Anabella – Rozdział IV (cz. 11)

Po rozłączeniu się z Amelią Iza odłożyła telefon na biurko. W domu panowała cisza, Kacper dawno wyszedł na swoje zaplanowane spotkanie, a pan Stanisław już spał. Dziewczyna zgasiła lampkę na biurku, z westchnieniem wsunęła się pod kołdrę, zwinęła się w kłębek na łóżku, przyłożyła lekko rozpalony policzek do chłodnej poduszki i przymknęła oczy. Niemal natychmiast ogarnął ją przyjemny półsen.

„Budują coś w Korytkowie” – myślała z błogą radością w sercu. – „Tuż koło nas… A jeśli to z myślą o nim? Studiuje zarządzanie, więc może chcą, żeby to właśnie on szefował w tym hotelu? Bywałby tam wtedy bardzo często, bylibyśmy sąsiadami, to przecież tylko jakieś sto metrów dalej…”

Rozbudzona tą pozornie neutralną informacją wyobraźnia podsunęła jej przed oczy wizję przejeżdżającego obok ich domu i sklepu eleganckiego samochodu, który zwalnia i zatrzymuje się nieopodal. Silnik milknie, drzwi otwierają się… z auta wysiada wytwornie ubrany, przystojny mężczyzna z burzą blond włosów, które figlarnie rozwiewa mu wiatr… Iza patrzy na niego spod furtki swojego domu. To on… Michał… Serce bije jej mocno, ogarnia ją radość i ciche szczęście… Mężczyzna odwraca się i z daleka kiwa do niej ręką. Ach, zauważył ją!… Więc jednak! Oto rusza w jej stronę, przyśpiesza kroku, zaczyna biec… Biegnie do niej!

Oszołomiona szczęściem Iza czuje, że z wrażenia zaczyna kręcić jej się w głowie. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, ona również rusza w jego stronę. Jeszcze kilka sekund i pada mu w objęcia, czuje jego ciepło i rozkosz, o jakiej już zapomniała, wskrzeszoną na nowo, gdy ogarniają ją ukochane ramiona… Czuje jego zapach… Lecz ze zdziwieniem zauważa, że nie jest to już pamiętny zapach mocnych, korzennych perfum Michała. To inny, charakterystyczny, znany jej już skądś zapach, który kojarzy jej się… z czym? Chyba z dzieciństwem… Gdzieś, kiedyś czuła go już w przeszłości, to pewne.

Pod powiekami na wpół zapadłej w sen dziewczyny wyświetla się powolutku inny obraz, który nakłada się na poprzedni, choć nie zmywa go do końca. Jak we mgle majaczy jej się skąpana w słońcu łazienka… Rozpoznaje ją, to łazienka w ich korytkowskim domu. Biała firanka wydyma się na wietrze wpadającym przez uchylone okienko… na półce przy umywalce stoją buteleczki z kosmetykami… Iza podchodzi, z ciekawością wyciąga rękę po jedną z nich… Chyba jest jeszcze małym dzieckiem, bo musi stanąć na palcach, żeby do niej dosięgnąć. W oczy rzuca jej się napis: Eau de Cologne… Buteleczka wyślizguje jej się z rąk, rozbija się ze szklistym hukiem na podłodze łazienki, wokół roznosi się mocny, charakterystyczny zapach… Ach, woda kolońska! Tak, to właśnie jej zapach rozpoznaje, wtulając się w ramiona Michała… Woda kolońska, której używał jej ojciec…

Przestraszona dziewczynka z jej wizji uderza w płacz, słyszy szybkie kroki, ogarniają ją silne, męskie ramiona, które unoszą ją w górę. Ojciec przytula ją i gładzi czule po włosach. Już dobrze, cichutko, kochanie, nic się nie stałoPokaż mi rączki, nie skaleczyłaś się? Iza słyszy tak wyraźnie jego głos, który przez lata zupełnie już zbladł w jej pamięci… Tata! Tata, którego tak bardzo kochała… używał tej właśnie wody toaletowej, której zapach ogarnia ją teraz i błogo kołysze jej zmysły…

Wspomnienie z dzieciństwa powoli wygasa, Iza znów jest w ramionach Michała, tuli się do niego z przymkniętymi oczami, znów szczęśliwa jak w niebie… Izulka – słyszy jego czuły szept. – Jesteś, kochanie… Podnosi głowę i natychmiast na ustach czuje jego gorący pocałunek, od którego aż wiruje jej w głowie i szumi w uszach… Zauważa mimochodem, że jego policzki pokrywa krótki, kilkudniowy zarost, jakiego nigdy nie nosił, lecz którego delikatne kłucie na twarzy sprawia jej wielką przyjemność. Kocham cię… Nie hamując się już dłużej, Iza zarzuca mu w uniesieniu ramiona na szyję, oplata ją nimi, wsuwa dłoń w jego bujne włosy… Są inne niż dawniej, z tyłu ścięte krócej, jakby dużo miększe… ach, cudowne!

Pocałunek staje się coraz bardziej płomienny, głębokie wzruszenie ściska jej gardło, serce bije jak szalone. W oczach kręcą się łzy, spływają jej po policzkach, przenikają słonym smakiem ich złączone namiętnie usta… lecz to przecież nie tylko jej łzy… on też płacze, chyba pierwszy raz… Gdzieś w tle rozlega się gwizd, a potem powolny, miarowy hałas, podobny do stukotu kół ruszającego pociągu. Ów dźwięk narasta, przyśpiesza, zamienia się w coraz głośniejszy huk, na chwilę płynnie przechodzi w przeciągły świst…

Gwałtowny, przeraźliwy huk w ułamku sekundy wyrwał Izę z transu. Podniosła głowę z poduszki, z trudem rozwierając powieki. W pokoju panowała ciemność przecięta jedynie rozproszoną poświatą świateł ulicznych latarni, która przenikała przez zasłony w oknie. Musiała być już pełnia nocy. Hałas, który wybudził ją z błogiego półsnu, nie ustawał, dziwne stuki i jakby pojękiwania dobiegały z okolic stojącego w kącie pokoju pieca kaflowego. Porażona wspomnieniem słów Kacpra i pana Stanisława o nawiedzającym rzekomo jej pokój duchu stryjenki Ziuty, dziewczyna w mgnieniu oka oprzytomniała, a serce zabiło jej tak mocno, że na moment aż zabrakło jej tchu.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział IV (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz