Anabella – Rozdział IX (cz. 6)

Mężczyzna nadal gładził Lodzię po włosach i szeptał coś do niej, o coś ją pytał, ale kiedy po raz drugi pokręciła bezradnie głową, podniósł oczy na stojących wokół studentów i spośród nich wychwycił wzrokiem rudowłosą Ninę. Iza dopiero teraz zwróciła uwagę, że miał ciemnobrązowe oczy o inteligentnym, przenikliwym spojrzeniu i południowy typ urody, zupełnie odmienny od tego, jaki reprezentowała jego żona.

– Co jej się stało? – zapytał rzeczowo Ninę. – Źle się poczuła na zajęciach?

– Słabo jej się zrobiło w łazience i zemdlała na korytarzu – poinformowała go rudowłosa, wskazując na stojącą skromnie z boku Izę. – Koleżanka na szczęście ją podtrzymała, dzięki temu nie upadła i nie uderzyła się w głowę.

Poważne spojrzenie mężczyzny natychmiast przeniosło się na Izę.

– Dzięki – rzucił do niej krótko.

– Ona już od rana była jakaś niewyraźna – zauważyła stojąca obok Ala. – Blada strasznie, myślałam, że głowa ją boli, bo tak się na zajęciach podpierała ręką…

– Nie macie tu jakiegoś lekarza albo chociaż pielęgniarki? – zapytał mąż Lodzi, znów zwracając się do Niny.

– Właśnie pech, bo pielęgniarki już dzisiaj nie ma – wyjaśniła mu, tym razem wskazując na stojącego obok chłopaka. – Mieliśmy odwieźć ją z Bartkiem taryfą do domu i tak kombinowałam, żeby najpierw zawieźć ją na przebadanie do jakiejś przychodni…

Mężczyzna rzucił przelotnie okiem na Bartka i pokręcił głową.

– Do przychodni? Szkoda czasu, zabieram ją natychmiast do szpitala – oznajmił stanowczo. – Gdzie są jej rzeczy?

– Pod salą, za piętnaście minut mamy wykład… Zaraz wszystko jej przyniosę! – zaoferowała się jedna z koleżanek i biegiem ruszyła w głąb korytarza.

Mężczyzna znów pochylił się z troską nad Lodzią, której głowa spoczywała mu bezwładnie na piersi, i pogładził ją delikatnie po bladym policzku.

– Będziesz mogła wstać, kochanie? Powiedz, perełko… dasz radę iść?

– Spróbuję – odparła cichutko, kiwając głową.

Iza widziała, że wkłada wielki wysiłek w to, by podtrzymywana przez męża podnieść się z ławki i utrzymać na chwiejących się nogach. Koleżanka, która pobiegła po jej rzeczy, wróciła po chwili zdyszana z plecakiem oraz płaszczem zimowym i podała je mężczyźnie.

– Potrzymaj mi jeszcze na chwilę ten plecak, dobrze? – poprosił, biorąc do ręki tylko płaszcz i pomagając Lodzi włożyć go na siebie. – Powolutku, skarbie… no, wkładaj łapkę w rękaw, nie bój się, cały czas tu jestem i mocno cię trzymam…

Zapiął jej wprawnym ruchem zamek błyskawiczny, troskliwym gestem założył jej czapkę na głowę i okręcił szyję szalikiem, a następnie szybko zapiął własny płaszcz i sięgnął po plecak, który posłusznie trzymała w ręce koleżanka. Skinął jej głową w geście uprzejmego podziękowania, zarzucił sobie plecak na jedno ramię, drugim wciąż obejmując i podtrzymując słaniającą się na nogach żonę, po czym powoli poprowadził ją w stronę schodów.

Towarzystwo z wytężoną uwagą obserwowało chybotliwy chód dziewczyny, który załamał się po kilku krokach na tyle, że mąż znów musiał mocno ją podtrzymać, aby nie upadła na podłogę.

– Nic z tego – pokręcił głową, zdjął plecak z ramienia i podał go najbliżej stojącej osobie, którą tym razem okazał się być Bartek. – Trzymajcie mi to.

Chłopak bez wahania wziął od niego plecak, on zaś schylił się i podłożywszy Lodzi jedno ramię pod plecy, a drugie pod kolana, dźwignął ją w górę, po czym z bardzo poważną miną ruszył ku schodom, dając znać Ninie i Bartkowi, żeby zeszli z nim. Następnie zbiegł ostrożnie po schodach, unosząc w ramionach dziewczynę, której długi warkocz kołysał się zwieszony prawie do samej ziemi. Dwoje studentów z plecakiem Lodzi podążyło zaraz za nim. Kiedy wszyscy czworo zniknęli za zakrętem klatki schodowej, pozostałe na holu towarzystwo popatrzyło po sobie z zafrasowanymi minami.

– Biedna Lodzia – pokręciła głową jedna z dziewczyn. – Mam nadzieję, że to nic poważnego.

– Mąż zaraz się nią zajmie – zapewniła ją inna. – Zawiezie ją do szpitala, zrobią jej badania… jak coś będzie, to szybko wykryją i dadzą konkretne leki.

– Ale widziałyście, jaki ekstra facet? – dodała poufnym tonem kolejna. – Nina mówiła, że on jest od Lodzi sporo starszy, ale nie sądziłam, że to taki elegant i przystojniak.

– Ja go skądś kojarzę – powiedział kolega Bartka. – Na bank widziałem już go kiedyś na mieście, tylko nie pamiętam gdzie. Na pewno był luźniej ubrany, ale gębę kojarzę bezbłędnie.

– Przynajmniej wreszcie go sobie obejrzeliśmy, szkoda tylko, że przy takiej przykrej okazji…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział IX (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)


Dodaj komentarz