Anabella – Rozdział IV (cz. 13)

– I teraz nawet po śmierci spokoju nie da, jędza – ciągnął Kacper, zerkając znów przelotnie w stronę pieca. – Mówię poważnie. Jak nie wierzyłem w duchy, tak uwierzyłem od razu, jak raz się tutaj przespałem… wiesz, tutaj, w twoim pokoju. Stryj ciągle gadał, że w piecu straszy, a ja się z tego śmiałem. No i którejś nocy specjalnie się tu przeniosłem, żeby udowodnić mu, że pierdoły opowiada.

– I co? – uśmiechnęła się blado Iza.

– No a co myślisz? Takiego czadu w nocy dała, że, kurka, mówię ci… ze strachu mało w gacie nie nawaliłem – pokręcił głową. – Dlatego byłem w szoku, że stryj wynajął teraz ten pokój, a jak usłyszałem, że wpakował tu jakąś studentkę, dziewczynę… wierzyć mi się nie chciało. No, ale fakt, że cicho było, ty nic nie mówiłaś, więc sam też pomyślałem, że Ziuta już sobie stąd poszła… no i niestety. Widzisz, Iza, jaka głupia historia… Ja tam kłamać ci nie będę, człowiek honoru jestem. Nie mówiłem nic, bo stryj prosił, żeby cię nie straszyć, ale jak sama zapytałaś, to łgał nie będę. Tylko że teraz przez to wszystko pewnie będziesz chciała się stąd wynieść, nie? – westchnął, patrząc na nią pytająco.

Iza, której w pierwszej chwili paniki rzeczywiście przyszła na myśl natychmiastowa zmiana stancji, uśmiechnęła się tylko leciutko i pokręciła głową.

– Nie, Kacper – odparła spokojnie. – Nie mam zamiaru nigdzie się wynosić. Lubię z wami mieszkać i zostanę tu… bez względu na to – ruchem głowy wskazała na piec. – Dopiero teraz widzę, jak bez sensu zareagowałam, sama nie rozumiem, dlaczego aż tak się wystraszyłam. To chyba dlatego, że to stukanie tak mnie zaskoczyło, wyrwało mnie ze snu, straciłam głowę i wpadłam w panikę… A przecież nie powinnam bać się duchów – dodała ciszej. – Jeśli nawet jakaś biedna duszyczka włóczy się gdzieś koło nas, to nie może zrobić nam nic złego…

– Nie boisz się? – zdziwił się Kacper, przyglądając jej się z niedowierzaniem.

– Nie – pokręciła powoli głową. – Spanikowałam dzisiaj z tym piecem, ale to był tylko taki głupi odruch, aż mi wstyd. Bo widzisz… ja mam z tak zwanymi duchami bardzo dobry kontakt. Oboje moi rodzice już nie żyją i czasami bardzo mocno czuję ich obecność, zwłaszcza mamy. Właściwie to głównie ją czuję czasami przy sobie… tak, jakby się mną opiekowała. Ale dzisiaj… właśnie dzisiaj… przypomniał mi się też mój tata… Zginął w wypadku, kiedy miałam osiem lat – wyjaśniła, spoglądając przelotnie na Kacpra. – Byłam wtedy małym dzieckiem, więc już zapomniałam, jaki miał głos… i zapach… A dzisiaj we śnie wszystko tak wyraźnie do mnie wróciło… Nie widziałam jego twarzy, ale czułam go i słyszałam, jakby był koło mnie…

Urwała i na kilka chwil wpatrzyła się z delikatnym uśmiechem w przeciwległą ścianę, po czym jakby ocknęła się i spojrzała na Kacpra, który przyglądał jej się w niedowierzającym milczeniu.

– Dlatego sam widzisz, że relacje dyplomatyczne z zaświatami mam całkiem niezłe – podjęła żartobliwie. – Więc jakoś oswoję tego mojego ducha z pieca, jeśli to naprawdę duch… Bo to może być tylko jakieś zjawisko fizyczne, całkowicie wytłumaczalne. To przecież stary budynek i przewody kominowe mogą być zniszczone, dlatego coś tak stuka i gwiżdże.

– Myślisz? – Kacper pokręcił głową ze sceptyczną miną.

– Nie wiem – odparła spokojnie. – Ale tak może być. Muszę poobserwować, czy ten duch nie straszy tylko przy konkretnej pogodzie, na przykład kiedy jest wiatr albo deszcz… albo nawet wilgoć w powietrzu. Jeśli jest coś, co się powtarza, to może to być wytłumaczenie tych hałasów. W każdym razie zostaję tutaj – zapewniła go weselszym tonem. – I nawet nic nie mówmy panu Stasiowi, po co ma się tym denerwować?

– Odważna jesteś – zauważył z uznaniem Kacper. – Ja tam ludzi się nie boję, niech mi kto podskoczy, to zęby będzie zbierał po drugiej stronie ulicy. Ale z duchami to bym wolał nie mieć nic do czynienia… W każdym razie cieszę się, że zostaniesz, Iza – dodał z powagą. – Strasznie szkoda by mi było, gdybyś sobie stąd poszła, a stryjowi też by było żal.

– Zostaję – uśmiechnęła się Iza. – Żadne duchy mi niestraszne. Czekaj… która to już godzina?

– Prawie trzecia – odparł Kacper, zerkając na zegarek.

– Trzecia! – zdumiała się Iza. – Myślałam, że przysnęłam tylko na pięć minut!

– No trzecia jak byk! – zaśmiał się Kacper. – Co ty myślisz, ja już całą imprezę zaliczyłem! Dopiero niedawno wróciłem od Bożenki. Fajnie było, ale powiem ci, że jak się wyspać, to tylko we własnym łóżku. U niej było strasznie niewygodnie, jakąś taką beznadziejną, twardą kanapę miała… do balowania może być, ale żeby na tym spać? – skrzywił się lekko. – U stryja wyro dziesięć razy wygodniejsze.

Iza pokręciła z dezaprobatą głową, ale pozostawiła tę uwagę bez komentarza.

– No, nieważne – zreflektował się Kacper. – Nie gniewaj się, Iza… To co? Nie boisz się już Ziuty, to wracam do siebie i idziemy spać. Dobrze, że dzisiaj piątek, jutro nie trzeba do roboty, więc przynajmniej się wyśpimy… Wyłączyć ci światło?

– Tak, dzięki – szepnęła Iza, wtulając głowę w poduszkę, gdyż znów zaczęła ją ogarniać mocna senność. – Do siódmej jeszcze trochę sobie pośpimy. Dobranoc, Kacper.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Dalsze części:

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz