Anabella – Rozdział V (cz. 15)

– Już się o tym przekonałam – odparła, znów z przyjemnością wtulając się w jego ramiona. – Nigdy nie zapomnę ci tego, jak pięknie rozprawiłeś się dzisiaj z Marciniakową. Mam u ciebie za to dozgonny dług. I nawet nie chodzi o samą kasę, bo te trzy stówy przecież jakoś bym przeżyła… Chodzi o zasady. Zrobiłeś coś, na co i ja miałabym ochotę, gdybym miała trochę więcej odwagi i siły fizycznej. Dałeś jej nauczkę, na którą zbierało jej się od dawna, a dzisiaj to już w ogóle… Zawsze będę o tym pamiętać, Kacper – zapewniła go, wysuwając się już łagodnie z jego objęć. – I zobaczysz, że ty też będziesz mógł na mnie liczyć zawsze, kiedy zajdzie taka potrzeba.

– E, mnie tam wystarczy, że robisz super żarcie! – zaśmiał się Kacper, puszczając ją posłusznie i opierając się ramieniem o stojącą przy drzwiach szafę. – Jak wróciłem od tej czarownicy, to zeżarłem już te twoje kluchy… znaczy spaghetti… bardzo dobre było, palce lizać. Stryj kazał zostawić porcję dla ciebie, to zostawiłem, ale resztę wtranżoliłem po całości… A słuchaj – dodał, zniżając konspiracyjnie głos i wskazując ruchem głowy na piec stojący w kącie pokoju. – Jeszcze o stryjenkę miałem cię zapytać… Uspokoiła się już trochę czy nadal daje czadu?

Iza również zerknęła na piec i pokręciła głową.

– Od tamtej pory nic – odparła równie cicho. – Ani razu już się nie powtórzyło.

– To dobrze – mruknął. – Chociaż nic jeszcze nie jest powiedziane, ona potrafi dwa tygodnie cicho siedzieć, a potem wraca… Stryjowi nic nie mówiłaś?

– Nie. Po co miałabym mówić? – wzruszyła ramionami. – Przecież żaden duch mi się nie ukazał, to było tylko jakieś stukanie.

– Niby tak – przyznał bez przekonania. – No dobra… lecę, nie będę ci już przeszkadzał, musisz się wyspać po takim ciężkim dniu. I nie becz już, okej?

– Nie będę – obiecała Iza. – Dzięki, Kacper. Wielkie dzięki za wszystko.

– Nie ma sprawy – mrugnął do niej, otwierając drzwi. – Zawsze możesz na mnie liczyć. Dobranoc, Iza, śpij dobrze.

– Dobranoc – uśmiechnęła się.

Po wyjściu Kacpra Iza popatrzyła melancholijnym wzrokiem na ściskane wciąż w dłoni banknoty i z westchnieniem wrzuciła je do szuflady biurka.

„Dobry z niego chłopak” – pomyślała, siadając na brzegu łóżka i zapatrując się w kąt, w którym stał piec kaflowy. – „Co prawda straszny wariat i narwaniec, obawiam się, że kiedyś biedy sobie przez to napyta, ale jak tu się na niego gniewać? Jeszcze nigdy nikt się tak za mną nie ujął… aż się rozkleiłam ze wzruszenia jak dziecko…”

Przesunęła dłonią po czole, nie odrywając wzroku od pieca.

„A ten niby duch rzeczywiście ostatnio się uspokoił” – dumała. – „Od dwóch tygodni taki spokój, że już prawie o nim zapomniałam… Tylko nie wiem, skąd mam dziwne wrażenie, że coś miałam zrobić… jakby w związku z tym piecem… a może z duchem stryjenki Ziuty? Tylko co?…”

Nagle w jej głowie zaszemrały wypowiedziane dźwięcznym głosem słowa czarnookiej cyganki, którą kilka godzin temu spotkała na ulicy. Zrób, co miałaś zrobić… nie odwlekaj…

„Ach, no tak… to z tym mi się pomieszało!” – pokiwała głową. – „To ona gadała, że coś miałam zrobić, a ja kompletnie nie mam pojęcia, o co jej chodziło. E, nieważne!” – machnęła ręką, sięgając po leżący na biurku telefon. – „Nastawię sobie budzik i trzeba spać, jutro muszę wstać wcześniej i pouczyć się do kolokwium z literatury, powtórzyć jeszcze z samego rana tę drugą część notatek…”

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Dalsze części:

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz