Anabella – Rozdział V (cz. 13)

Kiedy obudziła się, był już późny wieczór i w domu panowała całkowita cisza. Szybki rzut oka na wyświetlacz telefonu, który leżał na biurku obok jej głowy, poświadczył, że minęła już dwudziesta druga. Iza wysunęła się spod koca, usiadła na łóżku i zapaliła lampkę, próbując przypomnieć sobie i poukładać chronologicznie w głowie przeżyte w ciągu dnia wydarzenia, których obrazy plątały jej się bezładnie w umyśle i nakładały jeden na drugi.

„Czyli zwolniłam się z pracy” – pomyślała z trudem. – „Cóż… chociaż taka z tego korzyść, że jutro już nie muszę wracać do tej okropnej baby. Oszukała mnie, a do tego jeszcze zmieszała z błotem… Mało brakowało, a wpadłabym przez to pod samochód! Jakiś facet mnie przytrzymał, mam nadzieję, że podziękowałam mu za to, już sama nie pamiętam… A Kacper?” – przypomniała sobie nagle z niepokojem. – „Właśnie, co z Kacprem?!…”

Jakby w odpowiedzi na jej myśl w tym właśnie momencie rozległo się pukanie do drzwi i dobiegł zza nich przyciszony głos Kacpra.

– Iza? Śpisz?

„Jest w domu” – pomyślała z ulgą. – „Może nic nie nabroił…”

Zerwała się szybko z łóżka, podbiegła do drzwi i uchyliła je – na progu stał uśmiechnięty Kacper. Ponieważ był już przebrany w inne ubrania niż wcześniej, a włosy miał mokre, domyśliła się, że już dawno wrócił do domu i nawet zdążył się wykąpać.

– Widziałem przez drzwi, że zapaliłaś światło – powiedział wyjaśniającym tonem. – Mogę wejść do ciebie na dwa słowa?

– Jasne, wejdź – odparła cicho, otwierając szerzej drzwi.

Kacper wszedł i zamknął drzwi za sobą. Widząc, że Iza patrzy na niego w pełnym niepokoju oczekiwaniu, sięgnął do kieszeni i wyjął z niej zwitek banknotów, które wręczył jej z usatysfakcjonowanym uśmiechem.

– Masz, twoje trzy stówy – rzucił swobodnie.

Iza cofnęła się z przestrachem.

– Jak to… skąd je masz? – wyszeptała.

– A jak myślisz? – odparł triumfalnie. – Wyrwałem z gardła tej durnej czarownicy! Powinna jeszcze dopłacić ci ze dwie stówy za straty moralne, ale już jej darowałem, żeby nie było, że wujek Kacper zły… No masz, trzymaj to! – dodał, wciskając jej stanowczym gestem pieniądze do ręki. – To twoja kasa, ciężko ją wyharowałaś.

– Kacper…

– No co? – zaśmiał się na widok jej wystraszonej miny. – Nie pękaj, młoda, przecież nic jej nie zrobiłem… Ja kobiet nie biję, nie jestem damski bokser, tylko człowiek honoru! – oznajmił z dumą, klepiąc się rozwartą dłonią w wypiętą pierś. – Przycisnąłem tylko jędzę, nawrzeszczałem, pogroziłem i od razu zrobiła się pokorna jak baranek! Wyskoczyła z kasy z prędkością światła… chyba widziała, że wściekły jestem i nie ma ze mną żartów. Ostrzegłem ją zresztą na wjeździe, że jak zacznie fikać, to zaraz anielskie śpiewy usłyszy… No i dostała takiego cykora, że oczy jej się zrobiły wielkie jak pięć złotych! – zarechotał wesoło. – A jak kazałem jej oddawać trzy stówy dla ciebie, to nawet okiem nie mrugnęła…

– Oj, Kacper… – pokręciła głową Iza, spoglądając na niego z mieszaniną zażenowania, mimowolnego podziwu i podskórnej satysfakcji, że Marciniakowa jednak dostała należną nauczkę. – Ależ z ciebie wariat… Czyli w końcu wyszło na to, że to ja cię na nią napuściłam?

– I co, przejmujesz się tym? – wzruszył beztrosko ramionami. – Przecież już u niej nie pracujesz… Stryj mówił mi, że się zwolniłaś, i bardzo dobrze, niech żałuje, głupia baba, że straciła takiego pracownika! Ważne, że kasę oddała, a reszta to jej problem.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Dalsze części:

Rozdział V (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz