Anabella – Rozdział III (cz. 6)

Jednak nim zdążyli ujść kilkanaście metrów, za ich plecami rozległ się warkot silnika i odgłos opon hamującego samochodu, omiotły ich światła, które po chwili zgasły, a następnie dźwięk silnika ucichł i mokre powietrze przeciął suchy trzask zamykanych drzwi.

– Poczekajcie!

Iza obejrzała się i ku swej niewysłowionej uldze znów ujrzała przed sobą kierowcę vana, który tym razem zaparkował bez przeszkód na feralnym miejscu i pośpiesznym krokiem zmierzał w ich stronę z telefonem przy uchu.

– Tak, szybciej, patałachu, mam awaryjną sytuację – mówił, stanowczym ruchem ręki dając Izie znak, aby poczekała. – Zaparkowałem z tyłu na ulicy, w podwórzu nie ma teraz miejsca. Łap Chudego i we dwóch zniesiecie na dół te graty. Tylko załóżcie sobie obaj coś na łeb, bo leje jak diabli… To znaczy?… No przecież wiem, że czekają, do cholery ciężkiej… co wam poradzę, miałem opóźnienie. Od frontu nie da się teraz podjechać, zresztą nie będziemy robić cyrku z noszeniem tego wszystkiego głównym wejściem… Tak, ty i Chudy… Dobra, minutę czekam. Minutę, powiedziałem… Nie, nie żartuję. Na razie.

Schował szybko telefon, podbiegł kilka ostatnich metrów i pomógł Izie podtrzymać milczącego już teraz, szczękającego z zimna zębami staruszka.

– W porządku? – zapytał z marszu.

– Wrócił pan – odparła cicho dziewczyna, spoglądając na niego z wdzięcznością.

– A co miałem zrobić? – machnął ręką. – Sumienie by mnie zeżarło, gdybym zostawił was tu bez pomocy… A poza tym zapomniałem oddać ci tę kosę – wyjął z kieszeni scyzoryk i podał go Izie. – Dzięki, przydała się. To co? Trzeba jakoś ogarnąć tego starego osła. Ha! Wiedziałem, że bez tego buta daleko nie zajdziecie! Ale czekaj… on mi się coś nie podoba.

Przyglądał się teraz z uwagą starszemu panu, który wydawał się coraz bardziej obojętnieć na to, co działo się wokół niego. Iza również zerknęła na jego zmienioną twarz i przestrach ogarnął ją na nowo.

– Ten pan ma chore serce – wyjaśniła szybko. – Musi natychmiast wziąć leki, a ma je w domu… Mówi, że mieszka gdzieś tu niedaleko, na Bernardyńskiej.

– Na Bernardyńskiej? – podchwycił żywo mężczyzna. – To przecież rzut beretem! Świetnie, zaraz go tam doprowadzimy. Ale z tym sercem… czekaj. Dziadek, jak tam? – nachylił się ku staruszkowi, by zajrzeć mu w twarz. – Wszystko gra?

Starszy pan nie odpowiedział, przy czym Iza miała wrażenie, że milczał bardziej z uporu i niechęci do pytającego niż z rzeczywistego osłabienia. Mężczyzna jednak zinterpretował to inaczej.

– Zadzwonię po pogotowie – zadecydował, sięgając do kieszeni po telefon. – Jeszcze ten stary frajer nam się tu przekręci, ja pięknie dziękuję za takie przygody…

– Żadnych konowałów – zaprotestował słabo staruszek, sięgając po dłoń Izy i ściskając ją kurczowo w swojej lodowato zimnej dłoni. – Nie pozwól mu, dziecko…

– Ale tak przecież będzie lepiej – odpowiedziała łagodnie Iza. – To dla pana dobra.

– Proszę – szepnął błagalnie staruszek. – Proszę, Haniu…

Iza zadrżała mimowolnie na dźwięk obcego imienia, którym już po raz drugi zwrócił się do niej ów człowiek. Instynktownie poczuła, że powinna posłuchać tej prośby.

– Niech pan zaczeka – zatrzymała szybko mężczyznę z vana, który podpierając jednym ramieniem starszego pana, palcami drugiej ręki wyklepywał właśnie na telefonie numer pogotowia. – Zaprowadźmy go najpierw do domu, niech się ogrzeje i weźmie leki, a jeśli nadal mu się nie poprawi, to wtedy wezwiemy karetkę. Lepiej go posłuchać, bo jak będziemy go przymuszać, to jeszcze bardziej się przez to zdenerwuje i…

– Zwariowałaś, dziewczyno? – przerwał jej tamten, podnosząc telefon do ucha. – Dzwonię na pogotowie i koniec dyskusji, nie mam zamiaru włóczyć się potem po sądach za nieudzielenie pomocy jakiemuś cholernemu dziadkowi!

Iza zatrzymała się i rzuciła mu ponad głową staruszka nakazujące spojrzenie.

– Proszę – powiedziała z naciskiem. – Niech pan nie dzwoni.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział III (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz