Anabella – Rozdział III (cz. 2)

Michała nie widziała już ani razu od czasu pamiętnego spotkania na uczelni, jednak myśl, że był gdzieś blisko, w tym samym mieście, i że istniała przynajmniej teoretyczna możliwość natknięcia się na niego po raz drugi, wystarczała jej do tego, by każdy nowy dzień witać z nadzieją w sercu. Dochodząca do tego świadomość, że nie była już taka bezradna jak kiedyś i po dwóch miesiącach mieszkania w Lublinie pod każdym względem radziła sobie coraz lepiej, podnosiła jej morale i pozwalała jasno patrzeć w przyszłość.

„Powoli skończą się kłopoty z pieniędzmi, już ja się o to postaram” – myślała stanowczo, przemykając wąskim pasażem na tyłach kamienic przy ulicy Zamkowej. – „Najważniejsze, żeby Melci nie zawracać tym głowy, a z oszczędzaniem sobie poradzę, byle mieć jakikolwiek dochód. Zresztą szefowa powinna dać mi od grudnia wyższą pensję, odwalam za nią tyle dodatkowej roboty, że to się samo narzuca. Przy następnej umowie spróbuję z nią ponegocjować. Jakby chociaż o stówkę mi podniosła, to już by było coś…”

Urwała myśl, gdyż w chwili, gdy wychodziła zza rogu kamienicy, do jej uszu dotarł podniesiony, wyraźnie zdenerwowany głos, który, sądząc po tembrze, należał do jakiegoś starszego mężczyzny. Instynktownie zwolniła kroku.

– I gdzie mi tu wjeżdża na chodnik, jełop jeden! – wykrzykiwał ubrany w szarą ortalionową kurtkę staruszek, wymachując groźnie laską pod adresem kierowcy niewielkiego dostawczego vana, który właśnie usiłował zaparkować na chodniku. – Chlapie tylko, na ludzi nie uważa! Idiota!

– Przepraszam szanownego pana, ale mam tu zarezerwowane miejsce postojowe – odpowiedział mu ze środka vana uprzejmy acz mocno poirytowany głos kierowcy, który opuścił boczną szybę pomimo padającego deszczu. – Zechciałby się pan usunąć, śpieszę się!

– A właśnie, że nie wjedziesz tu, jełopie! – zapewnił go zjadliwie starszy pan, stając dumnie na samym środku rzeczonego miejsca postojowego, i podparłszy się jedną ręką na lasce, drugą dla fasonu oparł sobie na biodrze. – Nie puszczę cię, cwaniaku, choćbym miał tu stać do Sądu Ostatecznego!

Kierowca zaklął siarczyście pod nosem, zaciągnął hamulec ręczny, włączył światła awaryjne i wyskoczył z samochodu. Szybkim krokiem podszedł do zacietrzewionego intruza i pochylił się nad nim, tłumacząc mu coś przez dłuższą chwilę przyciszonym głosem.

– Nic z tego, jełopie! – zakrzyknął dziarsko starszy pan. – Nie wjedziesz tu, nie ma mowy! Po moim trupie! Zobacz, jak mi pochlapałeś spodnie, durniu jeden! Jak cię zdzielę zaraz lagą po tym pustym łbie – zamachnął się znów laską – to się raz oduczysz chlapać ludziom po nogach!

Kierowca vana zdenerwował się tym razem nie na żarty.

– Spokój! – huknął twardo na staruszka, aż ten podskoczył i odruchowo opuścił rękę z laską. – Koniec tego dobrego! Nie mam czasu na przepychanki, zjeżdżaj mi stąd, dziadek, ale już!

Iza jeszcze bardziej zwolniła kroku i zachowawczo przybliżyła się do ściany kamienicy, aby jak najszerszym łukiem ominąć kłócących się mężczyzn. Jednak dokładnie w chwili, gdy znalazła się na ich wysokości, rozległ się metaliczny szczęk i krótki, przenikliwy okrzyk bólu, który zmroził ją aż do szpiku kości. Spojrzała z przestrachem i dostrzegła, że starszy człowiek stoi w dziwnie wykrzywionej pozycji, z jedną nogą jakby zapadniętą w chodnik, i szarpie się w panice, wydając przy tym dziwne, nieartykułowane okrzyki. Choć pierwszą jej myślą była natychmiastowa ucieczka, wszczepione jej od dzieciństwa poczucie obywatelskiego obowiązku, które nakazywało w każdej okoliczności udzielić pomocy potrzebującemu, zatrzymało ją w miejscu, mimo że nie odważyła się podejść bliżej.

– Co się stało? – usłyszała zdziwiony, ale i zaniepokojony głos kierowcy vana. – W coś ty się wpakował, frajerze?

Pochylił się nad uwięzioną w chodniku nogą starszego pana, a następnie przykucnął, by pomóc mu ją wyciągnąć, nim jednak zdążył cokolwiek zrobić, na jego plecy spadł siarczysty cios wymierzony drewnianą laską. Zaskoczony mężczyzna aż przysiadł na chodniku.

– Zwariowałeś, stary ośle?! – wykrzyknął z oburzeniem.

– To wszystko przez ciebie, jełopie! – zawołał starszy człowiek, zamachując się laską po raz kolejny. – Gdybyś mi się tu nie pchał…

Urwał, gdyż niespodziewanie jego cios został zatrzymany – to mocno wystraszona, ale i zbulwersowana Iza podbiegła do starszego pana i chwyciła za laskę, blokując uderzenie.

– Niech pan przestanie! – zawołała, sama w głębi duszy zdumiona swoją odwagą. – Przecież ten pan chciał tylko pomóc, za co pan go bije?!

(c.d.n.)

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1)

Dalsze części:

Rozdział III (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz