Anabella – Rozdział IV (cz. 12)

„Spokojnie” – pomyślała, czując, jak wbrew jej woli ogarnia ją irracjonalna panika. – „Duchy nie istnieją, są tylko biedne dusze, które nie mogą zaznać spokoju… Nie wolno się bać… To tylko jakieś stukanie… może to wiatr… nie bać się, nie bać…”

Jednak kolejny głuchy łomot i przerażający jęk w głębinach pieca tak szarpnął jej nerwami, że aż usiadła na łóżku, a z piersi wyrwał jej się zdławiony okrzyk, nad którym nie umiała zapanować. W przestrachu, nie zastanawiając się nad tym, co robi, wyskoczyła z łóżka i na bosaka, na oślep pobiegła do drzwi, z trudem odblokowując zamek drżącymi ze zdenerwowania palcami. Wyskoczyła do przedpokoju, zatrzasnęła za sobą drzwi i odwróciwszy się, wpadła wprost na Kacpra, który w tej samej chwili, zaniepokojony jej okrzykiem, wyjrzał ze swojego pokoju. Był w pełni ubrany, co oznaczało, że dopiero niedawno musiał wrócić do domu i nie zdążył jeszcze położyć się spać.

– Iza, co się stało? – zapytał w napięciu, ogarniając ją natychmiast ramionami. – Co jest, młoda? Cała się telepiesz!

Drżąca z zimna i strachu Iza przylgnęła do niego całym ciałem, szczęśliwa, że w tej trudnej chwili jest przy niej inna istota z krwi i kości, przy której może czuć się bezpiecznie.

– Ten piec… – szepnęła, wtulając twarz w jego flanelową, mocno przepoconą i przesiąkniętą dymem papierosowym koszulę.

Jej zapach, choć obiektywnie niezbyt przyjemny, dla niej był teraz najpiękniejszym zapachem na świecie – zapachem żywego człowieka, od którego biło kojące nerwy ciepło.

– Ach, stryjenka Ziuta! – zrozumiał Kacper i pokiwał powoli głową. – Jednak nie uspokoiła się stara jędza, stryj bzdury opowiada… Mocno cię wystraszyła? – dodał z troską, tuląc do piersi rozdygotaną dziewczynę i gładząc ją po włosach. – Stryj chyba na łeb upadł, żeby dawać ci ten pokój, przecież dobrze wie, że tam… Ech, cymbał! A wymądrza się za dwóch… Kurna, ty się cała trzęsiesz, Iza… chodź, idziemy do mnie. Nie możesz tak stać bez butów na zimnej podłodze, zaraz się przeziębisz…

Iza, która dzięki obecności drugiej osoby odzyskała już względną równowagę, pokręciła głową, wyplątała się łagodnie z jego ramion i odsunęła się od niego.

– Nie, Kacper, dzięki – powiedziała cicho, trzęsąc się już mniej ze strachu i nerwów, a bardziej z zimna. – Już jest okej, tylko strasznie zimno mi w nogi. Przepraszam, że zrobiłam bez sensu takie zamieszanie, mam nadzieję, że nie obudziłam pana Stasia… Wracam do siebie, niepotrzebnie tak spanikowałam, to było przecież tylko jakieś stukanie…

– Pójdę z tobą – oznajmił stanowczo Kacper i uśmiechnął się na widok jej niepewnej miny. – Nic nie pękaj, bez żadnych takich… posiedzę tylko z tobą, żebyś się nie bała. Spoko, patrz, teraz jest cicho – dodał, naciskając klamkę jej drzwi i uchylając je ostrożnie. – Już chyba sobie poszła ta stara czarownica.

Rzeczywiście, w przeciągu kilku minut, które Iza spędziła w przedpokoju, wszelkie odgłosy dobiegające z kąta ucichły, a kaflowy piec znów stał głucho i majestatycznie w kącie pokoju. Kacper poprowadził Izę do jej łóżka, poczekał, aż wsunie się pod kołdrę, po czym sięgnął po leżący na krześle równo złożony koc, którym przykrył ją dodatkowo, poprawiając go troskliwie przy jej twarzy. Następnie przysunął sobie zwolnione krzesło i usiadł na nim.

– Bardzo ci zimno? – zapytał półgłosem.

– Już w porządku – uśmiechnęła się Iza, układając wygodniej głowę na poduszce. – Dzięki, Kacper, to strasznie miło z twojej strony… Słuchaj – dodała, wskazując ruchem głowy w stronę kąta, gdzie stał piec. – Powiesz mi, o co chodzi z tą stryjenką Ziutą?

– Powiem ci, pewnie – kiwnął głową Kacper, również rzucając krótkie spojrzenie w tamtym kierunku. – Stryj chciał to przed tobą ukryć, ale teraz to już bez sensu, i tak się dowiedziałaś. Myślał, durny cap, że ona już się uspokoiła, a pokój dziesięć lat stał pusty, więc wiadomo, zależało mu, żeby go wynająć… Ale ja wiedziałem od razu, że nici z tego i że ta stara jędza prędzej czy później się odezwie. Miał to jak w banku, ale nie wierzył, mądrala…

– Czyli ona nie żyje od dziesięciu lat? – przerwała mu rzeczowo Iza.

– Coś koło tego – machnął ręką. – Już nie pamiętam tak dokładnie, bo mały byłem, ale z dziesięć lat, może jedenaście już będzie. Byłem z rodzicami u niej na pogrzebie. Mówiłem ci już chyba, że jesteśmy z Podkarpacia, ale ja do Lublina często przyjeżdżałem i wtedy zawsze mieszkałem tutaj, w pokoju z Przemkiem. Więc wiem, co tu się działo. Bo wiesz… – Kacper nachylił się mocniej w jej stronę i dokończył konspiracyjnym szeptem: – Ziuta to była… stara zdzira!

Iza wytrzeszczyła na niego oczy.

– Serio – uśmiechnął się Kacper. – Stryj miał z nią całe życie przewalone. Ale dobra, nie będę jej obgadywał – zreflektował się. – O zmarłych źle się nie mówi… Tak czy siak, niedługo po jej pogrzebie zaczęło straszyć w tym piecu… bo to był jej pokój. Tutaj chorowała i tu umarła.

Iza wzdrygnęła się lekko.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział IV (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz