Anabella – Rozdział LXIII (cz. 9)

Treść tej informacji uderzyła ją tak mocno, że aż zachwiała się na nogach. Podobny szok przeżyła dotąd tylko raz w życiu – w dniu, w którym lekarz w radzyńskim szpitalu przedstawił jej i Amelii diagnozę choroby ich matki. Wtedy też tak gwałtownie zakręciło jej się w głowie… Lecz oto poczuła, że Majk obejmuje ją ramieniem, i z wdzięcznością przyjęła to wsparcie, ufnie lgnąc do niego i starając się jak najszybciej dojść do siebie.

„Kilkanaście godzin” – tłukło jej się po głowie. – „Boże, tylko nie to! Szczepciu… ja nie chcę… nie chcę!”

– A jeśli pojedzie? – zapytał rzeczowo Majk, którego słowa docierały do niej jak z innego świata. – Jakie są rokowania w przypadku hospitalizacji?

Lekarz zmierzył go poważnym spojrzeniem znad zsuniętych na nos okularów.

– Szczerze?

– Najszczerzej, jak się da.

– Może parę dni dłużej… może tydzień… może nawet dwa – odparł z zastanowieniem. – Ale wie pan, to już jest jazda w jedną stronę, w tym stanie regeneracja organizmu jest właściwie niemożliwa. Możemy umieścić pacjenta na oddziale i podłączyć go pod aparaturę, to przedłuży mu życie o kilka… no, może o kilkanaście dni.

– Będzie przytomny? – zapytał ciszej Majk, tuląc ramieniem drżącą z żalu Izę.

– Na to proszę nie liczyć – pokręcił głową lekarz. – Powiem panu wprost. To działanie, chociaż chwilowo ratujące życie, będzie miało znamiona uporczywej terapii, bo tutaj… proszę wybaczyć, ale tutaj właściwie mamy już do czynienia z agonią. Równie dobrze można by go przewieźć do hospicjum. Podać leki dożylnie, podłączyć kroplówkę, tak jak zrobiliśmy to teraz… I tak naprawdę nic więcej nie da się zrobić.

– Rozumiem – szepnął Majk, po czym pochylił się ku Izie, by zajrzeć jej w twarz. – Izulka?

Zdruzgotana wysłuchanym wyrokiem dziewczyna podniosła głowę i przez kilkanaście sekund oboje z bardzo poważnymi minami patrzyli sobie badawczo w oczy. Oto należało podjąć krytyczną decyzję, przed którą Iza wolałaby nigdy nie stanąć – albo poprosić o zabranie pana Szczepana do szpitala, by wbrew jego woli na siłę przedłużyć mu życie o kilka dni, albo odesłać pogotowie i pozwolić mu umrzeć w domu, nie pozbawiając go ostatnich chwil, kiedy był jeszcze choć częściowo przytomny. Jakiż trudny był to dylemat! Serce dziewczyny było rozdarte na pół, lecz jednocześnie jasno podpowiadało jej, że pierwsza opcja byłaby wyrazem egoizmu i sprzeciwieniem się tyle razy dobitnie wyrażanej woli staruszka. Z kolei druga opcja sprawiała jej taki potworny ból! Wszak lekarz powiedział wyraźnie, że to była kwestia zaledwie kilkunastu godzin…

Niemniej tak będzie lepiej. Zdecydowanie lepiej. Pan Szczepan wolałby zostać w domu, nie miała co do tego cienia wątpliwości. Ani ona, ani Majk. Albowiem Majk myślał to samo, widziała to w jego oczach, czytała w nich jak w otwartej książce… w tych jego stalowoszarych oczach, których spojrzenie było dla niej wyrocznią i gwarancją bezpieczeństwa… w oczach dobrego, odpowiedzialnego człowieka, któremu można w stu procentach zaufać i który w tych trudnych chwilach będzie obok niej. Tak, będzie obok, nie zostawi jej z tym samej, pomoże jej przejść przez ten koszmar. Przejdą przez to razem, solidarnie, jak zawsze.

Wciąż patrząc mu w oczy, pokiwała głową twierdząco, starając się nie myśleć o tym, że oto w pewnym sensie wydaje wyrok na pana Szczepana. Nie było jednak lepszej alternatywy. Majk również pokiwał głową na potwierdzenie, że rozumie, co chce mu przekazać, po czym przeniósł wzrok na czekającego cierpliwie lekarza.

– Proszę zostawić go w domu – powiedział stanowczo. – To będzie zgodne z jego wolą, pan ma na to papiery, a my zajmiemy się nim najlepiej, jak umiemy.

– W porządku – zgodził się bez wahania lekarz. – W takim razie muszę panu udzielić kilku ważnych instrukcji.

Iza nie słuchała go już, kwestie formalne w pełnym zaufaniu zostawiając w rękach swego towarzysza. Skoro decyzja została podjęta, nie wolno jej było tracić czasu! Wysunęła się spod obejmującego ją ramienia Majka i ze ściśniętym sercem podeszła z powrotem do łóżka pana Szczepana. Leżał wciąż w tej samej pozycji i nadal ciężko oddychał, podczas gdy ciemnowłosa pielęgniarka ustawiała przy nim statyw na kroplówkę, który przyniósł jej jeden z czekających na korytarzu ratowników.

– Jest trochę stabilniejszy – oznajmiła życzliwie Izie. – Przynajmniej już się nie dusi.

Iza przyklękła przy łóżku, w odruchu tkliwej bezsilności gładząc staruszka po rzadkich, posklejanych włosach i po zapadniętym policzku. Pan Szczepan musiał poczuć pieszczotę jej dłoni, bo odetchnął głębiej i na chwilę jego twarz rozjaśnił zabłąkany uśmiech, który przebiegł mu przelotnie po sinawych wargach.

– Jestem przy tobie, Szczepciu – wyszeptała ciepło Iza, schylając się do jego ucha. – I Michaś też. Oboje zostaniemy tu z tobą i nie oddamy cię do szpitala… cały czas przy tobie będziemy…

Na te słowa na twarzy staruszka rozlał się wyraz błogiego spokoju, który dla Izy był jednoznacznym potwierdzeniem słuszności podjętej przed chwilą decyzji. Sięgnęła po kołdrę, która leżała zwinięta w kłębek w kącie łóżka, rozprostowała ją i troskliwie okryła nią pana Szczepana, uważając na rękę z wenflonem i podłączonym do niego kablem od kroplówki.

– Leż spokojnie, Szczepciu – szeptała. – Możesz się ułożyć tak, jak chcesz…. jak ci najwygodniej… tak, żebyś mógł oddychać… Ale teraz chyba jest dobrze, prawda? Już lepiej, dużo lepiej…

Ciężki oddech staruszka rzeczywiście trochę się uspokoił, ustało charczenie, a rysy jego twarzy, w czasie ataku wyostrzone niemal nie do poznania, rozluźniły się i złagodniały. Po kilku minutach do łóżka podszedł lekarz, dał Izie znak, by przepuściła go bliżej, po czym, usiadłszy przy leżącym, uchylił kołdrę i w skupieniu osłuchiwał jego pierś za pomocą stetoskopu. Iza zerknęła na Majka, który stał pod oknem z telefonem przy uchu, tłumacząc coś komuś półgłosem, i dopiero teraz przypomniała sobie, że przecież mieli jechać na noc do firmy… Za chwilę jednak myśl ta ulotniła jej się z głowy, gdyż lekarz opuścił stetoskop na szyję, podniósł się i popatrzył na nią poważnym wzrokiem, wymownie kręcąc przy tym głową. Zrozumiała w lot, co chciał przez to powiedzieć…

– Pani Asiu, zostawimy państwu dodatkową kroplówkę razem ze stojakiem – powiedział do pielęgniarki. – Proszę pokazać pani, jak odłączyć puste opakowanie po wlewie i podpiąć następny. A co do procedur – znów zwrócił się do Izy, ruchem głowy wskazując na rozmawiającego wciąż przez telefon Majka – omówiłem już wszystko z tym panem. Wie, co trzeba robić krok po kroku, jak już będzie… hmm, po wszystkim.

– W porządku – szepnęła smutno Iza. – Dziękujemy, panie doktorze.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom V

Rozdział LVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16) (17) (18)

Rozdział LVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8)

Dalsze części:

Rozdział LXIII (10) (11) (12) (13) (14) (15)


Dodaj komentarz