Anabella – Rozdział IV (cz. 7)

Iza zatrzymała się, popatrzyła na niego i z trudem stłumiła parsknięcie śmiechem na widok jego zmieszanej miny.

– No, nie obraź się na mnie, Iza… ale ty się naprawdę na tym nie znasz – tłumaczył jej pojednawczym tonem. – Tobie jest tak dobrze z tą twoją inwersją… czy konwersją… a ja to co innego. Ja uczuciowy facet jestem, lubię się przytulić do kobiety…

– Ale chyba nie musisz co chwila przytulać się aż tak mocno? – zauważyła Iza. – I to codziennie do innej…

– A co to za różnica? – wzruszył ramionami Kacper. – Jolka, Baśka, Marzenka czy Bożenka… ja je wszystkie uwielbiam! A jak przytulam taką, to mówię ci… jakbym był w niebie… No, ale weź nie mów, Iza… ty nigdy nie miałaś ochoty przytulić się do faceta?

Iza pokiwała powoli głową, a przez jej twarz przebiegł szary cień. W jej uszach znów zaszeleścił żwir, po którym biegła prosto w ukochane ramiona… i wieczorny koncert świerszczy, których cykanie wtórowało słodkim pocałunkom… Na ułamek sekundy odurzył ją korzenny zapach mocnych, męskich perfum…

– Owszem – odparła cicho.

Kacper spoważniał, przyglądając jej się uważnie.

– Czyli masz ochotę? – upewnił się.

– Pewnie, że tak – uśmiechnęła się leciutko. – Nie jestem wcale taka zimna, jak myślisz. Bardzo potrzebuję bliskości drugiej osoby, jak każda kobieta… jak każdy człowiek. Brakuje mi tego zwłaszcza wtedy, gdy jest mi smutno i źle. Ale nie mogłabym tak jak ty…

– Brakuje ci? – podchwycił żywo Kacper. – No to słuchaj, młoda, nie ma sprawy, jakby co, to zawsze możesz przytulić się do mnie! Ja cię bardzo lubię, wiesz o tym… i nie musimy od razu… no, kapujesz – mrugnął do niej znacząco. – Już ci mówiłem…

– Przestań, Kacper – przerwała mu łagodnie Iza, ogarnięta nagłą falą smutku. – Ja nie o tym chciałam mówić, przecież dobrze wiesz, co miałam na myśli. Nie odkręcaj kota ogonem… Powiedz mi… czy ty nigdy jeszcze się nie zakochałeś? Wiesz, tak na poważnie?

– No jak to nigdy?! – żachnął się Kacper. – Co ty opowiadasz, młoda? Przecież ja przez cały czas jestem zakochany!

– Ech! – Iza pokręciła głową, znów machnęła ręką z rezygnacją i ruszyła do przodu.

Dochodzili już do bramy swojej kamienicy. Kacper towarzyszył jej w milczeniu, zerkając na nią od czasu do czasu spod oka.

– Chodziło ci pewnie o takie zakochanie na fula? – podjął oględnie, kiedy wchodzili na klatkę schodową.

– Właśnie – Iza przystanęła i spojrzała na niego wymownie. – Takie na fula i do oporu. Takie, że kochałbyś tylko tę swoją jedną, jedyną dziewczynę i byłbyś jej stuprocentowo wierny, bo inne by dla ciebie nie istniały.

– No… tak to jeszcze nie miałem – przyznał Kacper po krótkiej chwili zastanowienia. – Żeby tak tylko jedną… E, co ty mi tu w ogóle za kity wciskasz, Iza? – ocknął się jakby. – Tak się tylko do jednej kobitki ograniczać? Przecież to by było strasznie nudne! Nie, ja tak nie umiem…

– Aha, widzę – skinęła głową Iza i ruszyła po schodach w górę. – Przypadek nieuleczalny… Ale może tak jest właśnie lepiej? – mruknęła do siebie w przypływie smutnej refleksji. – Taki przynajmniej żyje sobie spokojnie i nie cierpi… Okej, Kacper – dodała głośno – zapomnij o tym, co mówiłam. Nie było tematu.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział IV (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz