Anabella – Rozdział II (cz. 5)

– Więc mówiłem jej, żeby uważała na te śmieciówki i nie dała się oszukać – tłumaczył Kacprowi pan Stanisław, dopijając herbatę. – Dziewczyna młoda, jeszcze niedoświadczona, to zaraz ktoś mógłby chcieć ją wykorzystać i oskubać z zarobku. Już ja wiem, jak działają ci kanciarze…

– Fakt – pokiwał głową Kacper, wmiatając ostatnią kanapkę z talerza i popijając resztką herbaty. – Mnie też kiedyś taki jeden chciał oszwabić na godzinach, myślał, dupek, że nie umiem liczyć do stu. Ale sam się na tym przejechał, bo mało mu ryja nie skułem… Słuchaj, młoda! – dodał stanowczo, wyciągając palec w stronę Izy. – Stryj dobrze gada, ty się tam nie daj okpić! A jakby ktoś cię w trąbę nabił, to wal od razu do mnie, pokażesz mi tylko typa z daleka, a ja już zrobię z niego taką marmoladę, że mokra plama po nim zostanie. Za te kanapki mam u ciebie dług, a jestem człowiek honoru, pamiętaj!

– Okej, zapamiętam! – zaśmiała się Iza, podnosząc się z miejsca i zbierając ze stołu naczynia po kolacji. – Dziękuję, Kacper, to miło z twojej strony… Chociaż mam nadzieję, że nie będę nigdy aż tak zdesperowana, żeby musieć cię prosić o taką przysługę.

Po kolacji zamknęła się w swoim pokoju, usiadła przy biurku i z uśmiechem pokręciła głową. Spektakularny najazd Kacpra, którego hałaśliwy sposób bycia wcale jej nie irytował, ale nawet szczerze bawił, urozmaicił jej wieczór na tyle, że niemal zupełnie przestała stresować się czekającą ją jutro rozmową o pracę. Uznawszy, że przydałoby się trochę wyciszyć, założyła słuchawki, włączyła sobie na telefonie ulubioną stację francuskiego radia i położyła się na łóżku, przymykając oczy. Bardzo często łączyła w ten sposób chwile relaksu z nauką języka, usatysfakcjonowana tym, że z szybkiej, radiowej mowy rozumiała już niemal wszystko, a nawet jeśli umykały jej pojedyncze słowa, bez wysiłku łapała sens z kontekstu.

Zasłuchawszy się w ciekawą audycję muzyczną, dopiero po dwudziestej drugiej ocknęła się, przypominając sobie, że powinna jeszcze się wykąpać i umyć sobie włosy, a potem iść spać. Nazajutrz czekał ją wszak ciężki dzień… Kiedy po kąpieli, owinięta szczelnie w szlafrok, wracała do siebie, starając się przemknąć jak najciszej, gdyż brak światła u pana Stanisława wskazywał na to, że gospodarz już spał, drzwi pokoju Kacpra uchyliły się bezszelestnie i on sam, ubrany tylko w białe bokserki, wychylił głowę na zewnątrz.

– Tss! – szepnął konspiracyjnie do Izy, po czym wyszedł do przedpokoju i zastąpił jej drogę. – Musimy być cicho. Stary piernik śpi i lepiej go nie budzić, znowu będzie się czepiał… Słuchaj no, mała! – rzucił, opierając się ramieniem o ścianę tuż przy jej głowie i uśmiechając się do niej znacząco. – Chcę cię o coś zapytać, a raczej zaproponować… Lubisz sobie czasem, no wiesz… ten tego? – tu błysnął porozumiewawczo oczami.

Iza wytrzeszczyła na niego oczy. Tak otwarta i bezczelna propozycja ze strony dopiero co poznanego faceta w pierwszej sekundzie zszokowała ją i oburzyła, jednak już w następnej chwili widok rozbrajającej miny Kacpra sprawił, że zamiast złości ogarnęło ją szczere rozbawienie. Z trudem stłumiła śmiech i pokręciła przecząco głową.

– Nie, Kacper, niestety nie lubię – oznajmiła mu z powagą. – Mam do tego awersję.

– Co masz? – spojrzał na nią zdezorientowany.

– Awersję. Czyli obrzydzenie – wyjaśniła mu uprzejmie. – Zupełnie mnie to nie bawi.

Kacper przyglądał jej się przez chwilę z niedowierzaniem przemieszanym z nutą rozczarowania.

– Pewnie nie jestem w twoim typie, co? – pokiwał ze zrozumieniem głową.

– No, rzeczywiście nie – zgodziła się, ze wszystkich sił starając się zachować powagę.

– Szkoda – westchnął. – Ty w moim zresztą też nie. To znaczy ładna jesteś, tylko chuda, a ja chudych nie lubię. No i poza tym wolę blondyny…

– Z dużą rufą – dopowiedziała niewinnie Iza.

– Skąd wiesz? – zdumiał się Kacper. – Widać to po mnie?

– Aha. Wyglądasz na faceta, który lubi właśnie takie.

– No patrz! – pokiwał głową z uznaniem. – Przed tobą to nic się nie ukryje! Rzeczywiście, wolę takie większe blondyneczki… ty jesteś trochę za koścista jak na mój gust. Ale co tam, dla dobra sprawy nie czepiałbym się o szczegóły – dodał, ogarniając jej postać analitycznym spojrzeniem. – Aż taki wybredny nie jestem, a ty mi się nawet całkiem podobasz. I założę się, że jakby co, to też byś była zadowolona z moich…

– Dzięki, Kacper – przerwała mu uprzejmie Iza, dając gestem do zrozumienia, że chciałaby przejść do swojego pokoju. – Naprawdę miło mi, że o mnie pomyślałeś, ale pozwól, że nie skorzystam z twojej propozycji.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział II (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz