Anabella – Rozdział III (cz. 12)

Deszcz wzmógł się jeszcze bardziej i padał pionowymi strugami, mocząc od stóp do głów biegnącą pustą ulicą Izę. Było już wpół do pierwszej w nocy, lecz ona dopiero przed chwilą opuściła mieszkanie przy ulicy Bernardyńskiej, zostawiając w nim spokojnie śpiącego staruszka i posprzątaną kuchnię. Ponieważ starszy pan zasnął głęboko, a jego równy, miarowy oddech nie budził obaw co do stanu jego serca, Iza wymknęła się z mieszkania, zamykając drzwi tylko na klamkę w nadziei, że do rana nikt nie będzie próbował tam wchodzić. Nie chciała ani przerywać mu snu, ani tym bardziej bez pytania zabierać kluczy, wiedząc, że nazajutrz i tak będzie musiała wrócić do niego z zakupami, które zobowiązała się zrobić za pieniądze otrzymane na ten cel od mężczyzny z vana.

„Jutro rano muszę to załatwić” – pomyślała, zwalniając kroku przy wejściu do bramy swojej kamienicy. – „Jakoś zdążę przed zajęciami, tylko trzeba by wyjść z domu tak z pół godziny wcześniej… Ależ tu ciemno… zaraz… muszę wyjąć klucze…”

Już w chwili, gdy przekręcała klucz w zamku, do jej uszu dobiegły dziwne odgłosy, które wzmogły się, gdy uchyliła drzwi i weszła do przedpokoju. Dźwięki te, teraz już bardzo donośne, dobiegały z pokoju Kacpra i świadczyły jednoznacznie o tym, że obrotny chłopak sprowadził sobie na noc do domu jakąś słodką zdobycz i w okazywaniu jej atencji nie poprzestawał na platonicznych westchnieniach, ani nawet na romantycznych pocałunkach.

Iza pokręciła z dezaprobatą głową, ściągając z siebie ociekające deszczówką kurtkę, czapkę i buty. Przemknąwszy do swojego pokoju, zostawiła tam plecak i telefon, po czym na palcach udała się do łazienki, aby wziąć zaplanowaną ciepłą kąpiel i umyć przemoczone włosy. Szum wody skutecznie zagłuszył dobiegające od Kacpra odgłosy szampańskiej zabawy, dzięki czemu mogła wreszcie odetchnąć i zebrać myśli.

„Robi się coraz gęściej” – pomyślała, szorując włosy resztką szamponu wypłukanego z dna butelki. – „Kacper chyba co nieco przegina, przecież pół dzielnicy słyszy te jego amory… Muszę pomyśleć o jakichś stoperach do uszu, bo jeśli on zacznie to robić nagminnie, to już w ogóle nie da się tu spać. A do tego ten dziadek i jego zakupy… jutro tylko tego mi do szczęścia brakowało! Z kimś musiałam mu się skojarzyć… z jakąś Hanią… hmm, dziwne” – wzdrygnęła się lekko. – „Dobrze, że przynajmniej tamten facet nie obraził się na całego i wrócił mi pomóc, bo sama mogłabym nie dać rady dotaszczyć biedaka do domu… Jakiś równy gość” – uśmiechnęła się do siebie. – „Tak wesoło gadał i nawet kasę dał dla dziadka na jedzenie. Może sumienie tknęło go za tego buta? Choć przecież stary sam był sobie winien! Ale jak on te włosy odgarniał… Boże… zupełnie jak mój Misio!”

Wspomnienie znajomego gestu, który tak ją dziś zaskoczył u mężczyzny z vana, ogarnęło ciepłem jej serce i spontanicznie poniosło jej myśli w stronę Michała. Na tle sfatygowanej łazienkowej glazury znów wyświetliła jej się scena na łące i odbijający pogodne niebo błękit najdroższych oczu… a potem nieco przymglone obrazy z pamiętnej nocy w motelowym pokoju, ciepły dotyk jego ust i dłoni, słodki szept… Izulka, przecież wiesz, jak bardzo cię kocham…

„On gdzieś tu jest” – myślała z rozrzewnieniem. – „Gdzieś niedaleko, tu, w Lublinie, może kilometr, może dwa ode mnie… a może tylko kilkaset metrów? Gdybym wiedziała, gdzie mieszka! Nie musiałabym nawet tam chodzić, szukać go… wystarczyłoby mi, że wiem. Mój kochany” – westchnęła. – „Gdybym mogła jeszcze chociaż raz cię zobaczyć, nawet z daleka…”

Kiedy zakręciła kran i ustał szum wody, z ulgą skonstatowała, że z pokoju Kacpra nie dochodziły już teraz żadne dźwięki, a w domu panowała cisza jak makiem zasiał. Wróciła zatem pośpiesznie do pokoju, przebrała się w piżamę, rozczesała mokre włosy i na wszelki wypadek założyła sobie na uszy słuchawki od telefonu, po czym wtuliwszy z rozkoszą głowę w poduszkę, puściła sobie francuską muzykę, która swym cichym szemraniem ukoiła powoli jej rozbudzone ponad miarę nerwy. Zanim się spostrzegła, ogarnął ją zasłużony sen, z którego nie wybudziły jej nawet złowieszcze stuki i pojękiwania dochodzące ze stojącego w kącie starego, kaflowego pieca.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz