Anabella – Rozdział L (cz. 2)

Wzdrygnęła się na widok znajomych betonowych schodków prowadzących w dół do sutereny, gdzie znajdował się komis Marciniakowej, i instynktownie przyśpieszyła kroku, by minąć go jak najprędzej. Jednak dokładnie w tym samym momencie drzwi komisu otworzyły się, a następnie zatrzasnęły gwałtownie i po schodkach, potykając się i głośno szlochając, wbiegła na górę skulona postać młodej dziewczyny w szarej podniszczonej kurtce. Iza przystanęła w zaalarmowaniu, uderzona jak obuchem osobistym, przykrym déjà vu.

Dziewczyna wybiegła na chodnik cała zapłakana, bez czapki, z rozsypanymi na ramionach półdługimi blond włosami, całą dłonią ocierając sobie z twarzy łzy. Widok ten był tak smutny i przejmujący, a myśl o tym, że Marciniakowa zapewne oszukała i wykorzystała kolejną naiwną osobę, tak bulwersująca, że Iza aż zagotowała się w środku z oburzenia. Momentalnie przed oczami stanęła jej niemal identyczna scena sprzed roku, kiedy to ona sama była nieszczęsną bohaterką podobnego dramatu, a w sercu jak żywe odezwało się wspomnienie ówczesnej rozpaczy i palącego poczucia upokorzenia.

„A to łajdaczka!” – pomyślała z pasją pod adresem Marciniakowej, odruchowo rzucając się za dziewczyną. – „Znowu kogoś okantowała! Nic się nie zmieniła, dalej żeruje na ludzkiej krwawicy! Biedna mała…”

– Poczekaj! – zawołała, biegnąc za uciekającą w głąb ulicy dziewczyną. – Słyszysz?! Stój!

Dziewczyna zatrzymała się i odwróciła się zaskoczona, jakby nie dowierzając, że słowa te adresowane są do niej. Pozwoliło to Izie szybko ją dogonić. Natychmiast zwróciła uwagę na to, że była to bardzo młoda osoba, z wyglądu nastolatka, której zapłakana buzia o jeszcze na wpół dziecięcych rysach tym bardziej budziła współczucie.

– Co się stało? – zapytała łagodnie, przytrzymując ją za ramię. – Dlaczego płaczesz?

Dziewczyna otworzyła usta, lecz w tej samej chwili, najwidoczniej rozżalona tym pytaniem, wybuchła jeszcze bardziej niepohamowanym płaczem, a jedyną jej odpowiedzią był gest dłoni, którą podniosła nieco, by pokazać Izie ściskany w niej niewielki zwitek banknotów. Gest ten, który dla kogoś innego byłby całkiem niezrozumiały, Izie ostatecznie potwierdził i tak oczywiste domysły.

– Oszukała cię ta jędza, tak? – podjęła współczującym tonem. – Pewnie wstrzymała ci połowę wypłaty za cały miesiąc pracy?

Dziewczyna podniosła na nią pełne łez oczy, w których odmalowało się zdumienie.

– Skąd… skąd pani to wie? – chlipnęła. – Tak…

– Wiem, bo kiedyś sama miałam z nią do czynienia – wyjaśniła jej Iza, czując narastającą w duszy wściekłość na Marciniakową. – Mnie też oszukała w taki sam sposób. No dobra, mów. Na ile cię nacięła?

– Na sześćset złotych – odpowiedziała złamanym głosem dziewczyna. – A miałam zarobić tysiąc dwieście. Harowałam na cały etat, nawet więcej niż trzeba… dała mi połowę – znów pokazała jej drżącą, zmarzniętą dłoń zaciśniętą na zwitku kilku stuzłotowych banknotów. – A ja tak się cieszyłam, że w domu będzie trochę pieniędzy na święta… Mama już zakupy zaplanowała… i potrawy… – głos załamał jej się jeszcze bardziej i po zaczerwienionych od płaczu i mrozu policzkach spłynął kolejny potok łez. – A teraz to już nic z tego nie będzie, prawie wszystko trzeba będzie oddać… Bo my mamy bardzo duże długi, proszę pani – dodała z bólem. – Czterysta pięćdziesiąt złotych mama musi jutro oddać pani ze spożywczaka, inaczej już nam więcej nic nie dadzą na kreskę… pięćdziesiąt za gaz… I na święta aż do końca roku zostanie tylko stówka… dla mnie, dla mamy i siostry… cała renta mamy już poszła… a tylko ja mam pracę…

Iza słuchała w milczeniu, w środku aż gotując się z oburzenia wobec krzywdy wyrządzonej nieszczęsnej dziewczynie, która, jak wskazywało tych kilka urywanych zdań, była w znacznie trudniejszej sytuacji niż ona sama rok temu. Przy ostatnich słowach dziewczyny w jej sercu przebrała się miara.

– Nie, ty już nie masz tej pracy – zapewniła ją stanowczym tonem.

Dziewczyna spojrzała na nią z przestrachem.

– Jak to? – wyszeptała.

– Nie masz już tej pracy – powtórzyła twardo Iza, sięgając do kieszeni kurtki dziewczyny, z której, jak zauważyła, zwisała jej czapka. Troskliwym ruchem nałożyła jej ją na głowę. – Za to będziesz mieć inną, lepszą. No, zakładaj mi tę czapkę, bo się przeziębisz… Jak masz na imię?

– Zuzanna – szepnęła oszołomiona dziewczyna.

– Dobra, Zuziu, zaraz to załatwimy – podjęła zaciętym tonem, pociągając ją za rękę w stronę komisu. – Chodź ze mną.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1)

Dalsze części:

Rozdział L (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz