Anabella – Rozdział LII (cz. 11)

Śnieg, w którym różnobarwnym światłem odbijały się uliczne iluminacje zdobiące centrum Liège, skrzypiał cicho pod nogami, jednak powietrze było dziś czyste i suche, przez co kilkustopniowy mróz zbytnio nie dokuczał przechodniom. Iza i Victor kończyli właśnie swą kilkugodzinną włóczęgę po mieście, gdzie zwiedzili nie tylko najważniejsze zabytki, ale też boczne, urokliwe uliczki, które Victor wybrał dla swego gościa jako warte obejrzenia. Iza chłonęła wszystko z zachwytem, zapisując w pamięci piękne obrazki ze swej pierwszej zagranicznej podróży. Wszystko było dla niej nowe i fascynujące, miała wrażenie, jakby, patrząc, ubogacała się od środka i na własnej skórze odczuwała głęboki sens przysłowia o podróżach, które kształcą.

– A na koniec naszej włóczęgi wejdziemy sobie do tej caffé na gorącą belgijską czekoladę – oznajmił wesoło Victor, szerokim gestem dłoni wskazując jej przyjemną, jasno oświetloną kawiarenkę, na wysokości której właśnie się znaleźli.

Weszli do środka, zdjęli wierzchnie okrycia i zajęli jeden ze stolików umieszczony nieopodal płonącego kominka, który wydzielał przyjemne ciepło. Victor zamówił dla obojga aromatyczną czekoladę pitną, która po kilkugodzinnym zwiedzaniu Liège smakowała Izie niczym nektar i ambrozja.

– Jak ci się podoba, Isabelle? – zapytał z uśmiechem Victor, popijając swoją czekoladę.

Miał na sobie fantazyjną flanelową koszulę w drobną kratkę, w której było mu bardzo do twarzy, zwłaszcza w kompozycji z jego półdługimi brązowymi włosami pozostającymi w stanie wiecznego, artystycznego nieładu. Nadawało mu to ów ekscentryczny wygląd dziewiętnastowiecznego romantyka, który rzucił się Izie w oczy przy ich pierwszym spotkaniu w Lublinie i który otaczał jego postać swoistą, intrygującą aurą.

– Jest cudownie, Vic… cudownie! – odparła zachwycona. – To była zdecydowanie najpiękniejsza włóczęga, jaka zdarzyła mi się w życiu! Zwiedziłam dzisiaj najwięcej uroczych miejsc, odkąd sięgam pamięcią. Co prawda mam w tym względzie bardzo ubogie doświadczenie, ale to nie zmienia faktu, że miasto jest przepiękne i wszystko mi się tu podoba. Widok na rzekę zachowam w pamięci na zawsze… Aż żałuję, że jest zima, w lecie tu musi być jeszcze piękniej!

– To prawda – zgodził się Victor, z zadowoleniem przyglądając się jej rozpromienionej twarzy. – W lecie moglibyśmy z powodzeniem pozwiedzać o wiele więcej przyjemnych miejsc. A czy nie zapraszałem niedobrej Isabelle na lato? Zapraszałem. I co? Nie chciała!

– Ech! – roześmiała się Iza. – Nie kombinuj, Victor, wiesz dobrze, że do ciebie bym nie przyjechała. Mogłam przyjąć tylko zaproszenie Anne. I przyznaję, że to była genialna decyzja! Ale tobie też jestem bardzo wdzięczna, wszystko mi pokazałeś, oprowadziłeś mnie po każdym zakątku… Spędzasz ze mną już trzecie popołudnie w roli przewodnika…

– I robię to z ogromną przyjemnością – zapewnił ją Victor. – Wiesz chyba, jak bardzo czekałem na twój przyjazd, Isabelle. Mówiąc wprost, wcześniej już kilka razy sam przeszedłem naszą dzisiejszą trasę, wyobrażając sobie, że dziś będę nią szedł z tobą. Zastanawiałem się, którędy warto pójść, co ci pokazać, w którym miejscu zatrzymać się na dłużej… Wszystko przećwiczyłem z góry w oczekiwaniu na naszą dzisiejszą włóczęgę i jestem szczęśliwy, że podoba ci się nasze miasto.

– Jestem nim zauroczona – przyznała Iza, z rozkoszą pociągając kolejnego łyka aromatycznej czekolady. – Pierwszy raz jestem za granicą Polski, więc wszystko jest tu dla mnie nowe i egzotyczne… a jednocześnie kultura podobna jak u nas. Na przykład ta knajpka – rozejrzała się po przytulnym wnętrzu rozświetlonym blaskiem ognia z kominka i przytłumionym światłem kolorowych lamp zawieszonych na ścianach. – Bardzo mi się podoba ten wystrój, gdybym miała własną kawiarnię, chyba urządziłabym ją podobnie. To wnętrze jest niesamowicie inspirujące…

– Ach tak! – zaśmiał się Victor. – Zapomniałem, że mam do czynienia z profesjonalną restauratorką! Wyobrażam sobie taką kawiarnię… nazywałaby się Chez Isabelle*… i byłaby znana w całej dzielnicy! Wszyscy szliby tam w weekendy na spotkania towarzyskie, żeby napić się dobrej kawy… albo herbaty z prawdziwymi polskimi malinami, właśnie takiej, jaką lubi pani Isabelle… Bawiłoby cię to, prawda? – mrugnął do niej.

– Nie przeczę – zgodziła się wesoło. – Byłby to… owszem… jeden ze sposobów, w jaki mogłabym się spełnić zawodowo. Chociaż wcale nie jedyny.

(c.d.n.)


* Chez Isabelle (fr.) – U Izabelli.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział LII (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz