Anabella – Rozdział LIII (cz. 11)

– Nie – przerwał jej stanowczo Victor. – Muszę to z siebie wyrzucić. Nie chcę już nigdy więcej bać się, że to się będzie za mną ciągnęło i psuło coś między nami… nie mogę na to pozwolić. Ale do rzeczy – tu nabrał mocno powietrza w płuca, jakby szykował się do ciężkiej przeprawy. – Jak pewnie już się domyśliłaś, Gaëlle to moja była dziewczyna. Mieszka w Liège, chodziliśmy razem do liceum i właściwie od początku w pewnym sensie byliśmy razem… Mówię „w pewnym sensie”, bo to nie była żadna wielka miłość, raczej wzajemny układ. Chodzi o to, że… nie wiem, jak to powiedzieć, żebyś nie pomyślała sobie o mnie najgorszych rzeczy, jakie mogą być… – urwał zmieszany, kurczowo ściskając jej dłoń. – Mam na myśli to, że ani ona, ani ja nie traktowaliśmy tego jak prawdziwego związku. To było po prostu takie niezobowiązujące… bycie razem.

Pokręcił głową, jakby niezadowolony z własnych wyjaśnień, w istocie dość pokrętnych.

– Rozumiem – odparła spokojnie Iza. – Luźny związek z benefitami… coś w tym stylu?

– Tak – podchwycił skwapliwie i jakby z ulgą. – Właśnie tak, Isabelle. Oczywiście prędzej czy później powiedziałbym ci o tym sam i nie przejmowałbym się tym, że Yvette o tym wspomina… nawet jeśli tym razem nie wspomniała, ale któregoś razu mogłaby… zresztą nie tylko Yvette, ale i ktokolwiek inny. Nie martwiłoby mnie to aż tak bardzo, chociaż znam cię już dość dobrze i wiem, że nie pochwalasz takich rzeczy. Ale niestety jest coś, czego mogłabyś mi nie wybaczyć i za co jest mi bardzo, bardzo wstyd…

Zawiesił głos, jakby czekając na jej ruch. Iza jednak milczała w przeświadczeniu, że bezpieczniej będzie nie zadawać niepotrzebnych pytań, dopóki nie wyjaśni się, do czego zmierzał ten dyskurs.

– Bo widzisz, Isabelle – podjął po chwili Victor, spuszczając głowę i zniżając głos, w którym brzmiał teraz niepokój pomieszany z zawstydzeniem. – To nie jest wcale odległa przeszłość… to się wydarzyło kilka razy jeszcze niedawno… kiedy już znałem ciebie. W tamte wakacje spotykałem się z nią regularnie przez dwa czy trzy tygodnie… potem też po moim powrocie z Lublina z chrztu małego Édouarda i z naszej cudownej włóczęgi… a ostatni raz w listopadzie, niecałe sześć tygodni temu.

Zamilkł znów i jeszcze mocniej spuścił głowę, jakby czekając na zasłużony cios. Iza znieruchomiała w zażenowaniu, nie bardzo wiedząc, co mu odpowiedzieć. Przez chwilę trwała ciężka, niewygodna cisza.

– Ale… po co mi o tym mówisz, Vic? – szepnęła w końcu bezradnie.

– Po co? – podniósł głowę i spojrzał na nią z determinacją. – Po to, żeby wyznać ci moją winę i prosić cię o wybaczenie. Pragnę to wyczyścić i obiecać ci, że to się już nigdy więcej nie powtórzy. Chcę, żebyś dobrze mnie zrozumiała. To był zawsze jeden schemat… alkohol, zabawa, stare przyzwyczajenia… i to się działo samo. Oczywiście nie usprawiedliwiam się, bo tego nie da się usprawiedliwić, ale zależy mi, żebyś wiedziała, że to dla mnie nic nie znaczy. Nie czuję do Gaëlle nic… zupełnie nic… Wiesz dobrze, co chcę powiedzieć. Na świecie istnieje tylko jedna kobieta, o której kiedykolwiek pomyślałem poważnie i z którą mógłbym… wszystko. Tylko jedna, jedyna… moja Isabelle…

Schylił się ku jej dłoni, którą wciąż kurczowo gniótł w obu swoich, i przycisnął do niej usta, tak żarliwie, że Iza aż zadrżała.

– Victor, przestań – wyszeptała z niepokojem, próbując delikatnie wycofać dłoń.

– Wybacz – zreflektował się, podnosząc głowę i rozluźniając uścisk, dzięki czemu mogła uwolnić rękę. – Nie gniewaj się na mnie, chérie, proszę… Ja wiem, że za wcześnie jeszcze o tym rozmawiać… że nie jesteś gotowa na takie tematy… Zresztą najpierw muszę odkupić moje winy i na nowo zdobyć twoje zaufanie. Tym razem już bez ukrywania niczego, w pełnej prawdzie. Chcę jednak, żebyś wiedziała, że to wszystko, co powiedziałem ci dwa dni temu w kawiarni… że ja to mówiłem bardzo poważnie. I chociaż pytasz mnie, po co ci o tym opowiadam… i w ten sposób sugerujesz, że jesteśmy tylko przyjaciółmi… to ja chcę postawić sprawę jasno. Zależy mi na tobie jak na żadnej innej kobiecie, Isabelle. Nie wiem, jak to się stało, że tak mnie urzekłaś, ale to jest coś… coś niezwykłego, czego jeszcze nigdy dotąd nie przeżyłem. Coś, co być może nie zdarzy się już więcej… I dlatego będę na ciebie cierpliwie czekał. Zobaczysz. Będę czekał tak długo, jak długo będzie trzeba. Powiedz mi tylko, że nie gniewasz się na mnie… że mi wybaczasz…

– Nie mam ci nic do wybaczenia – pokręciła głową Iza, która wobec tego otwartego wyznania czuła się tak dyskomfortowo i niezręcznie jak chyba jeszcze nigdy. – Nie gniewam się o nic, bo zwyczajnie nie mam o co. I proszę cię, Vic, nie mów tak do mnie. Nie mów mi takich rzeczy. To bez sensu. Wiesz, że bardzo cię lubię, naprawdę bardzo… ale z tego nic nie będzie. Myślałam już nad tym i jestem pewna, że nigdy…

– Tss! – podniósł rękę i rozkazującym gestem położył jej palec na ustach. – Nie mów tego, Isabelle. Nie mów „jestem pewna”, ani nie mów „nigdy”. Zostawmy to tak, jak jest, dobrze? Dziś możesz tak myśleć, ale za rok, dwa albo trzy wszystko może wyglądać zupełnie inaczej. Dlatego zostawmy to, kochanie… niech wszystko będzie tak jak dotąd i po prostu pozwól mi czekać. Proszę.

Iza milczała, w głowie miała bowiem taką pustkę, że nie umiała znaleźć odpowiednich słów. Czuła, że oto traci okazję na wyjaśnienie sytuacji, na postawienie sprawy jasno i zakończenie niepotrzebnych niedomówień, a jednocześnie nie chciała ranić Victora ani tracić jego przyjaźni. Zresztą… może w tym, co mówił, było ziarenko prawdy? Może nie powinna do końca zamykać tej furtki? Zawsze przecież będzie jeszcze czas na to, aby ją zatrzasnąć…

– Dziękuję ci, Isabelle – szepnął Victor, najwyraźniej uznając jej brak odpowiedzi za milczącą zgodę. – Jesteś aniołem.

Księżyc zaszedł już całkowicie za chmury, na górnym holu było niemal całkowicie ciemno. Płynąca z parteru muzyka dudniła głucho basami… Gdzieś niedaleko rozległo się przytłumione bicie zegara. Dwa uderzenia. Druga w nocy.

– To co, ma petite? – zagadnął Victor zwyczajnym, wesołym tonem. – Wracamy na dół potańczyć jeszcze trochę?

Iza natychmiast z ulgą zerwała się z miejsca i wygładziła na sobie sukienkę.

– Tak jest. Wracamy, Vic.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz