Anabella – Rozdział L (cz. 12)

Nie patrząc na niego, zamknęła torebkę i odłożyła ją na przedpokojową szafkę. Majk w milczeniu obserwował jej gesty, a jego twarz powoli traciła kamienny wyraz, coraz mocniej drgając pod naporem siłą powstrzymywanych emocji.

– Jeszcze raz życzę ci wszystkiego dobrego na święta i z okazji Nowego Roku – podjęła Iza, starając się wrócić na neutralny ton, by nie potęgować zawisłego w powietrzu smutku. – Dziękuję ci za wszystko… za ten urlop i za to, że zajmiesz się Szczepciem w czasie mojej nieobecności… Obiecuję, że po powrocie odrobię to z nawiązką. No, leć już, robi się późno – dodała, zerkając na przedpotopowy zegar zawieszony na ścianie przedpokoju. – Wesołych świąt, szefie.

Milczący wciąż Majk przez cały ten czas wyglądał, jakby wahał się, jak zareagować, jednak ostatnie słowa Izy niespodziewanie stały się kroplą, która przepełniła czarę.

– Chodź tu! – rzucił rozkazująco, podchodząc do niej i stanowczym gestem ogarniając ją ramionami. – Chodź do mnie, niedobry nocny elfie.

Zaskoczona Iza nie tylko poddała się jego gestowi, lecz sama również przytuliła się do niego z mimowolną radością. Jej serce zalała kojąca fala ulgi na myśl, że jednak nie ma do niej żalu i że wszystko jest dobrze, znów tak, jak powinno być… Delikatny zapach wody kolońskiej, którym przesiąknięta była jego koszula pod niezapiętą jeszcze kurtką, przyjemnie podrażnił jej nozdrza.

– Chciałaś mnie wygonić bez prawdziwego pożegnania, tak? – ciągnął z wyrzutem Majk, tuląc ją do siebie tak samo mocno i łapczywie, jak kilka dni wcześniej czynił to w areszcie Kacper. – „Wesołych świąt, szefie” i spadaj na szczaw, frajerze? Bez przytulenia, bez elfikowej energii na całe dwa tygodnie? Okrutna istoto… Miałabyś sumienie tak cynicznie zepsuć mi święta?

Iza milczała, zupełnie nie myśląc o tym, co mówił. Wtuliła się w jego ramiona, przymknęła oczy i z rozkoszą, niczym narkoman, wdychała ów jedyny w swoim rodzaju, oszałamiający jej zmysły zapach… zapach łączący w sobie nutę wody kolońskiej i ciepła męskiego ciała… zapach symbolizujący bliskość drugiego człowieka i poczucie bezpieczeństwa… ten, który ostatnio tak często czuła w marzeniach i snach… zapach Michała! Tak, to przecież z nim zawsze jej się kojarzył! Z nim… z ukochanym… To na jego wspomnienie rozgrzewał jej zmysły, napełniał słodkim drżeniem całe jej ciało… Przy Kacprze nie czuła tego nigdy, bo Kacper nie przywoływał jej na pamięć Michała. W tej roli, w nadzwyczajnym trybie terapii, zawsze występował tylko on… Majk.

– Będzie mi tego strasznie brakowało, Izulka – ciągnął półgłosem, ostrożnie gładząc jej włosy, przez co finezyjnie upięty kok rozluźnił się, a kilka ozdobionych sztucznymi kwiatami wsuwek odczepiło się i bezszelestnie opadło na podłogę. – Nie chciałem robić scen przy Szczepku, bo on też nic z tego nie rozumie… jak wszyscy… Ale teraz nigdzie nie pójdę, dopóki nie złożymy sobie prawdziwych świątecznych życzeń. I dopóki nie pożegnamy się jak ludzie. Będę za tobą tęsknił, wiesz? Będę czekał, aż wrócisz…

Ach, jak dobrze jej było! Jak cudownie! W tle głosu Majka odezwał się tamten głos… ten drugi, ukochany… Będę dzwonił codziennie wieczorem, Izulka. I będę bardzo tęsknił. Czekaj na mnie, skarbie… Słodycz wspomnienia, niezaburzonego tym razem żadnym smutkiem teraźniejszości, ogarnęła Izę jak różowa mgła i uniosła jej duszę w obłoki. Ekscytująco przyjemny zapach i ciepło, jakim emanowała jego pierś, sprawiły, że nagle zaczęło jej się kręcić w głowie… Upojona niczym alkoholem, w tych krótkich ułamkach sekundy szczęśliwa bez granic, zadrżała jak liść osiki na wietrze i bezwiednie osunęła się w jego ramionach, odchylając głowę w tył. Przez chwilę poczuła się, jakby z prędkością światła frunęła do gwiazd…

„Kochany” – szepnął jakiś głos na dnie jej duszy. – „Jedyny…”

Majk odsunął ją od siebie na odległość ramion, w oszołomieniu wpatrując się w jej rozjaśnioną słodyczą twarz z przymkniętymi oczami, okoloną opadającymi w bezładzie włosami z poluzowanego koka. Przez jej rysy, rozluźnione w wyrazie nieziemskiego szczęścia, zdawało się przeświecać wewnętrzne światło… Trwało to jednak tylko kilka sekund, gdyż w następnej chwili Iza ocknęła się, otworzyła oczy i wyprostowała się zmieszana.

– Przepraszam – szepnęła, odwracając wzrok i próbując uwolnić się z jego uścisku. – Wybacz, Majk. Ta terapia jest szalona… Nie wiem, jak to się dzieje, ale znów skojarzyłeś mi się z nim. Przepraszam cię.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział L (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz