Anabella – Rozdział V (cz. 2)

– Przykro mi, panie Szczepanie – powiedziała Iza, stawiając ostrożnie przed staruszkiem talerz wypełniony zupą. – Proszę, niech pan je, tu jest chleb…

– Dziękuję ci, Haniu – szepnął starszy pan, zabierając się posłusznie za jedzenie.

– Pytałam pana Stasia – ciągnęła. – Niestety, on nie ma nic takiego na zbyciu i numer buta ma zresztą mniejszy… Ale dzisiaj rozmawiałam z moją szefową i ona mówi, że może sprowadzi coś tanio, chociaż nie obiecuje. Może tak być, że dopiero pod koniec tygodnia coś znajdziemy… Zresztą te letnie i tak by się nie nadawały, bo sam pan widzi, jaki śnieg pada od rana. Chyba ze dwadzieścia centymetrów już napadało, a to nie koniec.

– Nie szkodzi, dziecko – pokręcił głową pan Szczepan, nabierając zupy na łyżkę i nieco drżącą ręką podnosząc ją do ust. – Jak posiedzę parę dni w domu, to nic się nie stanie, przecież sam sobie jestem winien… A ty taka dobra dla mnie jesteś, że aż się cieszę z tej przygody. I te oczy masz mojej Hanusi… i uśmiech…

– Właśnie, może dziś opowiedziałby mi pan o Hani? – podchwyciła Iza, siadając obok niego przy stole. – Obiecał mi pan to, a mam akurat wolny cały wieczór, nikt nie będzie nam przeszkadzał.

– Dobrze – uśmiechnął się łagodnie staruszek.

– Tylko najpierw niech pan zje tę zupę – zastrzegła. – Dokroić panu jeszcze chleba? Kupiłam świeżutki, aż pachnie w całej kuchni…

Po jedzeniu panu Szczepanowi rozwiązały się usta i chętnie opowiedział Izie historię tajemniczej Hani. Jak już wcześniej mogła się domyślić, była ona jego ukochaną żoną, która zmarła młodo w wieku zaledwie dwudziestu ośmiu lat.

– Sam miałem wtedy trzydzieści trzy – westchnął smutno. – Była ode mnie młodsza o pięć lat. Późno się spotkaliśmy, bo dopiero koło mojej trzydziestki, a ślub wzięliśmy po niecałym roku. Do tej pory śni mi się czasem moja Hanusia w tamtym dniu, taka śliczna w tym swoim białym welonie… Tacy byliśmy szczęśliwi! Kto by wtedy pomyślał, że jeszcze tylko dwa i pół roku będziemy razem…

Głos mu zadrżał, w zaczerwienionych lekko oczach zakręciły mu się łzy i jedna z nich cichutko popłynęła po policzku. W odruchu współczucia Iza przechyliła się przez stół i delikatnie pogładziła wierzch jego dłoni.

– To był jakiś… tragiczny wypadek? – zapytała cicho.

– I tak, i nie – odparł pan Szczepan, ocierając łzę wierzchem drugiej dłoni. – Może to by się i tak źle skończyło, nie wiadomo. Ja uważam, że to przez tych konowałów z karetki pogotowia. Lekarze mówili, że nie, ale ja swoje wiem. To oni mi ją zabili.

Iza natychmiast przypomniała sobie scenę na ulicy i jego gwałtowny protest wobec pomysłu wezwania pogotowia. Zadrżała na wspomnienie tamtego błagalnego spojrzenia, któremu instynktownie uległa, zmuszając do tego również udzielającego im pomocy mężczyznę z vana.

– Była w ciąży – ciągnął pan Szczepan. – Piąty miesiąc, tak się cieszyliśmy… nawet już myślałem, żeby mieszkanie zamienić na większe… Ale coś było nie tak. Wtedy w nocy dostała strasznych bóli i krwotoku, a do tego bardzo skoczyło jej ciśnienie. Zadzwoniłem po pogotowie, zabrali ją do karetki i tam podali jej jakieś leki, po których zrobiło jej się jeszcze gorzej. W szpitalu lekarz za głowę się złapał, bo stan był ciężki, a z minuty na minutę jeszcze się pogarszał. Dostała wysokiej gorączki i drgawek. Ratowali ich oboje przez dwa dni, ją i dziecko… Najpierw ono umarło – westchnął. – Nie udało się utrzymać ciąży, a było jeszcze za małe, żeby przeżyć samo. Kiedy lekarz przyszedł mi to powiedzieć, to myślałem, że oszaleję z rozpaczy. To był chłopiec… nasz synek… dzisiaj to byłby już dorosły mężczyzna, miałby prawie pięćdziesiąt lat…

Staruszek na chwilę ukrył twarz w drżących dłoniach. Iza siedziała nieruchomo, przepełniona już nie tylko współczuciem, ale i wyrzutami sumienia, zastanawiała się bowiem, czy dobrze zrobiła, że namówiła go na te bolesne zwierzenia. A jeśli przez to dostanie ataku serca?

„Chyba zwariowałam” – pomyślała z niepokojem. – „Po co ja dopytuję o takie rzeczy osiemdziesięcioletniego człowieka z wadą serca? Jeszcze niechcący poślę go na tamten świat… Ech, to nieodpowiedzialne!”

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1)

Dalsze części:

Rozdział V (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz