym już od dawna porządnego remontu, a ciemne, poobdrapywane meble zdawały się pochodzić sprzed biblijnego potopu. Zważywszy jednak, że pan Stanisław bardzo dbał o porządek i w domu zawsze było czysto, Iza nie widziała najmniejszego powodu do narzekania na swoje lokum. Umiejscowienie było zresztą o tyle korzystne, że od uczelni dzielił ją tylko kwadrans szybkiego marszu, to zaś oszczędzało jej wydatków na bilety komunikacji miejskiej.

Z gospodarzem utrzymywała jak najlepsze relacje. Co prawda w ciągu dnia oboje zwykle przebywali poza domem, gdyż Iza spędzała dużo czasu na uczelni, zaś pan Stanisław miał zwyczaj częstego odwiedzania swoich znajomych z okolicy, u których przesiadywał nieraz całymi dniami na pogaduszkach. Jednak wieczorami często gawędzili sobie przy wspólnej kolacji, a choć każde z nich miało wyznaczone osobne półki w kuchennej szafce i w lodówce, często dzielili się wiktuałami, z których Iza przygotowywała kanapki lub danie na ciepło dla obojga.

Pan Stanisław bardzo doceniał ten układ, zwłaszcza że przyzwyczajona od lat do drastycznych oszczędności dziewczyna nigdy nie marnowała żywności i ze wszelkich resztek potrafiła wyczarować smaczny posiłek. Po kilku tygodniach zwyczajem stał się też wspólny niedzielny obiad, który jedli we dwoje tym razem nie w kuchni, a w pokoju gospodarza, na wielkim stole, który musiał być świadkiem wielu rodzinnych spotkań w czasach, gdy żyła jeszcze jego żona. Ponieważ syn pana Stanisława wyjechał wiele lat temu na drugi koniec Polski, gdzie ożenił się i osiadł na stałe, starszy pan został w mieszkaniu sam, dlatego obecność grzecznej i uczynnej studentki wynajmującej u niego pokój była dla gospodarza ze wszech miar satysfakcjonująca.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1)

Dalsze części:

Rozdział II (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz