Anabella – Rozdział II (cz. 4)

Kacper przyglądał jej się przez chwilę w skupieniu, omiatając zaciekawionym wzrokiem całą jej sylwetkę.

– Strasznie chuda, rzeczywiście – przyznał, zwracając się do pana Stanisława. – Skóra i kości, nawet za co złapać nie ma… Ale buziak nie powiem, pierwsza klasa! I oczy jakie!… no, no!

– Kacper, prosiłem cię! – syknął z poirytowaniem gospodarz, rzucając Izie przepraszające spojrzenie. – Jaka była umowa? Już zapomniałeś, gówniarzu?

– No co, przecież nic jej nie robię! – żachnął się Kacper, odsuwając szerokim ruchem krzesło i siadając z hałasem przy stole obok Izy. – Palcem jej nie dotknąłem! Stryj to zawsze panikuje bez powodu… O, widzę, że kanapki macie. Mogę jedną?

– Jasne, niech się pan częstuje – odparła szybko Iza, podsuwając mu bliżej talerz.

– Jaki znowu pan! – wykrzyknął Kacper, sięgając po kanapkę i ładując ją sobie w całości do ust. – Kacper jestem, mówiłem! – dodał stłumionym przez jedzenie głosem. – Żaden pan, kapujesz, młoda? Masz do mnie mówić na ty i po imieniu!

– Dobrze – zgodziła się Iza, starannie tłumiąc uśmiech. – Nalać ci herbaty?

Kacper przełknął kanapkę jak pelikan i spojrzał na nią z niesmakiem.

– Herbaty? – skrzywił się, przenosząc zdegustowany wzrok na gospodarza. – A żadnego piwka to stryj nie masz?

– Nie mam – odparł nie bez satysfakcji pan Stanisław. – Nie będziesz mi tu chlał… Herbatę pij, jak ci pani grzecznie proponuje. I tak objadasz ją z kanapek, sama je robiła, a ten chleb i pomidor to też jej…

Kacper znieruchomiał na chwilę z drugą kanapką wpakowaną do połowy do ust.

– Jedz, Kacper – uśmiechnęła się uspokajająco Iza, sięgając po czysty kubek i nalewając mu herbaty. – Ja już nie jestem głodna.

Spojrzał na nią bez przekonania, odgryzł jednym kłapnięciem szczęki połowę kanapki i pokręcił głową, zerkając z wyrzutem na pana Stanisława.

– To czemu stryj od razu nie powiedział? Myślałem, sknerusie, że to twoja żarciówka, no to się poczęstowałem… Ale ja honorowy człowiek jestem, za wszystko oddam ci kasę – zapewnił z powagą Izę. – Odkupię ci jutro tego pomidora.

– Nie trzeba! – parsknęła śmiechem.

– Jak to nie trzeba?! – oburzył się Kacper. – Zeżarłem ci kanapki, to odkupię, nie ma gadania! Dla mnie honor to podstawa! – tu uderzył się zamaszyście pięścią w nagi tors. – Zapamiętaj, mała, honor to moje drugie imię! Mam go stracić przez jakiegoś głupiego pomidora? Mowy nie ma, choćbym zdechł!

Iza roześmiała się serdecznie, co widząc, Kacper zawtórował jej donośnym rechotem.

– Oj, Kacper, Kacper! – pokręcił z dezaprobatą głową pan Stanisław. – Ty byś się lepiej ubrał, chłopie, co ty mi tu na golasa latasz, i to przy pani… Załóż no tę koszulkę, głąbie, przeziębisz się.

– A żebyś wiedział, stryj – zgodził się Kacper, ściągając sobie z ramienia przewieszony przezeń podkoszulek i zwinnym gestem naciągając go na siebie przez głowę. – Zimno tu jak diabli i po plerach wieje. Okna byś se kiedyś wymienił, stary sknero, już ci to dawno stryjenka Ziuta mówiła… – zamilkł nagle, zerkając badawczo na Izę. – No, mniejsza o to. Mogę jeszcze kanapkę, młoda?

– Pewnie – skinęła głową przyjaźnie. – Jedz, nie pytaj. Jak będzie trzeba, to jeszcze dorobię.

Kacper sięgnął po kolejną kanapkę, przedostatnią już z leżących na talerzu, i umieścił ją w całości w przepastnych czeluściach swego gardła.

– Dzięki – rzucił, przełknąwszy ją po zaledwie kilku szybkich machnięciach szczęką. – Świetne żarcie, głodny byłem jak wilk. Jakby stryj jeszcze piwka polał, to już w ogóle super by było… No, ale trudno. A co wyście tu o robocie gadali?

– Bo pani Iza wybiera się do pracy – wyjaśnił mu gospodarz. – Widzisz, tłumoku? Przykład byś wziął z dziewczyny, dopiero zaczęła studia, a już o własnym utrzymaniu myśli. A ty co? Stary koń, do żadnej porządnej szkoły iść nie chciałeś, dwadzieścia cztery lata ci stuknęło, a razem toś nawet dwóch lat w życiu nie przepracował jak człowiek…

– I co się stryj czepiasz, do diabła! – huknął na niego oburzony Kacper, waląc pięścią w stół, aż Iza podskoczyła na krześle. – Ględa cholerny, będzie mi tu kazania prawił jak jakiś, kurde, ksiądz! Mówiłem, że robotę mam nagraną, nie? Od jutra startuję. A ty, młoda, gdzie będziesz pracować? – zwrócił się z zaciekawieniem do dziewczyny.

– Na razie nie wiem jeszcze, czy w ogóle będę – sprostowała. – Jutro idę dopiero zapytać, tu obok, w komisie odzieżowym szukają kogoś na stanowisko sprzedawczyni. I tak nie mogę na cały dzień, ale jakby popołudniami się dało…

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział II (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz