Anabella – Rozdział IX (cz. 1)

– Tak, i wyobraź sobie, jak mi szczęka opadła, kiedy go zobaczyłam – relacjonowała Iza, kładąc książki na parapecie pod salą wykładową i sięgając do plecaka po kanapkę. – On też od razu mnie skojarzył, ale przy wszystkich udawał, że się nie znamy. Zresztą fakt, że to w sumie żadna znajomość… O samym zatrudnieniu też rozmawiał ze mną dosyć oficjalnie.

– Ale nic nie nawiązywał do tamtego? – zdziwiła się Marta, podciągając się tyłem na rękach, by usiąść na wysokim parapecie.

– Niewiele – machnęła ręką Iza. – Trochę tylko wypytał o pana Szczepcia, chciał wiedzieć, czy buty mu pasowały i czy go odwiedzam… a reszta to były same formalności. I bardzo słusznie – dodała stanowczo. – Teraz jest moim szefem, jesteśmy w relacji hierarchicznej, do tego jestem nowa w zespole, więc nawet niezręcznie byłoby wracać do tego epizodu. I z mojej strony, i z jego… Ale pomijając już to wszystko, pomyśl tylko, jaki zbieg okoliczności!

– No przyznaję, niebanalny! – parsknęła śmiechem Marta.

– A gdybyś widziała, jak pan Szczepcio się zdziwił! – zaśmiała się Iza, nadgryzając swoją kanapkę. – I ucieszył… Za każdym razem o niego wypytuje i prosi, żeby podziękować mu za te buty. Przesadza trochę, bo ja już raz podziękowałam w jego imieniu i myślę, że to wystarczy.

– A tak ogólnie to jak ci się pracuje? – zagadnęła Marta.

– Bardzo dobrze. W weekend rzeczywiście był ukrop, dokładnie tak, jak mówiła Basia, ale ja nie z takimi rzeczami miałam do czynienia – uśmiechnęła się lekko. – Tyle że jeszcze nie mam wprawy w podawaniu tych zamówień. Raz wylałam kawę, Bogu dzięki, że tylko na podłogę, a nie na klientkę… Na szczęście dziewczyny są fajne i we wszystkim mi pomagają. Zgadałam się zwłaszcza z jedną, Olą, chociaż tylko na tygodniu pracujemy razem, w weekendy jej nie ma, bo studiuje zaocznie. Ale te inne dziewczyny też są w porządku. Ogólnie jestem bardzo zadowolona, tam jest zupełnie inna atmosfera niż u Marciniakowej.

– Wyobrażam sobie – pokiwała głową Marta. – To była jakaś wyjątkowo wredna baba. I tak miałaś szczęście, że Kacper odpowiednio się nią zajął… A właśnie, co u niego? – mrugnęła żartobliwie do Izy. – Nadal zalicza te swoje blondyny z wielką rufą?

– Tuzinami – zapewniła ją z dezaprobatą Iza, dojadając kanapkę. – I to nie tylko blondyny. Mówiłam ci już, że on nie wybrzydza, bierze każdy towar, który wpadnie mu w ręce… Co prawda może nie powinnam tak mówić o tych dziewczynach – zreflektowała się. – Ale chyba same wiedzą, co robią…

– Otóż to – zgodziła się Marta.

– A co do Kacpra… – zamyśliła się na chwilę Iza. – To jest fajny chłopak i trzymamy wielką sztamę, ale powiem ci, że boję się o niego… Mam przeczucie, że jeśli dalej tak będzie żył, to kiedyś w końcu się doigra. Wprawdzie nie wiem, w jaki sposób, ale to się narzuca, życie w takim bagnie nigdy dobrze się nie kończy.

– A przecież całkiem rozgarnięty z niego facet – zauważyła Marta. – Z wyglądu niczego sobie, nawet mówiłaś, że ostatnio przyzwoicie zarabia na tej swojej budowie…

– Dokładnie tak – przyznała Iza. – Ale jest strasznie narwany i nieodpowiedzialny, gada nam bez przerwy o honorze, a te dziewczyny traktuje jak zabawki. I ani trochę się tego nie wstydzi, dla niego to jest tak normalne jak zjedzenie śniadania i umycie zębów. Chociaż dla nich pewnie też… No trudno, nie chcę w to wnikać, to ich sprawa. Powiedz mi lepiej, co z tym twoim Radkiem? Odzywał się do ciebie ostatnio?

– Pewnie – uśmiechnęła się Marta. – Codziennie się odzywa, jak nie telefon, to chociaż sms, wczoraj wysłał mi ich chyba z dziesięć. A w sobotę znowu mamy się spotkać. Idę na miasto z nim i z jeszcze jedną parą… wiesz, to jego najbliższy kolega z dziewczyną – dodała wyjaśniająco, na co Iza skinęła głową. – Idziemy we czwórkę, w sumie szkoda, że ty nie masz chłopaka, bo skoro on bierze kumpla, to ja mogłabym wziąć ciebie… Ale jak masz być sama, to trochę głupio by było.

– No co ty, nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby przeszkadzać ci w podrywaniu Radzia! – zaśmiała się Iza. – Zresztą to i tak odpada, przecież ja w soboty pracuję wieczorami…

– Racja – klepnęła się dłonią w czoło Marta. – Zapomniałam.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Dalsze części:

Rozdział IX (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz