Anabella – Rozdział LIII (cz. 9)

„Ona bardzo cię lubi i traktuje jak drogiego przyjaciela” – myślała dalej smutno Iza. – „Martwi się o ciebie i ma nadzieję, że niebawem ułożysz sobie z kimś życie. Nie będę ci tego powtarzać, żeby cię nie ranić, bo nawet mnie zabolało, kiedy to mówiła…”

Anabella? – szeptał niepewnie rozmyty w oddali głos, od którego nie umiała się uwolnić. – Kim jest moja Anabella? A jeśli to, co powiedział Szczepek… i ta dziwna czarna cyganka… to prawda?

„Z kolei mój Misio właśnie się zaręczył. Godzinę temu. Dlatego dobrze wiem, co czułeś, kiedy ona wychodziła za mąż za Jean-Pierre’a, a ty musiałeś być przy tym i słuchać, jak składa mu małżeńską przysięgę. Mój dzielny biedaku… Ja bym chyba tego nie uniosła… Nawet nie umiałam być dzisiaj w Korytkowie, musiałam uciec tutaj, żeby nie słyszeć odgłosów zabawy z jego hotelu. Uciekłam na koniec świata, żeby nie zwariować. A i tak nie mogę przestać o tym myśleć…”

Nie mogę przestać o tym myśleć – powtórzył jak echo tajemniczy głos. – Za cholerę nie mogę… Nie chcę tego!… Nie chcę, a z drugiej strony czuję się, jakbym nigdy wcześniej niczego bardziej nie pragnął… Elfiku… mały nocny duszku… Co się ze mną dzieje?

„Ale poradzimy sobie, prawda, szefie? Wiem, że nigdy mi nie odmówisz, kiedy poproszę cię o pomoc w trybie terapii. I z mojej strony możesz zawsze liczyć na to samo. A teraz przyjmij ode mnie życzenia noworoczne. Nie musisz ich słyszeć, wystarczy, że poczujesz ich intencję… że odczytasz je tą częścią duszy, którą oboje mamy taką samą…”

Taka samataka sama jak ja, a jednak taka inna… taka czysta i dobra…

„Życzę ci, żebyś w tym Nowym Roku miał więcej spokoju i radości niż smutku” – myślała dalej Iza, a jej twarz rozjaśnił leciutki uśmiech. – „Na pewno będą trudne chwile, ale życzę ci, żeby było ich jak najmniej. O sprawy zawodowe zupełnie się nie martwię, ty zawsze sobie poradzisz. Tak wspaniale sterujesz tą łajbą! A ja będę ci pomagać, dopóki… dopóki nie skończę studiów… Potem pomyślę, co dalej, ale to jeszcze nie w tym roku. Na razie zostaję u ciebie i razem będziemy ogarniać, co trzeba. A kiedy będziesz miał kryzys, spróbujemy rozprawić się z nim jak najszybciej. Ta nasza terapia to niby niewiele, a jednak zawsze coś…”

Terapeutka… moja terapeutka z baśniowej krainy… Księżycowy stworek o najpiękniejszych oczętach na świecie… Ech, nie, nie… kretynie ty, ośle jeden…

„To będzie dobry i szczęśliwy rok, Majk” – dokończyła w myślach Iza, wyprostowując się i odsuwając o krok w tył od parapetu. – „Musi być dobry pomimo tych wszystkich chmur i smutków w sercu… A teraz skup się, bo będzie transfer energii” – dodała żartobliwie. – „Przekażę ci jej tyle, ile tylko da się przesłać na odległość…”

Przymknęła oczy i skupiła wszystkie zmysły. Zdało jej się, że powoli otacza ją gęsta mgła… ogarnia ją rozkoszne ciepło… pod palcami czuje miękką fakturę włosów, które tak bardzo lubi dotykać… i ten zapach… delikatny i subtelny zapach eau de Cologne

„No już” – uśmiechnęła się, otwierając oczy. – „Jak wrócę, opowiem ci o małej Tosi i o jej maskotkach. A potem może odwiedzimy razem Edziulka, co ty na to? To twój przyszywany synek, a ja też niedługo będę mieć rodzonego siostrzeńca albo siostrzenicę. I wiesz, co jeszcze? Okazało się, że jestem daleką krewną Hani! Wyobrażasz to sobie? Szczepcio padnie z wrażenia, jak się o tym dowie! Już nie mogę się doczekać, kiedy wam to opowiem… Życie jest mimo wszystko piękne… czujesz to, prawda?… No nic, czas już kończyć, szefie” – westchnęła. – „Minęły już nasze trzy jedynki, muszę wracać do Victora. Pogadamy sobie o wszystkim do woli, jak wrócę do Lublina.”

Wróć… wracaj jak najszybciej, Izulka… Wracaj szczęśliwie, mój mały dobry duszku…

Głos oddalił się i rozmył echem, znów było cicho. Iza uśmiechnęła się do świecącego jej w twarz księżyca i nie myśląc już o niczym, z zaciekawieniem obserwowała, jak jego lśniącą tarczę powolutku zasnuwa ciemna chmura. Czy tak samo księżyc wyglądał teraz w Polsce? Czy z tamtego miejsca na ziemi widać było go tak dobrze jak stąd?

– Isabelle?

Drgnęła i odwróciła się na zaniepokojony głos Victora, który właśnie wbiegał po schodach, rozglądając się na wszystkie strony.

Je suis là*, Vic.


* Je suis là (fr.) – Tu jestem.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział LIII (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz