Anabella – Rozdział IV (cz. 3)

– Zamkowa sześć – powtórzyła Iza, stawiając przed staruszkiem talerz z kanapkami z szynką i ogórkiem. – Proszę bardzo, śniadanie, niech pan je… Dobrze, zapamiętam i spróbuję tam się wybrać, może nawet jutro? Da mi pan te buty, to zaniosę, może będzie otwarte w sobotę. Tylko nie wiem, w czym pan będzie chodził do tego czasu, bo zimno, a te buty to pewnie najwcześniej na poniedziałek panu zrobią…

– Trudno, będę siedział w domu – westchnął staruszek, nadgryzając posłusznie kanapkę. – Do kościoła nie pójdę, posłucham sobie w radiu… Co zrobić, Haniu, sam jestem sobie winien, nie wiem, co mnie tak napadło wczoraj na tę kłótnię, ale tak sobie myślę, że… że może to po to było, żebym mógł spotkać ciebie… Dziękuję ci, że mi tak pomagasz, dziecko, i za te kanapki też… to bardzo miło z twojej strony. Tak staremu nieznajomemu pomagać, jak masz przecież swoje własne życie…

– To nic takiego – przerwała mu łagodnie Iza. – Lubię pomagać, a od dawna jestem przyzwyczajona do ciężkiej pracy, byle tylko czas się znalazł. Zresztą wczoraj tak mi żal pana było… Gdzież bym miała sumienie zostawić pana samemu sobie?

– Czasem człowiek w nieszczęściu to i na dobrych ludzi trafi – powiedział cicho staruszek. – A ty wczoraj jeszcze mi tu posprzątałaś… Wstyd, że taki bałagan mam w domu, kiedyś pięknie sobie sprzątałem, ale teraz już nie te siły, a i zobojętniałem na wszystko… Osiemdziesiąt dwa lata, Haniu, osiemdziesiąt dwa w lipcu skończone! Gdzież by stary Szczepek pomyślał, że do takiego wieku dożyje… A zaraz… czy ja ci się w ogóle przedstawiłem?

Iza z uśmiechem pokręciła przecząco głową.

– Ano widzisz, jaki ze mnie nieelegancki człowiek – starszy pan rozłożył ręce z miną wyrażającą dezaprobatę. – Ale co poradzić, jak głowa już nie ta… Szczepan jestem. Szczepan Matuszczyk.

– Izabella Wodnicka – odparła grzecznie Iza.

Pan Szczepan podniósł głowę i przez dłuższą chwilę patrzył na nią melancholijnie swymi wyblakłymi, jasnoniebieskimi oczami okolonymi pomarszczoną, lekko zaczerwienioną skórą.

– Izabella – szepnął, jakby zawiedziony.

– Ale jeśli dalej chce mnie pan nazywać Hanią, to mnie to nie przeszkadza – zapewniła go skwapliwie. – Pewnie z kimś się panu kojarzę…

– A, tak – pokiwał powoli głową. – Z moją Hanusią… Od wczoraj tyle o niej myślę, ciągle mi przed oczami stoi… bo jakbym ją w tobie żywą zobaczył – westchnął znowu i jego oczy zaszkliły się lekko. – Toż ona takie same oczy miała i takie same minki robiła… i uśmiechasz się też trochę tak jak ona. Inaczej, nie powiem, ale jednak coś w tym jest podobnego, sam nie wiem co. Ech… Nie gniewaj się, dziecko, że tak mówię…

– Ależ nie gniewam się – uśmiechnęła się Iza, przechylając się ku niemu i kładąc na chwilę uspokajającym gestem dłoń na jego dłoni. – Przecież sama mówię, że może pan dalej tak mnie nazywać, ani trochę mi to nie przeszkadza. Nawet bardzo chętnie bym się dowiedziała, kim jest… czy raczej była… Hania – zawahała się, zerkając z niepokojem na staruszka. – Ale nie wiem, czy pan będzie chciał mi o niej opowiadać, więc nie nalegam – podkreśliła. – Zresztą dziś już i tak nie mam czasu, będę musiała zaraz biec na uczelnię, a po południu do pracy. Ale jutro znowu do pana zajrzę, obiecuję. Wezmę te buty, zaniosę je do szewca, a potem ugotuję coś panu na weekend z tego mięsa i warzyw. I lodówkę posprzątamy… No, niech pan kończy jedzenie, bo leki trzeba wziąć. Pomóc coś, przynieść je panu?

– A nie, nie, dam sobie radę sam – zapewnił ją staruszek, posłusznie wracając do jedzenia. – Dziękuję ci, dziecko. Biegnij już sobie do swoich spraw, nie zajmuj się mną, starym… Już mi wystarczy, że przyjdziesz jutro, od rana będę na ciebie czekał…

– Przyjdę – obiecała ponownie Iza, podstawiając mu kubek z herbatą. – Jutro przed południem. A pan niech weźmie te leki i zje coś na porządnego na obiad. Zaraz schowamy te rzeczy do lodówki… o tu, na górnej półce na razie niech wszystko leży, bo na dole bałagan… a reszta niech zostanie na stole, jutro się tym zajmę. Muszę już iść, panie Szczepanie… do zobaczenia jutro.

– Do zobaczenia, Haniu – szepnął staruszek.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2)

Dalsze części:

Rozdział IV (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz