Anabella – Rozdział III (cz. 11)

– Zrób mu za to jakieś zakupy – ciągnął mężczyzna, nakładając sobie pośpiesznie czapkę i dopinając kurtkę pod szyją. – Walnął mnie co prawda tą swoją lagą po plerach, aż mi świeczki w oczach stanęły! – zaśmiał się wesoło. – Ale ja mu za to skasowałem buta w kanale, więc uznajmy, że jesteśmy kwita. Kup mu jutro jakichś dobrych rzeczy, najlepiej by było, gdyby zjadł coś ciepłego, bo zmarzł dzisiaj jak ostatni frajer… No, na serio nie mam czasu, muszę lecieć, czekają na mnie. Dasz radę, Haniu?

– Nie jestem Hania – sprostowała dla porządku Iza. – To on mnie tak nazywa, pewnie kojarzę mu się z kimś o tym imieniu… E, nieważne. Dam sobie radę, proszę pana.

Mężczyzna pokiwał powoli głową, otworzył drzwi na klatkę, wyszedł na korytarz, po czym odwrócił się jeszcze na chwilę i uśmiechnął się.

– To jak masz naprawdę na imię, elfiku? – zagadnął ciepłym, przyjaznym tonem.

– Iza – odparła grzecznie, odwzajemniając mu uśmiech zza uchylonych drzwi.

Podniósł dłoń w geście pozdrowienia.

– W porządku, Iza, to trzymaj się – rzucił na odchodne. – Dobrze nam się dzisiaj współpracowało. Mam nadzieję, że ten stary frajer nie pochoruje się za mocno po tym wszystkim… No, ale czas na mnie, na razie!

Pośpiesznym krokiem ruszył w stronę schodów i zbiegł po nich, szybko niknąc w ciemnościach. Iza zamknęła drzwi, obejrzała trzymany w ręce banknot, schowała go do kieszeni i z westchnieniem wróciła do pokoju.

Staruszek leżał spokojnie w łóżku i patrzył na nią swymi niebieskimi, jakby wyblakłymi oczami. Dopiero teraz mogła przyjrzeć się uważniej jego pomarszczonej twarzy o surowych rysach, które na jej widok, podobnie jak wcześniej na ulicy, natychmiast złagodniały. Pochyliła się nad nim i poprawiła mu poduszkę.

– Jak pan się czuje? – zapytała z troską.

– Już dobrze – odparł cicho. – Usiądź koło mnie, Hanusiu…

Iza posłusznie usiadła obok niego na skraju wersalki.

– Powinien pan trochę pospać, wyciszyć się po tych lekach – powiedziała łagodnie. – I rozgrzać się porządnie w łóżku, bo tyle pan marzł na takim zimnie bez buta… Mam nadzieję, że nie złapie pan przez to jakiegoś kataru. Ma pan tu jeszcze jakieś zapasowe buty?

– Mam, ale tylko letnie… trochę dziurawe – westchnął. – I w tym miesiącu już nie stać mnie na nowe. Może gdyby zanieść tamte do szewca…

– Pomyślimy o tym jutro – obiecała uspokajającym tonem. – A teraz niech pan odpocznie i prześpi się chociaż godzinkę, od razu nabierze pan sił. Ja jeszcze trochę z panem zostanę… Zgaszę tu światło i poczekam w kuchni, dobrze?

Staruszek pokiwał głową, pozwolił szczelniej otulić się kołdrą i posłusznie przymknął oczy. Iza wyszła cichutko, gasząc za sobą światło, i niepewnym krokiem udała się do kuchni. Spojrzała na zegarek – była już dwudziesta trzecia dwanaście. Wyglądało na to, że przed północą nie uda jej się wrócić do domu, będzie musiała zostać tu chociaż godzinę i upewnić się, czy starszy pan na pewno czuje się na tyle dobrze, żeby móc bezpiecznie zostawić go samego.

Kuchnia prezentowała istny obraz nędzy i rozpaczy, wyglądała, jakby nikt nie sprzątał w niej od lat. Brudny stół nakryty był pociętą ceratą, zastawiony rozmaitymi przedmiotami, pustymi doniczkami, puszkami, zawalony stertą gazet i ulotek, a do tego usmarowany na jednym z rogów na wpół zjełczałym masłem. Z kolei w zlewie piętrzyły się zarośnięte brudem naczynia skąpane w wydzielającej nieprzyjemną woń wodzie, w której Iza dziś miała już raz wątpliwą przyjemność zamoczyć ręce… Dziewczyna westchnęła i uznawszy, że nie będzie przecież czekać bezczynnie, zakasała rękawy i zabrała się za sprzątanie.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)


Dodaj komentarz