Anabella – Rozdział LXXVII (cz. 6)

– Co najgorsze nadal nie umiem uwolnić się od tego uczucia – mówiła smutno. – Są chwile, kiedy wydaje mi się, że jestem na drodze do wolności, ale potem to wraca i chyba będzie wracać już zawsze. Dlatego rozumiesz już, jak w tym kontekście wygląda moja relacja do Victora. I dlaczego musiałam mu odmówić.

– Rozumiem – pokiwała głową Lodzia, przyglądając jej się ze współczuciem. – Powiedziałaś to już zresztą wcześniej. Nie chciałaś go skrzywdzić.

Iza przytaknęła i na kilkadziesiąt sekund zapadła cisza.

– Jak możesz się domyślić, mam do siebie ogromny żal, że do tego dopuściłam – podjęła w końcu. – Nie tylko do tych oświadczyn, ale ogólnie do tego, że Vic tak bardzo się zaangażował. Powinnam była przerwać to wcześniej, kiedy dopiero zaczął się wkręcać, bo przecież z góry wiedziałam, że z tego nic nie będzie. Ktoś… powiedział mi kiedyś, że w takich przypadkach lepiej być niemiłym i zakończyć sprawę od razu, niż narażać kogoś na ból. To były bardzo słuszne słowa, szkoda, że ich nie posłuchałam – westchnęła. – Ale cóż… głupota! A teraz już jest za późno.

Znów umilkła, starając się wygasić powracające jej wciąż na pamięć sceny z ostatniego wieczoru, jaki spędziła w obecności Victora. Dotyk jego ust na jej ustach… jej gwałtowną i nieuprzejmą reakcję… bukiet czerwonych róż walający się po chodniku… Jak bardzo musiało zaboleć go jej zachowanie, zwłaszcza to, że uciekła jak smarkula, ani słowem nie wyjaśniając mu swojej decyzji! To była ostatnia okazja na szczerą rozmowę, nazajutrz wracał już przecież do Liège w towarzystwie Ani, Lucasa i Jean-Pierre’a…

Tknięta tym skojarzeniem Iza nagle podniosła głowę i spojrzała na swą towarzyszkę, która w zamyśleniu wpatrywała się w resztki herbaty na dnie swojej filiżanki.

– Lodziu? – zagadnęła niepewnie.

Lodzia ocknęła się i podniosła głowę.

– Tak, kochanie?

– Powiedz mi… czy ty wiesz coś na temat Vica? W sensie, czy… czy bardzo to przeżył. Bo widzisz, od tamtego czasu nie mam od niego żadnej wiadomości i strasznie mnie to martwi. Oczywiście to, że się do mnie nie odzywa, samo w sobie nie jest dziwne. Nie mogłabym się spodziewać niczego innego po tym, jak potraktowałam go tak strasznie. Ale jednak dużo bym dała za wiadomość, że jakoś się trzyma…

Lodzia z westchnieniem odstawiła filiżankę na stół.

– Owszem, Izunia, wiem co nieco. Od czasu urodzin Ania dzwoniła do mnie kilka razy i rozmawiałyśmy między innymi o Victorze. No cóż… nie da się powiedzieć, że tego nie przeżył, bo przeżył mocno – przyznała smutno. – I chyba nadal przeżywa. Zresztą trudno się dziwić, każdy by przeżywał na jego miejscu. Ale ty nie obwiniaj się o to tak bardzo – zaznaczyła skwapliwie, widząc jej zgaszoną, przygnębioną minę. – Zrobiłaś to, co podyktowało ci sumienie, po prostu musiałaś to zrobić. Gdybyś go przyjęła, rzeczywiście unieszczęśliwiłabyś was oboje na całe życie i za jakiś czas on sam pewnie miałby o to do ciebie pretensje. A to przecież nie o to chodzi.

– Nie o to – przyznała cichutko Iza, kręcąc głową.

– Z tego, co wiem od Ani, Victor przez pierwszy tydzień, może nawet dłużej, nie odzywał się do nikogo – ciągnęła Lodzia. – Wszyscy bardzo się o niego niepokoili, bo nie reagował na telefony ani na żadne inne próby kontaktu, nie otwierał drzwi… Zastanawiali się nawet, czy nie zgłosić tego faktu na policję, no bo wiadomo… w takiej sytuacji różne rzeczy mogą przychodzić do głowy. Na szczęście w weekend majowy Jean-Pierre wreszcie zdołał się z nim skontaktować i nawet porozmawiać z nim osobiście. Więc odetchnęli z ulgą, że żyje, jest zdrowy i podobno wcale nie wygląda tak źle. Wiadomo, że powrót do równowagi zajmie mu jeszcze sporo czasu, ale tak ogólnie, jak to ujęła Ania, myśleli, że będzie dużo gorzej. Choć oczywiście to tylko ocena stanu zewnętrznego, nikt przecież nie może wiedzieć, co dzieje się w jego głowie.

– To prawda – westchnęła Iza, która słuchała tego raportu z boleśnie ściśniętym sercem. – Ale obiektywnie to i tak nie są złe wiadomości. Może najgorsze ma już za sobą i teraz będzie coraz lepiej? Oby… Dziękuję ci, Lodziu, to dla mnie bardzo ważne. Wiesz? – dodała, również odstawiając na stół trzymaną w dłoniach filiżankę z niedopitą herbatą. – W sumie chciałabym, żeby Vic mnie znienawidził. Ale tak naprawdę, mocno, bardzo mocno, aż do szpiku kości. Żeby uznał mnie za pustą idiotkę, która nie była warta jego uwagi i przez którą tylko niepotrzebnie stracił czas. Może to by mu pomogło szybciej się pozbierać.

Lodzia patrzyła na nią z mieszaniną smutku i współczucia.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Tom I

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom II

Rozdział XV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Tom III

Rozdział XXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XXXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XL (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XLII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Tom IV

Rozdział XLIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział XLIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16)

Rozdział XLV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XLVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział XLVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział XLVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział XLIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział L (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom V

Rozdział LVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16) (17) (18)

Rozdział LVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział LXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział LXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział LXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział LXVII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16) (17)

Rozdział LXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Tom VI

Rozdział LXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LXXI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział LXXII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LXXIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15) (16) (17) (18)

Rozdział LXXIV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział LXXV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział LXXVI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LXXVII (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział LXXVII (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LXXVIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział LXXIX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział LXXX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz