Anabella – Rozdział LX (cz. 1)

– To jest bardzo dobre, Michasiu – przyznał pan Szczepan pochylony nad porcją włoskiego spaghetti, które Majk przywiózł dla niego z Anabelli i odgrzał mu w kuchni. – Trochę dziwny ten sos, jeszcze takiego nie jadłem, ale bardzo mi smakuje.

– Szczepciu, co zrobiłeś z brudną bielizną? – zdziwiła się Iza, która właśnie wróciła z kontroli mieszkania. – Jeszcze przedwczoraj w łazience był prawie cały kosz, a dzisiaj pusto… Pewnie pani Jadzia wzięła ci to do prania?

– A nie, Izulka – odparł nie bez dumy staruszek. – Sam dzisiaj wszystko zaniosłem do pralni, jutro mam odebrać.

– Sam zaniosłeś do pralni całą siatę brudnej pościeli i gaci? – powtórzył Majk, wymieniając z Izą zdumione spojrzenia. – I to w takim śniegu i mrozie? Nie rób sobie jaj, stary wariacie, przecież to jest ciężkie, a pralnia daleko! Chcesz się wykończyć?

Pan Szczepan uśmiechnął się znad swojej porcji spaghetti i pokręcił głową.

– Nic mi się nie stało, Michasiu – zapewnił go pogodnie. – Prawda, że trochę się zmęczyłem, ale to właśnie przez ten śnieg, bo całą noc padało i rano jeszcze trochę też. Ale poszedłem, bo od wczoraj tak sobie planowałem, że zaniosę to do pralni, a wracając, zajrzę jeszcze do kościoła. Tak, Izulka, nie gniewaj się na mnie – dodał na widok wyrażającej dezaprobatę miny Izy. – Ja teraz mam naprawdę dużo siły, już dawno tyle nie miałem.

– Co fakt, to fakt – zgodził się Majk, przyglądając mu się na wpół z niedowierzaniem, na wpół z zadowoleniem. – Ostatnio takiej formy nabrałeś, że czterdziestolatek by się nie powstydził. Jeszcze miesiąc temu nie miałeś nawet połowy tego pałeru co teraz. Nie, Iza?

– Serio – przyznała z nieskrywaną radością Iza, stając za krzesłem staruszka i kładąc mu dłonie na ramionach. – I nie tylko siły masz więcej, Szczepciu, ale też zdrowiej wyglądasz i wreszcie jesz z apetytem. Ja nie wiem, czy kiedykolwiek widziałam cię w takiej formie, nawet na samym początku.

– Bo to już moje ostatnie podrygi, Izulka – odparł wesoło pan Szczepan, dojadając ze smakiem spaghetti. – Jak to się mówi? Łabędzi śpiew.

Siedzący naprzeciw niego przy stole Majk natychmiast spoważniał na te słowa, w skupieniu przyglądając się jego rozjaśnionej, tryskającej wewnętrzną energią twarzy.

– Ależ co ty wygadujesz, Szczepciu! – obruszyła się Iza, cofając się zza jego krzesła i siadając z nimi przy stole. – Jakie ostatnie podrygi! Przypomnij sobie, co było w lecie, jak źle się czułeś, prawie nic nie jadłeś, dusiłeś się co noc… Teraz to jak niebo a ziemia!

Pan Szczepan uśmiechnął się lekko.

– Ja to bym tylko jedną prośbę do was miał… – podjął ciszej i jakby nieśmiało, przenosząc wzrok swoich wyblakłych oczu z Majka na Izę i z powrotem.

Na chwilę zapadła pełna wyczekiwania cisza.

– No? – odezwał się w końcu Majk. – O co chodzi? Wal, dziadek, nie czaj się.

– Bo ja bym chciał jeszcze ostatni raz pojechać na grób Hanusi – wyjaśnił jeszcze ciszej staruszek. – Ale nie sam, tylko z wami… z wami dwojgiem.

Iza i Majk wymienili ponad stołem poważne spojrzenia.

– Oczywiście, Szczepciu – zapewniła go łagodnie Iza, przechylając się ponad blatem, by pogładzić go po lekko drżącej dłoni. – Pewnie, że pojedziemy. Tylko po co mówisz, że ostatni raz? Przecież jeszcze nieraz zajrzysz do Hani na cmentarz. Jak przyjdzie wiosna, kupimy całą górę kwiatów i pojedziemy do niej, posprzątamy po zimie, zapalimy światełko…

Pan Szczepan pokręcił głową przecząco.

– Nie, Izulka. Ja muszę teraz. Na wiosnę to wy już nam obojgu kwiaty będziecie nosić, a ja chcę jeszcze ostatni raz do niej pojechać… na jej grób znaczy… i coś jej powiedzieć. Teraz, już teraz, najlepiej od razu dzisiaj… bo jak potem ty wyjedziesz do siostry, to znowu was razem nie zobaczę. A chcę, żebyście byli razem. I ty, i Michaś – tu popatrzył na słuchającego go z poważną miną Majka. – Tylko na chwilkę… na kilka minut, Michasiu.

Zatrzymał wzrok na jego twarzy i przez chwilę obaj mężczyźni patrzyli sobie prosto w oczy. Iza zastygła w bezruchu, instynktownie wyczuwając w tej milczącej scenie coś niezwykłego i tak wzruszającego, że na chwilę aż wstrzymała oddech.

– W porządku, ubieraj się – rzucił nagle stanowczym głosem Majk, podnosząc się od stołu. – Tylko szybko, bo Iza na osiemnastą musi być w robocie, a nie wiem, jak tam dojedziemy w tym śniegu. Nawet z osiedla ledwo da się wyjechać, a na cmentarzu pewnie śniegu po pas. Kto by tam odśnieżał, jak dopiero co uporali się z głównymi ulicami… Ale damy radę, tylko musimy wyjechać stąd w ciągu piętnastu minut.

Iza, która doskonale znała ów nieznoszący sprzeciwu ton jego głosu, również zerwała się od stołu, by pomóc panu Szczepanowi wstać i przygotować się do wyjścia. Ani przez chwilę nie przyszło jej na myśl zaprotestować czy poddać w wątpliwość tej decyzji, mimo że nieplanowana wyprawa na cmentarz przez na wpół sparaliżowane śniegiem miasto i w pogłębiającym się z minuty na minutę zmierzchu obiektywnie mogła wydawać się absurdem i szaleństwem. Wystarczyło jej jedno spojrzenie w oczy Majka, by zrozumieć, jak poważnie traktował prośbę staruszka, to zaś było dla niej znakiem do natychmiastowego działania.

Na szczęście pan Szczepan miał na sobie ubrania, w których przed południem był na mieście, wystarczyło zatem, że założył dodatkowy sweter i palto. Współdziałając w milczącym porozumieniu jak zaprogramowane automaty, które bez dodatkowych ustaleń czy instrukcji wykonują dopełniające się zadania, Iza i Majk w ciągu zaledwie kilku minut wybrali do wyjścia zarówno pana Szczepana, jak i samych siebie. Nim od rozmowy przy stole upłynął kwadrans, wszyscy troje zasiedli w ciemnozielonym oplu Majka i przez zasypane śniegiem ulice ruszyli w stronę cmentarza przy Unickiej.

Źródło: unsplash.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom V

Rozdział LVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16) (17) (18)

Rozdział LVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Dalsze części:

Rozdział LX (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział LXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział LXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział LXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16) (17)


Dodaj komentarz