Anabella – Rozdział II (cz. 6)

– W porządku – kiwnął głową, odklejając rękę od ściany i odsłaniając jej drogę. – Tak tylko zaproponowałem, nie będę się upierał. Ja jestem człowiek honoru i jak kobieta mówi mi, że nie, to nie napieram. Zresztą stryj mi zabronił… No, co prawda jakbyś sama chciała, to nie byłoby problemu i ze stryjem – machnął lekceważąco ręką. – Ale jak nie, to nie ma tematu. Pamiętaj tylko, że jakbyś zmieniła zdanie, to wystarczy do mnie zapukać – dodał znacząco. – O każdej porze dnia i nocy.

Iza, która z coraz większym trudem powstrzymywała się od parsknięcia śmiechem, pokręciła głową z poważną, surową miną.

– Przykro mi, Kacper, ale w moim przypadku nie ma takiej opcji.

– Spoko – odparł pojednawczym tonem. – Mówiłem ci, że jak nie, to nie. Ja tam sobie poradzę, upoluję coś jutro na mieście… Dobra, to w takim razie cześć i śpij dobrze, dobranoc. A, słuchaj! – przypomniał sobie coś nagle, zatrzymując się w progu swojego pokoju, do którego już prawie wszedł z powrotem. – Jak ci się mieszka w tym lokalu? – wskazał ruchem głowy na jej drzwi.

Iza, która na te słowa przypomniała sobie natychmiast o duchu stryjenki Ziuty, drgnęła i spojrzała na niego badawczo.

– Bardzo dobrze – odparła powoli. – Dlaczego pytasz?

– A nie, nic, nic – zmieszał się lekko Kacper, wycofując się skwapliwie do swojego pokoju. – Tak tylko zapytałem, no wiesz, z grzeczności… To na razie, młoda. Nie będzie dzisiaj balu, to trudno, idę spać. Może to i lepiej? Muszę się porządnie wyspać, bo jutro do roboty!

– Dobranoc – uśmiechnęła się Iza.

Szybko przemknęła do swojego pokoju, starannie zamknęła drzwi na zamek i rzuciła się na łóżko, wciskając twarz w poduszkę, aby stłumić niemożliwe już do powstrzymania salwy śmiechu, od którego aż łzy popłynęły jej z oczu.

„Co za aparat!” – pomyślała, wyśmiawszy się już na tyle, że mogła przestać kryć twarz w poduszce i usiąść na łóżku. – „Coś czuję, że nudno to tu nie będzie, oj, nie… aż mnie przepona rozbolała. Ale w sumie to jest sympatyczny chłopak, chociaż ordynus i jaskiniowiec. Już zaczynam go lubić i myślę, że szybko się dogadamy, byle nie wyjeżdżał mi już więcej z takimi propozycjami nie do odrzucenia. Swoją drogą mam wielkie szczęście, że nie jestem blondyną z dużą rufą!

Pokręciła głową z rozbawieniem, poprawiając zgniecioną poduszkę.

„A co do tej stryjenki Ziuty…” – spoważniała i jej wzrok padł niespokojnie na stojący w kącie piec kaflowy. – „Nie, no bez przesady, to są jakieś chore wymysły, nie jestem już przecież dzieckiem, żeby bać się duchów… Duchów nie ma, a jeśli już, to przecież to są tylko biedne dusze, które potrzebują pomocy… albo dobre duszyczki, które opiekują się nami z nieba, tak jak mama mną i Melą… Nie ma się czego bać.”

Znów jednak zrobiło jej się na tyle nieswojo, że po zgaszeniu światła instynktownie owinęła się jak najszczelniej w kołdrę, pilnując, żeby przypadkiem nie wystawić spod niej nogi. W pokoju panowała cisza, zza ściany również nie dobiegał żaden dźwięk, co wskazywało na to, że Kacper chyba rzeczywiście położył się spać. Znużona Iza po zaledwie kilku minutach zasnęła kamiennym snem.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział II (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz