Anabella – Rozdział V (cz. 6)

„Ciekawe, na czym miałaby polegać taka terapia?” – myślała Iza, wsuwając się pod kołdrę i z przyjemnością zagłębiając głowę w poduszkę. – „Niby w jaki sposób to by miało działać? Ktoś miałby mi zrobić psychologiczne pranie mózgu, żebym mogła zapomnieć o Misiu? Wolne żarty… Miałabym wymazać go z pamięci? Zobojętnieć? To jest przecież nie do uzyskania! Nigdy o nim nie zapomnę, choćby armia psychologów wzięła mnie w obroty…”

Wydęła z niesmakiem wargi na taką hipotezę.

„Ale, mój Boże, to jest jednak takie ciężkie!” – westchnęła. – „Tyle lat już to w sobie duszę! Nawet Mela nie wie wszystkiego, bo musiałabym ją zmartwić tym wyznaniem, a tego przecież nie chcę… Przyjaciółki od serca też nie mam, bo ta jedyna, którą miałam, zdradziła mnie, i to w najgorszy możliwy sposób. Gdybym miała pod ręką chociaż jedną osobę, której mogłabym się wygadać! Kogoś, kto by mnie zrozumiał… nie potępił…”

Sięgnęła ręką po leżący na biurku telefon, mechanicznie nastawiła budzik na szóstą rano i z powrotem opadła na poduszkę.

„A właściwie to po co komu taka terapia?” – myślała dalej. – „Mnie na pewno niepotrzebna… Przecież ja wcale nie chcę się wyleczyć! Kocham mojego Misia, a kiedy kogoś naprawdę się kocha, to za nic w świecie nie chce się o nim zapomnieć. I w ogóle nie rozumiem, dlaczego tak się czepiłam tej terapii… Pan Szczepcio tylko marginalnie o tym wspomniał, a ja przez cały wieczór nie mogę przestać o tym myśleć. Tak jakby mówił o mnie… To fakt, że na zdrowy rozum powinnam już dawno dać sobie spokój. Mela myśli, że tak się właśnie stało, wszyscy inni też. Ale ja nie umiem… nie umiem… i nie chcę!”

Przymknęła oczy, przywołując na pamięć błękit oczu Michała i burzę jego blond włosów… Jednak wbrew jej woli obraz ten szybko się rozmył i – nie wiedzieć czemu – ustąpił miejsca wizji pana Szczepana pochylającego się nad zakładanym na nogę nowym butem.

„Pan Szczepcio po stracie ukochanej żony przeżył sam dziesiątki lat” – myślała ze wzruszeniem. – „On jest bardzo podobny do mnie, też nie umiał zapomnieć tej swojej jedynej ani przestać jej kochać. Wiadomo, że nasze historie są inne, Hania przecież umarła, a mój Misio ma się świetnie, mamy dopiero po dwadzieścia jeden lat i jeszcze wszystko może się zdarzyć… Ale póki co on nie chce ze mną być, a to w praktyce ma podobny skutek jak śmierć, bo przecież nikt inny nie może zająć jego miejsca w moim sercu. Jestem jak wdowa, która po utracie ukochanego mężczyzny nie chce widzieć u swojego boku żadnego innego. Tyle że w przeciwieństwie do pana Szczepana ja jeszcze mogę mieć nadzieję… A może to tym gorzej?” – westchnęła znowu. – „Sama już nie wiem… Tak bardzo bym chciała jeszcze kiedyś móc być szczęśliwa!…”

Smutne myśli osnuły jej duszę jak gęstniejąca mgła, a potem rozmyły się powoli… Izę ukołysał sen. Przez szparę w zasłonie do pokoju wpadł jasny promień księżyca i ukosem padł na łóżko, oświetlając delikatnym blaskiem jej uśpioną twarz.

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5)

Dalsze części:

Rozdział V (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział X (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10)

Rozdział XI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14)

Rozdział XII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)


Dodaj komentarz