Anabella – Rozdział III (cz. 9)

Mężczyzna z vana zerknął najpierw z lekkim zdziwieniem na jej nienaturalnie szczupłą sylwetkę, jednak po chwili całą jego uwagę przykuły jej długie, proste włosy, które zalśniły jak ciemny jedwab w świetle wiszącej tuż nad jej głową żarówki. Dziewczyna podniosła rękę i wdzięcznym gestem odgarnęła opadający jej na policzek długi kosmyk, a wtedy przez jego twarz jak błyskawica przebiegło dziwne światło… Wzdrygnął się lekko, jakby się ocknął i postąpił krok w ich stronę, po czym, nie patrząc już na Izę, stanowczym gestem ujął staruszka pod ramię, zmuszając go do podniesienia się z krzesła, i pociągnął go w stronę widocznego przez uchylone drzwi pokoju.

– Dobra, stary frajerze, idziemy zapakować cię do łóżka – rzucił twardo. – Gdzie masz te cholerne leki na serce?

– W szufladzie – szepnął pokornie staruszek. – Hania poszuka…

Iza, uznawszy, że to, jakim imieniem zwracał się do niej starszy pan, nie miało w tej sytuacji żadnego znaczenia, pokręciła z rezygnacją głową, postanawiając konsekwentnie nie protestować przeciw tej dziwnej fanaberii.

– W której szufladzie? – zapytała, kiedy oboje z mężczyzną z vana wprowadzili staruszka do obszernego pokoju dziennego.

Pokój ten był ewidentnie również jego sypialnią, gdyż pod ścianą stała duża, rozłożona wersalka z pomiętą pościelą, a po podłodze walały się w nieładzie rozmaite części garderoby. Starszy pan drżącą ręką wskazał Izie szufladę niewielkiej komody stojącej pod oknem, do której podbiegła natychmiast, odkrywając w niej trzy blistry tabletek, fiolkę z kroplami nasercowymi oraz wykaligrafowaną odręcznie rozpiskę zawierającą instrukcję dawkowania.

– Znalazłam! – oznajmiła z satysfakcją. – Zaraz przygotuję leki, musi pan tylko mieć coś do popicia. Hmm… wiem! Mam w plecaku wodę mineralną, poszukam szybko, w co by można jej nalać…

Odłożyła leki na stół i wybiegła z powrotem do przedpokoju, skąd zabrała swój plecak, i ruszyła z nim na poszukiwanie kuchni. Znalazła ją bez problemu, bowiem w przedpokoju znajdowało się jeszcze tylko dwoje drzwi – jedne z nich prowadziły właśnie do zagraconej, brudnej kuchni, drugie do niewielkiej, równie zabałaganionej łazienki, do której zajrzała tylko przelotnie, nie zapalając światła. W kuchni znalazła sporo naczyń, jednak wszystkie czekały na zmywanie chyba od czasów biblijnego potopu, tonąc na dnie zlewu w śliskiej, wydzielającej podejrzany zapach wodzie.

Mimo że widok był obrzydliwy, przyzwyczajona do spartańskich warunków życia dziewczyna bez wahania zanurzyła rękę w cuchnącej brei i wyciągnęła stamtąd obtłuczony kubek, do którego nalała kroplę stojącego przy zlewie płynu do naczyń. Zwinnymi ruchami przemyła go i opłukała pod kranem, w duchu dziękując Bogu, że przynajmniej woda była ciepła. Trwało to niespełna dwie minuty, po których wróciła do pokoju, po drodze wyciągając z plecaka butelkę z wodą mineralną i zgarniając ze stołu leki.

– Siadaj, dziadek, trzeba ci ściągnąć te gacie – mówił tymczasem mężczyzna z vana, usadzając staruszka na wersalce i schylając się, by pomóc mu się rozebrać. – Mokre masz wszystko i zabłocone, dawaj szybko, bo zaraz ci jaja przemarzną… I od razu ściągaj tego buta. Skarpety też. Pokaż, mocno się pokaleczyłeś? E, nie… tylko kilka płytkich zadrapań, nic ci nie będzie…

– Proszę, lekarstwa – przerwała mu Iza, podając starszemu panu przygotowaną dawkę leków wraz z wodą do popicia. – Dwie tabletki według tej rozpiski, która była w szufladzie.

Staruszek pokiwał głową, drżącą dłonią sięgnął po tabletki i połknął je ostrożnie, popijając kilkoma niewielkimi łyczkami wody.

– Te kropelki, co tam były, też panu podać? – zapytała Iza.

– Tak, Haniu – pokiwał głową. – Piętnaście na cukier… jest na stole.

Iza podeszła do stołu, sięgnęła do stojącej na nim staromodnej cukiernicy, nabrała na łyżeczkę porcję cukru i odmierzyła na nią zalecone piętnaście kropelek. Staruszek połknął lek, zapijając resztką wody, i znów znieruchomiał na kanapie. W międzyczasie mężczyzna z vana walczył z pozostałym na jego nodze butem, którego splątaną sznurówkę w końcu cudem udało mu się rozwiązać. Zdjął go, obejrzał dokładnie ze wszystkich stron i odłożył obok wersalki, po czym ściągnął mu również skarpety i zabrał się za rozpinanie spodni. W tym momencie w kieszeni zadzwonił mu telefon.

– I kogo znowu diabli niosą? – mruknął pod nosem, wyprostowując się i sięgając po aparat. Ruchem podbródka wskazał Izie rozpięte do połowy spodnie starszego pana. – Młoda, zajmij się tym, okej? Ja muszę odebrać.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział III (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz