Anabella – Rozdział V (cz. 10)

Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi, czując w gardle gorzki smak łez upokorzenia, które powoli zaczęły napełniać również jej oczy.

– Głupia czy co? – usłyszała niedowierzający głos Marciniakowej, która wybiegła za nią zza swojego biurka, chwyciła ją za ramię i przytrzymała. – Czeka, gdzie leci? Co mi tu fochy stroi, przecież mówię, że nie potrącam, tylko wstrzymuję, a jak będzie się dobrze spisywać, to…

– Niech mnie pani zostawi – szepnęła Iza, uwalniając gorączkowym gestem ramię i odwracając twarz w obawie, by Marciniakowa nie dostrzegła łez, których pomimo starań nie mogła pohamować. – Proszę mi już dać święty spokój…

Rzuciła się do drzwi, przeszła przez nie i zamknęła za sobą, wkładając ogromny wysiłek woli w to, by nie trzasnąć nimi z całej siły. Jak automat wspięła się po schodkach i wylądowawszy na chodniku, ruszyła biegiem przed siebie, nie próbując już powstrzymywać łez, które ciekły jej teraz po policzkach jak paląca lawa.

„Więc jednak!” – myślała, dygocząc na całym ciele jak w febrze. – „Tamta dziewczyna miała rację, że to świnia i oszustka! Ależ jestem naiwną idiotką… Straciłam miesiąc ciężkiej pracy, przeharowałam go za czterysta złotych! A ona jeszcze chciała dać mi do podpisu nową umowę! Po to, żeby dalej mną pomiatać!” – zatrzęsła się jeszcze mocniej z oburzenia. – „O nie, nigdy w życiu, niedoczekanie… Wolę stracić te pieniądze, niż dalej pozwalać tak się upokarzać! Nie, mowy nie ma, ani minuty dłużej!”

Straszliwe poczucie krzywdy przemieszane z goryczą upokorzenia sprawiło, że jej policzki, zazwyczaj widmowo blade, zapłonęły żywym ogniem. Choć na ulicy było śnieżnie i mroźno, szarpana emocjami dziewczyna nie czuła zimna, nawet pomimo niedokładnie zapiętego płaszcza i braku czapki, o której zupełnie zapomniała, biegnąc na oślep z gołą głową i twarzą zalaną łzami. Kilka razy otarła się o idących w przeciwnym kierunku przechodniów, lecz zupełnie nie zwracała na to uwagi. Ocknęła się dopiero, gdy niedaleko bramy swojej kamienicy wpadła na kogoś z takim impetem, że aż odbiła się od niego w stronę jezdni, wprost pod przejeżdżający akurat obok samochód. Rozległ się dźwięk gwałtownego hamowania na mokrej od pośniegowego błota ulicy.

– Ostrożnie! – rzucił ostrym tonem przechodzień, przytrzymując ją w ostatniej chwili za ramię, tuż przed maską hamującego samochodu. – Co ty wyprawiasz, dziewczyno! Chcesz życie stracić?!

Jego głos wydał jej się jakby znajomy, jednak Iza zarejestrowała to tylko podświadomie, nie widząc prawie nic przez łzy, które jak gęsta mgła przysłaniały jej wzrok. Samochód, pod który omal nie wpadła, nie zdołał zahamować i przejechał tuż obok niej, muskając lekko połę jej kurtki i zostawiając na niej brudny ślad. Kierowca zwolnił, jednak widząc we wstecznym lusterku, że udało mu się uniknąć niebezpiecznego zdarzenia, nie zatrzymał się i odjechał, znów nabierając prędkości.

– Zwariowałaś, młoda? – zgromił Izę przechodzień, wprowadzając ją z powrotem z jezdni na chodnik. – Jeszcze pół kroku i miałabyś…

Urwał nagle, zerknąwszy na nią, a jego twarz przybrała wyraz zaskoczenia. Roztrzęsiona już na całego Iza, do której jeszcze nie do końca dotarło, czego właśnie uniknęła, nie patrząc na swego wybawcę, odwróciła szybko głowę, by ukryć swą spłakaną twarz i uniknąć tym samym niepotrzebnych pytań.

– Przepraszam – wyszeptała mechanicznie. – Bardzo pana przepraszam… śpieszę się. Dziękuję panu.

I wierzchem dłoni ocierając płynące jej wciąż z oczu łzy, znów ruszyła przed siebie błędnym, nieskoordynowanym krokiem. Przechodzień, który został na miejscu, w milczeniu obserwował, jak podbiega jeszcze kilkanaście metrów w górę ulicy, ślizgając się na zmrożonych muldach śniegu leżącego po bokach chodnika, a następnie zwalnia kroku i znika w bramie jednej z pobliskich kamienic.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Dalsze części:

Rozdział V (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz