Anabella – Rozdział IX (cz. 5)

Ruda usiadła na ławce z drugiej strony Lodzi i ponad jej głową spojrzała na Izę.

– Ja cię skądś kojarzę – zagadnęła. – Ale chyba nie jesteś z polonistyki?

– Nie – uśmiechnęła się Iza. – Z romańskiej.

– I też z pierwszego roku?

– Aha. Pewnie widziałaś mnie na wykładzie z filozofii, razem go mamy na auli.

– Ano tak, możliwe – przyznała tamta. – Mam właśnie wrażenie, że znam cię z widzenia… Dziewczyny, może by jednak przynieść Lodzi tej wody? – dodała, zwracając się do koleżanek. – Mówi, że nie chce, ale nie ma co jej słuchać, niech któraś skoczy do automatu i przyniesie pół litra niegazowanej…

Jedna z dziewczyn posłusznie odeszła w głąb korytarza, zaś pozostałe z zaniepokojeniem przyglądały się bledziutkiej twarzy Lodzi i kręcąc głowami, szeptały coś między sobą. Kolega Bartka założył sobie ręce na piersi i patrzył w milczeniu na swojego kumpla, który, wciąż nie zmieniając pozycji, ustalał teraz półgłosem z Niną strategię przewiezienia koleżanki taksówką do domu. Po paru minutach wróciła z wodą wysłana po nią dziewczyna i obie z rudą namówiły apatycznie siedzącą Lodzię do upicia z butelki kilku niewielkich łyków.

– Czekajcie, a może zrobimy jej kompres z wody na czoło? – zawołała w natchnieniu Nina. – Ktoś ma pod ręką chusteczki higieniczne?

Bartek natychmiast sięgnął do kieszeni, wyciągnął z niej paczkę chusteczek i podał Ninie, która przejęła ją z jego ręki energicznym gestem.  

– Super, dzięki, Bart! – rzuciła. – Dajcie mi tę butelkę, dziewczyny, nalejemy trochę… O, Pablo przyjechał! – dodała zdziwiona, spoglądając w stronę schodów. – Tak szybko?

Pozostali natychmiast odwrócili głowy i spojrzeli w tym samym kierunku; również Lodzia podniosła oczy i na jej blade wargi wybiegł leciutki uśmiech. Po schodach wbiegał na górę przystojny mężczyzna ubrany w długi wełniany płaszcz, który rozpinał sobie w locie, ściągając jednocześnie z głowy czapkę i upychając do kieszeni rękawiczki. Jego twarz wyrażała najwyższy niepokój.

– Kto taki? – zapytała jedna z koleżanek, zdezorientowana niezwykłym imieniem wymówionym przez rudowłosą.

Mężczyzna, którego wiek Iza pobieżnie oceniła na trzydzieści parę lat, rozejrzał się błyskawicznie po holu i dostrzegłszy zbiegowisko przy ławce oraz machającą do niego ręką Ninę, bez chwili wahania ruszył biegiem w ich stronę.

– Mąż Lodzi – wyjaśniła spokojnie rudowłosa, na co Bartek natychmiast podniósł się do pionu i cofnął o krok.

Zebrane towarzystwo, nie wyłączając Izy, patrzyło teraz z zaintrygowaniem na przybysza, który w kilku susach dobiegł do ławki i przykucnąwszy przed Lodzią, chwycił w obie ręce jedną z jej dłoni, zaglądając jej z przestrachem w oczy.

– Lea, skarbie, co się stało? – zapytał cichym, poważnym głosem. – Co się dzieje, kochanie?

Stanowczym gestem poprosił Izę, żeby ustąpiła mu miejsca, a gdy ta posłusznie odsunęła się i wstała z ławki, by mógł usiąść przy ciągle słaniającej się dziewczynie, zajął szybko jej miejsce, ogarnął Lodzię ramionami, przytulił do piersi i gładził ją czule po włosach, pokrywając delikatnymi pocałunkami jej skroń i czoło.

– Powiedz, gwiazdeczko, co tobie jest? Boże, jaka ty jesteś blada… słabo ci? Maleństwo kochane, nie strasz mnie tak, proszę…

Lodzia pokręciła tylko bezradnie głową i przytuliła się do niego ufnie, przymykając oczy. Wśród stojących wokół studentów zapanowało idealne milczenie. Wszyscy z zapartym tchem obserwowali tę romantyczno-dramatyczną scenę, a choć jej główną bohaterką była Lodzia, widać było, że wszyscy szczególną uwagę skupiają na jej mężu, który, jak zdążyła się zorientować Iza, był dotychczas znany tylko rudowłosej, podczas gdy pozostali musieli go widzieć po raz pierwszy.

Uwagę od razu zwracał fakt, że był on od swej żony dużo starszy, a jego elegancki strój (nie dało się nie zauważyć, że pod długim, rozpiętym teraz płaszczem miał markowy garnitur z krawatem), również robił wrażenie w kontraście do zwykłych ciemnogranatowych dżinsów i prostego sweterka Lodzi. W jego niekłamanym przestrachu i czułych gestach, jakich nie szczędził dziewczynie, było coś takiego, że wrażliwe serce Izy ścisnęło się i wypełniło podobnym wzruszeniem jak w dniu ślubu Amelii, kiedy patrzyła na rozjaśnioną wewnętrznym blaskiem twarz Roberta.

„Ależ ten facet ją kocha!” – pomyślała, przyglądając się z zafascynowaniem przytulonej parze. – „Jak Robi moją Melcię… Jacyż oni muszą być ze sobą szczęśliwi! Oby tylko nic złego jej się nie działo…”

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4)

Dalsze części:

Rozdział IX (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz