Anabella – Rozdział LXI (cz. 10)

– Ależ ja cię już dawno nie widziałam, Izabelko! – pokręciła głową pani Marczukowa, dla której Iza zważyła właśnie wędlinę, a teraz zwinnymi gestami pakowała ją w biały woskowany papier. – Tak się zmieniłaś, wypiękniałaś… A siostra to nie może się ciebie nachwalić!

– Miło mi, proszę pani – uśmiechnęła się Iza, podając jej zapakowaną wędlinę i naliczając należność na kasie fiskalnej. – Bardzo dziękuję za dobre słowo. Czy podać coś jeszcze?

– Tych bułek mi zapakuj sześć… albo nie, osiem! – zdecydowała się Marczukowa. – I pół masła, bo już mi się kończy… a smalec macie?

– Oczywiście.

– To pół kilo mi daj, dziecino… i drożdże na kilogram mąki. Ale powiem ci, że jak tak patrzę na was obie, to aż mi serce rośnie – dodała ciepło, wodząc wzrokiem za zgrabną sylwetką dziewczyny uwijającej się wśród półek z towarem. – Tak wspaniale poradziłyście sobie po śmierci mamy! Klarcia byłaby z was bardzo dumna, wychowała was na dzielne dziewczyny. Aż żal bierze, że wnuka nie doczekała.

– Prawda – przyznała smutno Iza, kładąc przed nią żądane produkty i wyklepując na klawiaturze ceny. – Mama nawet Robcia nie zdążyła poznać, a szkoda, bo gdyby wiedziała, pod jaką dobrą opieką zostajemy z Melą, trochę lżej by jej było umierać.

– Oj tak, oj tak! – podchwyciła z westchnieniem Marczukowa. – Martwiła się o was, to prawda. Biedaczka, tak jej się wcześnie zeszło z tego świata… Aha, podaj mi jeszcze ryż w torebkach, Izabelko, dobrze? Uff, całe szczęście, że mi się przypomniało, bo już grama ryżu w domu nie mam… Ale jak teraz Klarcia z nieba patrzy, to ma się z czego cieszyć. Na początku to prawie wszyscy was spisali na straty, a ja mówiłam, że jesteście silne dziewczyny i że sobie poradzicie. I kto miał rację? – uśmiechnęła się triumfująco. – Teraz to takie wielkie panie jesteście, że nawet innym dajecie pracę, a to u nas przecież nie byle co. Kowalikowa zachwycona, że Zosia tak dobrze trafiła… A niektórzy to już nawet po cichu wam zawiszczą – dodała, zniżając głos. – Ostatnio z Maliniakową rozmawiałam, to niby nic nie komentowała, ale po oczach widać było, że nie w smak jej, jak to firma Staweckich rośnie. No, ale wiadomo, ona przecież trzyma z… no z tymi tam – ruchem głowy wskazała na ścianę, za którą na zewnątrz, w przedłużeniu linii jej wzroku, znajdowała się hotelowa inwestycja Krzemińskich. – A wiadomo, że to rekiny, jak mówi mój stary, na wszystko chcieliby mieć… jak to się nazywało?… monopol! A, i wiesz co, dziecinko? Jeszcze pół kilo tej słoninki byś mi zważyła, taką ładną dzisiaj macie…

Iza mechanicznymi gestami wykonywała polecenia klientki, uśmiechając się uprzejmie za każdym jej zdaniem, choć wątek Krzemińskich bynajmniej nie sprawiał jej przyjemności. Jednak na tyle dobrze znała Marczukową, że nie próbowała jej przerywać, by nie sprowokować w jej ustach tym większego słowotoku.

– A jak już jesteśmy przy Krzemińskich, to powiedz mi coś jeszcze, Izabelko – Marczukowa jeszcze bardziej ściszyła głos, oglądając się kontrolnie za siebie, czy na pewno są w sklepie same. – Ty już drugi rok studiujesz w tym Lublinie… widujesz tam może czasami tego ich synala? Tego Michała, znaczy się. Może nawet ostatnio go widziałaś?

Dzięki mimice wypracowanej latami na takie okoliczności twarz Izy wyrażała całkowitą obojętność. Teraz należało tylko zapanować nad tembrem głosu i oddechem, z czym na szczęście poradziła sobie w niespełna dwie sekundy.

– Tak, widziałam go kilka razy – przyznała spokojnie, wrzucając na wagę odkrojony kawałek słoniny. – Ale ostatni raz już dawno… Nie mam z nim stałego kontaktu.

– Aha – w głosie Marczukowej zabrzmiało rozczarowanie. – No, nic takiego… Tak tylko pytam, bo Krzemińska ostatnio sama nie wie, co się z synciem dzieje. Jak wyjechał do Lublina po tym nieszczęsnym Sylwestrze… bo chyba słyszałaś, co tam się stało? – zerknęła na nią czujnie.

– Tak, słyszałam – przyznała grzecznie Iza, zajęta pakowaniem słoniny w papier. – Bardzo przykra sprawa.

– No przykra, przykra – zgodziła się ciepło Marczukowa. – Chociaż ja tam tego młodego pajaca nie żałuję, raz przynajmniej dostał to, na co zasłużył. Ale co to ja mówiłam? – zastanowiła się chwilę. – A! Że jak wyjechał po tym Sylwestrze do Lublina, tak od tamtej pory nie tylko jego noga nie postała w Korytkowie, ale nawet rodzice nie wiedzą, gdzie dokładnie jest i co robi. Niby na studia wrócił, ale kto go tam wie… Może wcale nie do Lublina pojechał? Miał zajrzeć do rodziców w tamten piątek, Krzemińska cieszyła się, szykowała, a on nagle ojcu wysłał dwa słowa telefonem, że jednak nie przyjedzie. I znowu cisza. Więc już plotki chodzą, że pewnie został w Lublinie, bo próbuje tamtą pannę odzyskać… i pomyślałam, że może ty coś słyszałaś na ten temat.

– Nie, nie słyszałam – uśmiechnęła się lekko Iza. – Lublin to duże miasto, więc jeśli nie ma się z kimś bezpośredniego kontaktu, to taki przypadkowy zdarza się bardzo rzadko.

– No tak – przyznała Marczukowa. – Wiadomo, Izabelko. Hmm… to by chyba było wszystko. Ile tam tego wyszło do zapłacenia? A nie, nie, chwila! – podskoczyła nagle, łapiąc się za głowę. – I widzisz? Już bym zapomniała! Przecież jeszcze cukier waniliowy…

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom V

Rozdział LVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16) (17) (18)

Rozdział LVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział LXI (11) (12) (13) (14)

Rozdział LXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)


Dodaj komentarz