Anabella – Rozdział II (cz. 8)

– Do osiemnastej trzy – podsumowała kobieta, wypuszczając z ust kolejne kłęby dymu. – Do dwudziestu brakuje półtorej godziny, a w sobotę komis zamknięty… Dobra, zrobimy tak. Zostanie w piątek w pracy do dziewiętnastej trzydzieści, posprząta, nowy towar wyłoży i przygotuje wszystko na poniedziałek. Jak będą jakieś papiery, to też ogarnie i utarg podliczy. Tylko bez oszukaństwa – dodała ostrzegawczo, celując w nią dymiącym papierosem. – Jak złapię na kancie albo na kradzieży, to wylatuje na zbity pysk i jeszcze policję wzywam.

– Niech się pani nie boi – odparła chłodno urażona takim posądzeniem Iza. – Ja nie oszukuję ani nie kradnę.

– Każda tak gada – pokiwała sceptycznie głową kobieta, odkładając długopis na biurko i znów zaciągając się papierosem. – Gadać to se może… Dlatego z góry uprzedzam, że jak kradzież będzie albo niesubordynacja, to grosza nie zapłacę i jeszcze kłopotów narobię. Dobra, umowa jutro. Czwartek, tak? – zerknęła w swoją rozpiskę. – No to przyjdzie mi tu na ósmą i do dziewiątej trzydzieści wszystko pokażę, a po południu już sama będzie wszystko robić.

– Dobrze, proszę pani.

– Aha, Marciniakowa jestem – przedstawiła się łaskawie, wyciągając do Izy rękę i podając jej ją na chwilę gestem udzielnej księżnej. – Wioletta Marciniak znaczy się.

– Izabella Wodnicka.

– A właśnie, dane do umowy mi zostawi – przypomniała sobie kobieta, gasząc wypalonego papierosa w przepełnionej petami popielniczce. – O tu, na kartce. Nazwisko, pesel, adres zameldowania i numer telefonu.

Poczekała, aż Iza napisze żądane informacje na podanej kartce i wzięła ją z jej ręki.

– Wodnicka. Izabella przez dwa el… Jakieś drugie imię ma?

– Tak. Anna.

– To niech wpisuje od razu, bo potem do papierów potrzebne – mruknęła z niezadowoleniem Marciniakowa, dopisując wspomniane imię na kartce. – Adres zameldowania… Korytkowo? A gdzie to jest?

– Dosyć daleko – uśmiechnęła się Iza. – Aż pod Radzyniem Podlaskim.

– Gdzie to ludzie nie mieszkają… – skrzywiła się kobieta, po czym machnęła ręką i spojrzała stanowczo na dziewczynę. – Dobra. Jutro na ósmą.

– Tak jest, proszę pani.

Po wyjściu po stromych schodkach na ulicę (komis mieścił się w podziemiu kamienicy zaledwie kilkaset metrów od jej stancji) Iza zerknęła na zegarek i skonstatowawszy z niepokojem, że rozmowa zabrała jej więcej czasu, niż planowała, szybkim krokiem ruszyła w stronę uczelni. Do wykładu z filozofii zostało jej tylko dziesięć minut.

„Dziwnie gładko mi to poszło” – myślała, podbiegając do przejścia dla pieszych, żeby zdążyć na zielone światło. – „Od razu mnie przyjęła, chyba spodobało jej się, że mam doświadczenie, nie będzie mnie musiała długo szkolić. Siedem stów to niby nic wielkiego, ale dla mnie rewelacja… a od czegoś przecież trzeba zacząć. Co prawda niezbyt miła ta pani, ale przecież koni nie muszę z nią kraść…” – wzdrygnęła się na wspomnienie nieprzyjemnej uwagi Marciniakowej na temat kradzieży. – „No, takie teksty to już mogła sobie darować, nie powiem, że to było uprzejme. Ale z drugiej strony kto wie, może ktoś ją kiedyś okradł i oszukał, a teraz ma uraz i nikomu nie ufa? Mniejsza o to. Która godzina? A niech to, jak nic spóźnię się na filozofię, mam nadzieję, że Marta będzie i zapisze początek…”

Po przejściu na drugą stronę ulicy, naciągnęła mocniej czapkę na głowę i biegiem ruszyła w kierunku miasteczka akademickiego.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

Dalsze części:

Rozdział II (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz