Anabella – Rozdział II (cz. 3)

Niespodziewany przyjazd Kacpra zaburzył ową specyficzną harmonię, jaką przez półtora miesiąca zdążyli już wypracować we wzajemnych relacjach. Słysząc, że obaj panowie nadal głośno rozmawiają w sąsiednim pokoju, Iza dyskretnie odblokowała swoje drzwi i zapaliła w pokoju światło, udając, że dopiero wróciła do domu. Jednak wkrótce hałas ucichł na całe dwie godziny i dopiero tuż przed dwudziestą, kiedy to zwyczajowo jedli razem kolację, pan Stanisław zapukał dyskretnie do drzwi jej pokoju.

– Przepraszam, że przeszkadzam, pani Izo – zagadnął nieco zakłopotanym półgłosem. – Ale muszę panią uprzedzić, że przyjechał mój bratanek… Zostaje na razie na tydzień, ale może będzie chciał tu pobyć dłużej. W tym pokoju obok będzie mieszkał. Tylko że on taki jest… że tak powiem… trochę hałaśliwy, więc chcę, żeby pani wiedziała, że przyjechał, i żeby się pani nie zdziwiła.

– W porządku – uśmiechnęła się grzecznie Iza. – To mi nie przeszkadza. Będzie jadł z nami dzisiaj kolację?

– A, tego to nie wiem! – machnął ręką gospodarz. – Na razie walnął się w ciuchach na łóżko i śpi jak zabity. Nie będę go budził, bo zaraz mi tu ryja wydrze jak opętany… Póki śpi, to niech śpi, chociaż tyle spokoju. A my możemy sobie zjeść kolację, pewnie. Kupiłem dzisiaj masło i dobrej szynki dwadzieścia deko… pani Reginka z mięsnego na rogu bardzo polecała, to wziąłem na skosztowanie.

– I słusznie – pochwaliła go Iza. – A ja kupiłam świeży chleb, a do tego mam jeszcze w szafce takiego wielkiego pomidora, zaraz zrobię kanapki. Wstawi pan wody na herbatę?

– A pewnie, pewnie, już lecę! – pokiwał skwapliwie głową pan Stanisław i ruszył do kuchni, szurając po podłodze swymi przydużymi, filcowymi kapciami.

Iza narzuciła na ramiona sweter, gdyż w kuchni z racji nieszczelnego okna często zdarzały się przeciągi, i podążyła za gospodarzem. Jak zwykle zrzutka produktów żywnościowych na wspólny posiłek zaowocowała smaczną, naprędce przygotowaną przez nią kolacją.

– A jak tam na uniwersytecie? – zapytał od niechcenia pan Stanisław, konsumując z zadowoleniem trzecią już kanapkę z szynką i pomidorem. – Dzisiaj chyba dużo zajęć pani miała, bo tak późno wróciła do domu. Ciężko na tych studiach?

– Nie jest źle – uśmiechnęła się Iza, dolewając sobie herbaty. – Studiuję to, co lubię, więc wcale mnie to nie męczy. A teraz może nawet jeszcze dłużej nie będzie mnie w domu, bo szukam pracy, jutro idę na rozmowę… Dolać panu jeszcze?

– Nie, nie, już nie trzeba, dziękuję. Pracy pani szuka? – zdziwił się. – Przecież na studia pani chodzi, tyle z tym zachodu, to gdzie pani jeszcze czas na pracę znajdzie?

– Tylko dorywczo – wyjaśniła mu Iza. – Na cały etat nie mogłabym pracować, bo na studiach dziennych zajęcia są od rana. Ale idę do takiej jednej pani, tu niedaleko, za rogiem Wschodniej ma komis odzieżowy, nie wiem, może pan zna… Wywiesiła ogłoszenie, że potrzebuje pracownika. Jutro przed zajęciami pójdę do niej porozmawiać, może załapię się na kilka godzin dziennie. Chciałabym trochę odciążyć siostrę, za wszystko mi płaci, a sama lekko nie ma…

Pan Stanisław pokiwał głową, patrząc na nią z sympatią.

– Tylko żeby tam pani z pieniędzmi nie oszukali – zaznaczył ostrzegawczym tonem. – Czasem przy takiej pracy na śmieciówce to człowiek ręce po łokcie urobi, a potem płacić nie chcą albo rzucą jakieś marne grosze… Jak już pracować dorywczo, to na godnych warunkach, takie jest moje zdanie.

– A co to się stryj tak wymądrza? – huknął nagle od progu donośny męski głos. – Gaduła stary, no! Masz tu chociaż coś do żarcia?

Iza spojrzała szybko w stronę wejścia do kuchni. W drzwiach stanął krępy, umięśniony szatyn w wieku około dwudziestu pięciu lat, o nieco buraczanej cerze lecz całkiem przystojnej twarzy pokrytej kilkudniowym zarostem. Ubrany był w same spodnie, a przez nagi, mocno owłosiony tors przewiesił sobie zmięty biały podkoszulek. Widać było, że dopiero wstał z łóżka, gdyż twarz miał zaspaną, a włosy potargane, do tego właśnie rozciągał usta w szerokim, nonszalanckim ziewnięciu. Na widok Izy w jego oczach natychmiast błysnęło światełko zainteresowania i uśmiech rozjaśnił mu twarz.

– Aaaa, widzę, że stryj nie jest sam! – zawołał, podchodząc szybkim krokiem do Izy i wyciągając do niej zamaszystym gestem rękę. – Cześć, młoda, Kacper jestem!

– Miło mi – skinęła głową, podając mu dłoń. – Iza.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział II (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz