Anabella – Rozdział LV (cz. 11)

– Okej – uśmiechnęła się znowu, nie otwierając oczu. – Marzę… a raczej marzyłam… o tym wszystkim, o czym marzą zakochane dziewczyny. O zaręczynowym pierścionku… o białym welonie… o takich słodkich szkrabach jak Edzio… Miałam też od dawna jedno takie marzenie… takie bardziej spersonalizowane…

– Takie są najciekawsze – zauważył cicho Majk.

– Chyba tak – przyznała. – Ale ich niespełnienie może bardziej boleć. To marzenie przypomniało mi się, kiedy Victor zabrał mnie w ostatnim dniu do Brukseli. Pojechaliśmy samochodem, to była całodniowa wyprawa. Pokażę ci kiedyś zdjęcia, jeśli będziesz chciał… bardzo ładne miasto. Pozwiedzaliśmy je trochę i na koniec Vic obiecał mi, że następnym razem zabierze mnie do Paryża. I wtedy odpowiedziałam mu, że nie… i zrobiło mi się tak strasznie smutno… bo ja nie chcę tam jechać z nim…

– Hmm… chyba rozumiem – pokiwał głową Majk. – Zrobiło ci się smutno, bo to jest właśnie twoje ciche marzenie? Żeby pojechać do Paryża z Miśkiem?

– Właśnie – westchnęła. – Od dawna marzyłam, że pojadę tam z nim i że to będzie przy okazji… tylko nie śmiej się ze mnie, Majk, okej?… przy okazji podróży poślubnej. Że będziemy zwiedzać Paryż we dwoje… pływać bateau-mouche* po Sekwanie… a wieczorami przesiadywać w nastrojowych knajpkach na Champs-Elysées… Więc wiadomo, że gdybym pojechała tam z Victorem, to byłoby to dla mnie swego rodzaju świętokradztwo. Dlatego muszę pojechać tam sama – dodała stanowczo. – Tak, żeby w razie czego móc mu powiedzieć, że już byłam w Paryżu i że nie podobało mi się tam.

– A dlaczego zakładasz, że nie będzie ci się podobało? – zdziwił się Majk, ostrożnym gestem odgarniając jej z twarzy kosmyk włosów. – Hmm? Dlaczego? Z Miśkiem czy bez Miśka… na pewno tam jest bardzo ładnie. Sam chętnie zobaczyłbym kiedyś Paryż. Rozumiem, że to twoja rezerwacja sentymentalna, ale samo miasto chyba nie jest tu nic winne?

– To prawda – pokiwała głową, mrużąc oczy pod dotykiem jego dłoni jak łaszący się kot. – Masz rację… Ale i tak pojadę tam sama. Zresztą nie chcę już o tym mówić – dodała ciszej. – I tak mam potworne wyrzuty sumienia, że dzisiaj bez przerwy gadamy o mnie, a nie porozmawialiśmy ani trochę o tobie.

– O mnie? – powtórzył zdziwiony. – A po co o mnie? To nie ja byłem w Bressoux.

– Nie udawaj, że nie wiesz, o co mi chodzi – pokręciła głową. – Ja byłam w Bressoux, ale dla ciebie to jest dużo cięższe przeżycie niż dla mnie. Sądzisz, że nie wiem, o czym myślisz i co czujesz?

– Sądzę, że nie wiesz, elfiku – uśmiechnął się łagodnie. – Bo skąd możesz wiedzieć, skoro ja sam tego nie wiem? Mówiłem ci już, że mam dzisiaj pod czaszką Hiroszimę.

– No tak – westchnęła. – Ale gdybyś chciał o tym pogadać… zamiast ciągle pytać o mnie…

– Ale ja właśnie chciałem pogadać o tobie, Iza – zapewnił ją spokojnie. – Już dawno nie rozmawialiśmy z taką szczerością, a przecież wiesz, że zawsze na to czekam. Interesuje mnie wszystko, co cię dotyczy.

– Izabello Anno – dokończyła odruchowo Iza.

– Co takiego? – wyszeptał, a jego dłoń gładząca jej włosy znieruchomiała.

