Anabella – Rozdział IV (cz. 10)

– Tak dobrze cię słyszeć, maleńka – cieszyła się Amelia, której ciepły głos w telefonie jak zawsze napełnił serce Izy bezwarunkową radością. – Za nic nie dziękuj, dla nas najważniejsze jest, żebyś miała wszystko, czego ci trzeba… Powiedz, jak tam na uczelni?

– Super, Melciu, radzę sobie świetnie – zapewniła ją Iza, siadając z telefonem przy uchu na swoim łóżku. – Z tym nie ma problemu, a właściwie to… nie mam żadnych problemów. Pisałam ci w smsie, że nawet pracować zaczęłam.

– Właśnie, opowiedz mi o tej swojej pracy – podchwyciła Amelia. – Tak szybko się zorganizowałaś… dzielna z ciebie dziewczyna!

– Akurat mi się udało – uśmiechnęła się Iza. – Warunki na początek może nie są najkorzystniejsze, ale od czegoś trzeba zacząć…

Opowiedziała jej w skrócie o swoim komisie i o tym jak poradziła sobie z organizacją dnia, łącząc pracę z zajęciami na uczelni, przy czym starannie unikała narzekania na wady Marciniakowej, by nie niepokoić w żaden sposób siostry.

– A co u was, Melciu? – zapytała, skończywszy swą relację. – Tak ci tu gadam i gadam o sobie, a przecież ja też chciałabym wiedzieć, jak się miewacie… Wszystko w porządku?

– Wszystko jak najlepiej, kochanie – zapewniła ją ciepło Amelia. – Ostatnio z Robim bardzo dużo pracujemy, ale przynajmniej są efekty. Listopad jeszcze się nie skończył, a już widać, że zamkniemy go z największym obrotem od wielu lat. Ruch teraz nam się zwiększył, bo na tej działce obok nas, po drugiej stronie… wiesz której? Tej, co stała pusta…

– Aha – przytaknęła Iza. – Na tym ugorze naprzeciwko łąki Andrzejczaków.

– Właśnie. No to tam jest teraz budowa. Krzemińscy wykupili niedawno ten kawałek i coś tam budują… Całe Korytkowo ostatnio tylko o tym mówi.

Serce Izy zabiło gwałtownie na dźwięk nazwiska Michała.

– Krzemińscy? – powtórzyła cicho, starając się, by jej głos nie zdradził wzruszenia. – Budują tuż koło nas?

– Właściwie dopiero zaczynają – sprecyzowała Amelia. – Dwa tygodnie temu taka duża ekipa przyjechała, dźwig mają, koparkę, jeszcze jakieś inne sprzęty… i kopią w ziemi, pewnie fundamenty robią. Całą tę działkę rozkopali, więc to na pewno będzie coś większego, Marczukowa mówiła mi… choć nie wiem, na ile to prawda… że hotel chcą stawiać, taki jak ten ich motel w Małowoli, ale w wyższym standardzie, z basenem, polem golfowym i tak dalej. W każdym razie ta ich ekipa jest bardzo duża, chyba ze dwudziestu robotników, a ponieważ najbliżej mają do nas, to jak im trzeba coś ze sklepu, wszystko kupują u nas… Tak naprawdę to w ciągu dnia nie ma godziny, żeby ktoś z budowy nie przyszedł na zakupy, a jak do tego dodać naszych stałych klientów, to już w ogóle jest nieźle. Tak więc rozkręcamy się, Izunia – dodała wesoło. – Dzięki nowym sąsiadom może się okazać, że nasza lokalizacja jest trafiona w dziesiątkę, bo jeśli to rzeczywiście będzie jakiś hotel dla VIP-ów, to i sklep w pobliżu się przyda, a my na tym bardzo skorzystamy.

– To musi być duża inwestycja – zauważyła Iza w nadziei na dyskretne wyciągnięcie z Amelii jakichś bliższych informacji na temat rodziny Michała.

– A tak, Krzemińscy mają rozmach – przyznała siostra. – Motel i stacja w Małowoli świetnie im prosperują, więc rozbudowują biznes. Marczukowa mówi, że tym razem koniecznie chcieli postawić coś w Korytkowie, a ta działka naprzeciwko łąki Andrzejczaków rzeczywiście dobrze by się nadawała na hotel, bo przecież widok tu jest przecudny… Tak czy inaczej my już teraz korzystamy, a co dopiero, jak ten interes się rozkręci!

– Przydałyby się wam moje ręce do pracy – westchnęła Iza, odsuwając myśl o bezpośrednim sąsiedztwie Krzemińskich na czas, kiedy będzie mogła zostać sama ze swoimi myślami. – Taki pech, że akurat najwięcej roboty macie wtedy, kiedy ja pojechałam na studia…

– Przestań, mała! – przerwała jej wesołym tonem Amelia. – Ani mi się waż tak gadać! Radzimy sobie z Robim bez problemu, wręcz cieszymy się, że jest dużo pracy, bo dzięki temu powoli stajemy na nogi. Ty zresztą, jeśli chcesz, zawsze będziesz mogła trochę nam pomóc w wakacje. Jeszcze twoje łapki nieraz się przydadzą, o to się nie martw, kochanie… a twoje studia są najważniejsze. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że udało nam się to zorganizować!

– Dziękuję ci, Melu – uśmiechnęła się Iza. – Jesteś zawsze taka kochana… Jak tylko przyjadę na święta, chętnie wam pomogę… I wiesz co? – dodała w natchnieniu. – Możemy zrobić tak, że na parę dni wezmę sklep na siebie, a wy z Robciem pojedziecie sobie gdzieś odpocząć. Może chociaż do Warszawy? Zrobicie sobie parę dni przerwy między świętami a Sylwestrem, odsapniecie, pozwiedzacie coś, wyrwiecie się na trochę we dwoje… Nie mieliście ani jednego dnia podróży poślubnej, więc może teraz by się udało? Co powiesz na taki pomysł, siostrzyczko?

– Szalejesz, Izunia, ale… kto wie? – głos Amelii promieniał uśmiechem. – Nie powiem, że nie przydałyby się nam chociaż ze dwa czy trzy takie dni oddechu. I jeśli będą pieniążki na taki wypad, to nie wykluczam, że skorzystamy… choć z drugiej strony nie chciałabym cię obciążać, to dla ciebie też będzie przecież czas odpoczynku…

– Nie jestem zmęczona – zapewniła ją skwapliwie Iza. – Na uczelni nie jest mi ciężko, bo już dość dobrze znam język, inni uczą się go zupełnie od zera. A jak pomyślę, że dzięki mojej pomocy wy sobie może trochę odpoczniecie, to aż mi się gorąco robi z radości. Ja nie żartuję, Meluś… i zobaczysz, że będę cię męczyć, aż się zgodzisz, więc najlepiej umówmy się tak od razu. Pogadaj o tym z Robertem, dobrze?

– Pogadam – obiecała Amelia. – Ale tylko tak wstępnie, Iza, na razie niczego nie ustalajmy na sztywno, dobrze? Najważniejsze jest to, że zobaczymy się na święta, już znowu tak się za tobą stęskniłam… No, ale kończę już, bo późno się zrobiło, powinnaś już iść spać. Trzymaj się tam dzielnie, kochanie, odpoczywaj jak najwięcej, nie przemęczaj się i dbaj o zdrówko. A gdybyś jeszcze potrzebowała pieniążków…

– Nie, Mela – przerwała jej szybko Iza. – Już więcej mi nie trzeba, aż do świąt poradzę sobie z tym, co mam i co zarobię. Dziesiątego mam dostać wypłatę, więc będę bogata jak nigdy! – zaśmiała się. – Wy też się trzymajcie i uściskaj mocno Robcia ode mnie… Jej, ja też już tak się za wami stęskniłam… Ale to już niedługo, za trzy tygodnie melduję się w Korytkowie!

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział IV (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz