Anabella – Rozdział LXV (cz. 12)

Siedzący nieruchomo Majk przestał już gładzić włosy Izy, której głowa spoczywała słodkim ciężarem na jego piersi. W jego oczach, dotąd rozjaśnionych tkliwym wzruszeniem, pojawił się teraz zmysłowy płomień, który powoli ogarnął swym żarem całą jego twarz, a w szczególności policzki i uszy. Oddychał powoli lecz głęboko, spinając mięśnie ramion i dłoni, by za wszelką cenę opanować ich drżenie. Nie ruszać się… nie wybudzić tej zwiewnej istoty z krzepiącego półsnu, w który, zdaje się, właśnie zapadła… Pozwolić jej odpocząć… nacieszyć się tą piękną chwilą, nasycić się nią aż po brzegi serca…

Lecz oto przytulona do niego dziewczyna, której drobne, cieplutkie ciało i bijący z jej włosów kwiatowy zapach doprowadzały do szału jego zmysły, poruszyła się leniwie, jakby w transie… powoli odchyliła głowę, zwracając w jego stronę twarz… Na twarzy tej, bledziutkiej lecz dziś baśniowo pięknej, tajemniczo zatopionej w półmroku słabo oświetlonego pokoju, malowała się bezkresna błogość. Jakże urocza była w tej odsłonie! Zamknięte oczy zachwycały miękkimi krągłościami powiek i wachlarzem długich czarnych rzęs, które rzucały cienie na policzki, a lekko rozchylone usta o delikatnie drżących wargach zdawały się czegoś szukać… kogoś przyzywać… zapraszać do pocałunku…

Niczym morski rozbitek oczarowany zwodniczym śpiewem syreny, mężczyzna z ogniem w oczach, jak zahipnotyzowany wpatrywał się w tę twarz. Jego błądzący po każdym jej zakamarku wzrok skupił się teraz na owych ustach, tak namiętnie rozchylonych i tak wabiących, że aż zakręciło mu się w głowie… Były tuż obok, tak blisko jak jeszcze nigdy… przyciągały jak magnes… kusiły, zdając się bezgłośnie szeptać to magiczne, upragnione słowo… chcę… Oszołomiony, upojony jej bliskością jak boskim nektarem Majk pochylił się ku niej jeszcze bardziej, tak mocno, że teraz poczuł na twarzy ciepło jej oddechu… Spała? Nie spała? O czym lub o kim myślała w tym momencie? Komu w marzeniach podawała te cudowne usta, tak rozkosznie składając je do pocałunku? Ech, nieważne… były tak blisko… oddalone tylko o kilka centymetrów… teraz zaledwie o dwa… o jeden… Za chwilę poczuje ich dotyk, ich słodycz i żar, a wtedy… Ach, wtedy nic już go nie powstrzyma! Nic, choćby świat miał się zawalić! Skoczy w tę przepaść, pójdzie na żywioł, zagra va banque!… Postawi wszystko na jedną kartę!… Jeszcze milimetr…

Nie! Majk zatrzymał się nagle z ustami tuż przy ustach Izy, mocno nabrał powietrza w płuca i zacisnąwszy wargi, cofnął głowę.

– Hej, elfiku! – zagadnął wesołym półgłosem, przesuwając dłonią po jej włosach i policzku. – A co to znowu za spanie? Trzeba wstawać i zbierać się do roboty, już prawie osiemnasta!

Iza ocknęła się natychmiast, nie mogąc uwierzyć, że od chwili, kiedy zamknęła oczy, minęło już tyle czasu.

– Ach… chyba naprawdę zasnęłam – powiedziała zdziwiona, siadając prosto i poprawiając sobie lekko zmierzwione włosy. – Tak, na pewno. Śnił mi się taki piękny sen… chociaż w sumie nawet nie pamiętam, o czym był…

Majk uśmiechnął się łagodnie i pokiwał głową.

– Jesteś zmęczona i niewyspana – zauważył, również podciągając się z półleżenia i wracając do pozycji siedzącej. – Niepotrzebnie stresowałaś się tym notariuszem, chociaż to akurat było zrozumiałe. Tak czy inaczej powinnaś odpocząć. Do której masz dzisiaj zmianę?

– Do drugiej. Ale nie potrzebuję odpoczynku, szefie. Już się zregenerowałam, przysnęłam jak ptak w locie i teraz mogę lecieć dalej… kolejne tysiąc kilometrów!

Roześmiali się oboje i podnieśli się z wersalki. Iza schyliła się, by schować swoje dokumenty do papierowej teczki, a wtedy długi kosmyk włosów opadł jej na twarz zupełnie tak samo jak pierwszego wieczoru, kiedy Majk przyniósł tu na plecach przemoczonego pana Szczepana, ona pochyliła się nad nim, by rozpiąć mu kurtkę. Dziś ten sam mężczyzna z vana przyglądał się spod oka, jak sięga dłonią, by odsunąć ów kosmyk za ucho, i na jego usta wybiegł tkliwy półuśmiech.

– Już jestem gotowa – zapewniła go Iza, pakując teczkę z dokumentami do plecaka i wyprostowując się. – Kurczę, już za dziesięć… Kiedy to minęło? To co, szefie? Ubieramy się piorunem i biegniemy do pracy!

– Jeszcze jedno – zatrzymał ją Majk.

Sięgnął na krzesło po kurtkę, którą wcześniej tam odłożył, i wyjąwszy z kieszeni pęk kluczy, odpiął od nich dwa znajome, które stanowiły dorobiony komplet do drzwi mieszkania pana Szczepana.

– Proszę, zapasowe klucze do twojego królestwa – oznajmił uroczyście, wkładając je jej do ręki. – Ja już nie będę ich potrzebował, odkąd nie ma Szczepka i chata jest twoja. I tak za jakiś czas wymienisz sobie drzwi na nowe, ale na razie te jeszcze będą w grze. Komplet pani Jadzi jest w szufladzie w kuchni, oddała mi je jeszcze przed pogrzebem.

Iza z wahaniem przejęła klucze z jego dłoni.

– W porządku – skinęła głową, wsuwając je do bocznej kieszeni plecaka. – Wezmę klucze, ale… chcę, żebyś wiedział, że jesteś tu zawsze mile widziany. Zawsze, Majk – podkreśliła znacząco.

– Okej, dzięki, elfiku – uśmiechnął się. – I przede wszystkim dziękuję ci za tę rozmowę w trybie terapii. Nie masz pojęcia, ile dla mnie znaczyła. Przywróciłaś mnie nią do życia.

– Nie ma sprawy, Michasiu – odwzajemniła mu uśmiech Iza. – Ja też ci dziękuję. A teraz lećmy, bo już strasznie późno się zrobiło! Hmm… – dodała, kładąc sobie rękę na brzuchu. – Chyba będę musiała najpierw zajrzeć do dziewczyn do kuchni i coś przekąsić, bo ominęłam dzisiaj obiad i dopiero teraz czuję, jaka jestem głodna!

Oboje prychnęli śmiechem i udali się do przedpokoju, żeby zebrać się do wyjścia.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom V

Rozdział LVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16) (17) (18)

Rozdział LVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział LXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział LXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Dalsze części:

Rozdział LXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)


Dodaj komentarz