– Przepraszam – zreflektowała się, podnosząc głowę. – Tak kiedyś powiedziałeś… Kiedyś, na samym początku, kiedy jeszcze nie wiedziałam, w kim tak mocno się kochasz. Powiedziałeś do mnie takim znaczącym tonem właśnie tak jak teraz. Interesuje mnie wszystko, co cię dotyczy… i dodałeś: Izabello Anno. Wtedy nie rozumiałam, jaka w tym była ukryta aluzja. A teraz… tak mi się jakoś przypomniało…

– Okej – skinął głową. – Pamiętam to… rzeczywiście.

Zwolnił uścisk ramion, czując, że Iza ostrożnie stara się z nich wycofać.

– Poczekaj… muszę znaleźć mój telefon.

Wyplątawszy się z jego objęć, odwróciła się bokiem, po omacku szukając ręką telefonu, który zawieruszył się w fałdach patchworkowej kapy z napisem Anabella. Majk przyglądał się z uwagą jej błądzącej po kapie dłoni, po czym jego spojrzenie przeniosło się na jej zarysowany w słabym świetle profil. Choć w gabinecie panował półmrok, jego stalowoszare oczy powoli napełniły się niezwykłym, błękitnawym światłem, jakby odbił się w nich kawałek pogodnego nieba… Jednak już w następnej chwili odwrócił oczy, a jego leżąca na kolanie dłoń powolutku zacisnęła się w pięść, aż nabrzmiały w niej wszystkie mięśnie.

Znalazłszy telefon, Iza zaktywowała na chwilę wyświetlacz, żeby zerknąć na godzinę.

– Już prawie czwarta – oznajmiła, odwracając się do niego. – Chyba musimy spadać do domu, jak myślisz, szefie? Całe szczęście, że zajęcia mam dopiero o dwunastej… Musimy się wyspać, już i tak zarwaliśmy noc.

Ściśnięta dłoń Majka rozluźniła się powoli, a na jego usta wybiegł ów swobodny, chojracki uśmiech, z którego był tak dobrze znany w szeregach swoich klientów i przyjaciół.

– Tak jest, pani generał! – rzucił żartobliwym tonem, podnosząc się z kozetki i podchodząc do biurka, skąd energicznym gestem zabrał swój telefon. – Zamykamy interes i uciekamy na chatę, w końcu jutro… a właściwie już dziś… nikt nie da nam taryfy ulgowej. Dzięki za fotkę z Bressoux i za miły wieczór zwierzeń… no i za doładowanie baterii elfikową energią! Bardzo mi już tego brakowało.

Iza sięgnęła po swój płaszcz, który przyniosła sobie do gabinetu z szatni kelnerek tuż przed zamknięciem lokalu, i lekkim ruchem zarzuciła go sobie na ramiona.

– Mnie też – zapewniła go, puszczając do niego filuterne oko. – Elf był już bardzo głodny.

Majk zerknął na nią z promiennym uśmiechem, zebrał w obie dłonie fałdy własnej flanelowej koszuli i pochylił się, aby ją powąchać.

– Bardziej śmierdzi długą dniówką w knajpie, niż pachnie wodą kolońską – zauważył z przekąsem, krzywiąc się przy tym komicznie. – I tym się żywią nocne elfy?… Tfu!

Iza prychnęła śmiechem, ale powściągnęła go szybko i spojrzała na niego z udawanym politowaniem.

– Pan się na tym nie zna, panie Błaszczak – wzruszyła ramionami, podając mu jego skórzaną zimową kurtkę. – Więc pan się lepiej nie odzywa, tylko zakłada to i idziemy.

Rozbawiony tą uwagą Majk wziął kurtkę z jej rąk, nie odrywając od niej oczu. Na ich dnie zatliła się ciepła iskierka podobna do promyka słońca.

– Tak jest – szepnął, mechanicznym gestem wsuwając jedną rękę w rękaw kurtki, a drugą chowając do kieszeni swój telefon. – Rozkaz, elfiku.


* Bateau-mouche (fr.) – otwarta łódź wycieczkowa, w szczególności używana do wycieczek po Sekwanie w Paryżu, ale również w innych miastach Fracji, np. w Lyonie.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Dalsze części:

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)


Dodaj komentarz