Anabella – Rozdział V (cz. 7)

– Dzisiaj dziesiąty, czyli jeszcze tylko dwa tygodnie do Wigilii – zauważyła Marta, kiedy obie z Izą wyszły z uczelni i ruszyły chodnikiem w stronę centrum. – W piątek przed świętami to pewnie już nikogo nie będzie na zajęciach… A ty jak tam, Izka, z tym twoim komisem? Pracujesz do ostatniego dnia?

– Nie wiem jeszcze – uśmiechnęła się Iza. – Dzisiaj pogadam o tym z szefową, może zwolni mnie w piątek przed świętami? Pojechałabym dzień wcześniej do domu, bardzo już tęsknię za siostrą… Zawsze przecież mogę odpracować tych parę godzin po Nowym Roku. Akurat dzisiaj kończy mi się aktualna umowa, szefowa ma mi zapłacić pierwszą pensję i podpiszemy nowy papier. Mam cichą nadzieję, że uda mi się wynegocjować chociaż stówkę więcej. Pamiętaj, żeby trzymać za mnie kciuki! – mrugnęła wesoło do koleżanki.

-– Jasne, będę mocno trzymać – obiecała Marta. – Szkoda tylko, że na Sylwestra nie będzie cię w Lublinie. Słyszałaś, że Zbyszek organizuje imprezę i zaprasza wszystkich z roku?

– Coś słyszałam – przyznała Iza. – Ale nie interesowałam się bliżej, bo i tak jadę na ten czas do siostry. Szczerze mówiąc, trochę mnie dziwi, że Zbyszek zaprasza tyle osób do siebie do domu. Chyba musi mieć tam sporo miejsca.

– Aha, dokładnie – potwierdziła Marta. – To jest gdzieś za miastem, ale niedaleko. Ma nadzianych rodziców, jakiś biznes prowadzą, mają tam dom i siedzibę firmy. Kuba był raz u niego i mówi, że chawira jak sto pięćdziesiąt. Podobno mają być też jego kumple z liceum, którzy teraz studiują na innych kierunkach, ogólnie szykuje się impreza do białego rana. Wszyscy jesteśmy zaproszeni. Zastanów się, Izka, może jednak byś się skusiła i przyjechała do Lublina na tę jedną noc? Co ci szkodzi? Może być naprawdę fajnie!

– Zastanowię się – skinęła głową Iza. – Miałam zamiar jak najdłużej pobyć w domu z siostrą i szwagrem, ale teraz tak sobie myślę, że w sumie nigdy jeszcze nie byłam na żadnej porządnej imprezie sylwestrowej, a skoro Zbyszek zaprasza… to kto wie? Nie wykluczam z góry, choć nie obiecuję – uśmiechnęła się. – No, lecę do pracy, trzymaj się, Martuś, widzimy się jutro na zajęciach!

„Naprawdę muszę przemyśleć tego Sylwestra” – myślała, zmierzając szybkim krokiem w stronę komisu. – „Ciągle ze wszystkiego rezygnuję, w Lublinie przecież jeszcze ani razu nie byłam na żadnej imprezie, a studiuję tu już trzeci miesiąc. Fakt, że od ludzi z roku jestem starsza o dwa lata i pod wieloma względami do nich pasuję, żyję w trochę innym świecie niż taki Zbyszek czy większość dziewczyn z naszej grupy. Oni nie mają problemów finansowych, nikt z nich nie myśli nawet jeszcze o pracy, na razie studiują i dobrze się bawią, bez wyrzeczeń… Ale czy to znaczy, że skoro jestem w innej sytuacji, to zawsze muszę być na marginesie? Przecież…”

– Ojej, przepraszam panią! – zawołała ze skruchą, w tym bowiem momencie wpadła na wychodzącą powoli zza rogu kamienicy kobietę, której impet uderzenia wytrącił z ręki jakieś okręcone papierem i folią zawiniątko.

Iza rzuciła się natychmiast, by je podnieść, po czym oddała je kobiecie z przepraszającym uśmiechem. Podnosząc głowę, napotkała spojrzenie jej czarnych jak węgiel oczu, które zdawało się świdrować ją i przenikać na wskroś.

– Nic nie szkodzi, dziecko – odparła miękkim, dźwięcznym głosem kobieta, biorąc od niej swój dziwny bagaż. – Widzę, że bardzo się śpieszysz, co? Starasz się i dajesz z siebie wszystko? A niepotrzebnie, oj, niepotrzebnie… – pokręciła głową. – To jeszcze nie twoja droga… jeszcze nie weszłaś na dobrą… chociaż już ci do niej niedaleko.

Zaskoczona tymi dziwnymi słowami Iza spojrzała na nią uważniej. Była to kobieta w trudnym do określenia wieku, sytuującym się orientacyjnie w granicach pięćdziesięciu kilku lat, o bardzo śniadej cerze i smoliście czarnych włosach upiętych w wysoki kok. Jej twarz o regularnych rysach, choć teraz już przywiędła, niegdyś musiała być bardzo piękna. Ubrana była w długą, szarą spódnicę i czarny płaszcz oraz ogromną, kolorową chustę z frędzlami, która okrywała jej część głowy i ramiona, opadając z tyłu aż do wysokości kolan.

„Jakaś cyganka” – błysnęło w głowie dziewczyny. – „Do kompletu brakuje jej tylko wielkich, złotych kolczyków. Trzeba wiać, bo zaraz jeszcze będzie mi chciała wróżyć z ręki albo coś takiego…”

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6)

Dalsze części:

Rozdział V (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Rozdział VI (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)


Dodaj komentarz