Anabella – Rozdział IV (cz. 5)

Iza skinęła w milczeniu głową, jak zwykle z utęsknieniem czekając na chwilę, kiedy właścicielka wreszcie wyjdzie i zostawi ją w sklepie samą. Obarczenie jej nadprogramowym zadaniem uporządkowania zaległych faktur z okresu, kiedy jeszcze nie pracowała w komisie, wywołało w niej naturalny odruch buntu, tym bardziej, że szefowa nie tylko nie miała zamiaru dopłacić jej za to ani grosza, ale wręcz za niesubordynację groziła obniżeniem i tak już skromnej pensji.

„Jeszcze nawet jednego złamanego grosika od niej nie zobaczyłam na oczy” – pomyślała ponuro po wyjściu klientki, układając równo na stosik porozrzucane przez nią ubrania. – „A nie ma dnia, żeby mi się nie odgrażała, że za to czy za tamto poleci mi po wypłacie. W sumie to nawet się nie dziwię, że nikt u niej długo nie chce pracować, chyba nawet święty by z tą babą nie wytrzymał…”

Znów czyjeś nogi pojawiły się na widocznych przez okienko schodach, szczęknęły drzwi i do komisu weszła ubrana w sportową kurtkę dziewczyna. Rozejrzała się pośpiesznie na boki, podeszła do stojącej przy półkach Izy i przechyliwszy się mocniej przez ustawioną obok ladę, zapuściła żurawia do kantorku właścicielki.

– Starej nie ma? – upewniła się konspiracyjnym półgłosem.

Iza pokręciła głową, patrząc na nią pytająco.

– Specjalnie tu zajrzałam, żeby chwilę z tobą pogadać – rzuciła bezceremonialnie dziewczyna. – A właściwie to ostrzec cię… no wiesz, przed starą.

– Ostrzec? – powtórzyła zdziwiona Iza.

– Dokładnie. Przechodzę tędy czasami, więc zauważyłam, że już sobie, cwaniara, znalazła nową sprzedawczynię… i chcę ci powiedzieć, żebyś na nią uważała. Drugiej takiej kanciary ze świecą szukać, większej gnidy w życiu nie widziałam. Wykorzysta każdego na maksa, soki powyciska, a potem, jak trzeba zapłacić za pracę, to nagle wielki problem… Mnie na kilka stów nacięła, bo ja też u niej pracowałam – wyjaśniła. – A przede mną jeszcze parę innych dziewczyn. Żadna nie wytrzymała dłużej niż pół roku i chyba jeszcze nie było ani jednej, która by nie odeszła ze stratą. Kiedy się od niej zwolniłam… to było zaraz przed wakacjami… to obiecałam sobie, że co jakiś czas będę tu zaglądać i uprzedzać nowe osoby, z kim mają do czynienia. Tak dla zasady… Ile ci płaci ta przekupa? – zapytała z zaciekawieniem.

– Siedemset za pół etatu – odparła poważnym tonem Iza, czując narastające w sercu zaniepokojenie, gdyż własne doświadczenie jasno podpowiadało jej, że nie ma powodu nie wierzyć słowom dziewczyny.

– To tak jak każdemu – pokiwała głową tamta. – Przynajmniej na papierze… Tyle co nic, ale jak zapłaci ci chociaż tyle, to i tak będziesz do przodu. Gnida potrafi wstrzymać wypłatę nawet na dwa miesiące, żeby związać pracownikowi ręce, a jak tylko może coś potrącić, to bądź pewna, że zawsze potrąci… Tak ci tylko mówię, żebyś wiedziała. Robisz u niej coś jeszcze poza tym sprzedawaniem? Kibla myć ci nie kazała?

– Jeszcze nie – pokręciła głową Iza. – Na razie tylko szybę w drzwiach… ale robię też różne inne rzeczy poza obowiązkami. Zwłaszcza faktury jej ogarniam, inne papiery też.

– A… no to co innego – dziewczyna przyjrzała jej się z uwagą. – Jak znasz się na fakturach, to masz ją w pewnym sensie w kieszeni. Klępa nie zna się na tym i co jakiś czas musi wynajmować księgową, więc jak ma ciebie pod ręką, to pewnie szkoda by jej było, gdybyś odeszła. A to znaczy, że będzie ci płacić. Ale tak czy inaczej… uprzedzam, żebyś wiedziała, co to za jedna. Dobra, idę – dodała, oglądając się za siebie, by zerknąć w stronę drzwi wejściowych. – Nie uśmiecha mi się wpaść na tę starą wariatkę… To cześć, trzymaj się i nie daj po sobie jeździć, dobrze ci radzę. Ja wtedy głupia byłam, dzisiaj zupełnie inaczej bym z nią gadała…

Iza patrzyła na nią poważnym wzrokiem.

– Dzięki – skinęła głową, wyciągając rękę, którą dziewczyna natychmiast chętnie uścisnęła. – Będę starała się być ostrożna. Miło z twojej strony, że przyszłaś tu specjalnie, żeby mi o tym powiedzieć.

– Spoko – uśmiechnęła się. – To dla mnie żaden problem, a nawet przyjemność. Jeszcze nigdy w życiu nikt mi nie zalazł bardziej za skórę niż ta baba… Trzymaj się i powodzenia!

Po wyjściu dziewczyny Iza odłożyła na bok nieposkładane jeszcze ubrania i spojrzała zamyślonym wzrokiem w głąb kantorka na stertę faktur czekającą na nią na biurku Marciniakowej.

„Powinnam to olać” – pomyślała, znów czując narastający w duszy bunt. – „Za takie pieniądze nie powinnam nawet spojrzeć na te papiery! To wyzysk i zwykła bezczelność… No, ale z drugiej strony po co mam jej podpadać, i to tuż przed wypłatą? W sumie nic mi nie szkodzi… Ogarnę jej te faktury i zobaczymy, co będzie dalej. Szybę też umyję, to w końcu nie problem. Lepiej dobrze z nią żyć, może mnie nie oszuka, przecież potrzeba jej na dłuższą metę rąk do pracy…”

Odwróciła się z westchnieniem i wróciła do równego składania bluzek.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział IV (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz