Anabella – Rozdział IX (cz. 4)

Widząc, że sytuacja została opanowana, zestresowane do tej pory towarzystwo nieco się rozluźniło. Jeden z dwóch studentów, którzy nieśli zemdloną, przykucnął teraz tuż przy niej, ujął jej na wpół bezwładną dłoń za nadgarstek i przytrzymał w skupieniu.

– Bartek, co ty robisz? – zapytała podejrzliwym tonem jedna z koleżanek.

– Sprawdzam jej puls – odparł spokojnie chłopak. – Milion razy to robiłem, mówiłem przecież, że mój ojciec jest lekarzem… Weźcie tak się nie pchajcie, na plecy mi już włazicie! – dodał z poirytowaniem, gdyż grupka tłoczyła się coraz ściślej wokół ławki. – Zostawcie jej trochę powietrza, co?

– Ale po co sprawdzasz jej puls? Przecież już jest przytomna – popukała się wymownie palcem w czoło inna dziewczyna.

– No co, Bartek lubi bawić się w doktora – zażartował drugi, puszczając oko do stojących obok niego koleżanek, które parsknęły na to lekkim śmiechem. – Ma to nawet w genach. Tylko uważaj, żebyś nie przesadził, stary, bo jak mąż się dowie, to jeszcze tobie samemu przyda się pomoc medyczna!

„Mąż?” – pomyślała ze zdziwieniem Iza, odruchowo zerkając na prawą dłoń dziewczyny, którą ta ciągle przytrzymywała się kurczowo jej przedramienia.

Rzeczywiście, na jej serdecznym palcu lśniła złota obrączka ślubna, która na pierwszy rzut oka nie była zbyt widoczna spod efektownego pierścionka z błękitnym szafirem. Przed oczami Izy stanęła nagle rozjaśniona szczęściem twarz Amelii w białym welonie… Uśmiechnęła się ciepło do tego wspomnienia.

– Ala idzie z sekretarką – oznajmiła konspiracyjnym tonem jedna z dziewczyn, zerkając w głąb korytarza.

– Aha – pokiwała głową inna. – Pani Sylwia dzwoni bransoletkami, że już stąd ją słychać!

Towarzystwo parsknęło cichym śmiechem, jednak stłumiło go szybko, gdyż do stłoczonej grupki, wraz ze studentką, która wcześniej pobiegła po pomoc, podeszła mocno obwieszona biżuterią kobieta w średnim wieku uczesana w imponujących rozmiarów kok. Władczym gestem odsunęła dwie stojące najbliżej osoby i pochyliła się nad Lodzią.

– I jak, lepiej się pani czuje? – zapytała z troską, przykładając jej dłoń do bladego czoła. – Nie ma dzisiaj pielęgniarki, możemy tylko wezwać pogotowie… ale chyba już nie trzeba, co?

Dziewczyna pokręciła głową.

– Nie – szepnęła tak cicho, że Izę ogarnęła obawa, iż tylko ona ją słyszy. – Dziękuję pani.

– Próbowałam dzwonić do pani męża – ciągnęła sekretarka. – Miałam jakieś dwa numery w dokumentach, komórkowy nie odpowiadał, ale stacjonarny w pracy odebrała jakaś pani i obiecała, że go powiadomi. Może niech pani sama się z nim skontaktuje? Albo z kimś innym z rodziny. Przecież trzeba panią zawieźć do domu, gdzież pani jeszcze będzie na zajęciach siedziała po czymś takim!

Przysłuchujący się uważnie Bartek, który wciąż trwał w przykucniętej pozycji przy ławce, na te słowa podniósł głowę i spojrzał znacząco na rudowłosą dziewczynę.

– My ją odwieziemy, co, Nina? – zadeklarował. – Zanim rodzina przyjedzie, to my już dawno sobie z tym poradzimy. Koleżanka wie, gdzie ona mieszka – dodał wyjaśniającym tonem do sekretarki. – A ja pojadę z nimi, bo może przydać się facet do pomocy. Weźmiemy taryfę… gdzie to jest, Nina?

– Na Milenijnej – odparła Nina, patrząc niepewnie na Bartka. – Ty, ale może lepiej by ją najpierw zawieźć do jakiegoś lekarza? Jeszcze w domu jej się pogorszy i co wtedy? Nie wiadomo, co jej jest, może niech ktoś ją zbada dla pewności?

– Tak bym zrobiła – przyznała jej rację sekretarka. – Akurat dzisiaj tak się złożyło, że pielęgniarka była tylko do dwunastej, dosłownie godzinę temu wyszła. Ale zawsze możemy zadzwonić po pogotowie. Mieliśmy zemdlenie, więc nie powinni się denerwować, że wzywamy ich bez powodu…

– Nie, nie trzeba – zaprotestowała słabym głosem Lodzia, wciąż wsparta na siedzącej w milczeniu Izie. – Bardzo pani dziękuję, ale nie róbmy takiego zamieszania… już mi lepiej.

Co prawda jej upiornie blada twarz przeczyła tym słowom, jednak sekretarka uznała to zapewnienie za satysfakcjonujące i nakazawszy studentom, by w razie potrzeby natychmiast do niej zapukali, wróciła do sekretariatu, donośnie podzwaniając bransoletkami.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3)

Dalsze części:

Rozdział IX (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz