Anabella – Rozdział VI (cz. 1)

Po kilku minutach wysiłków choinka ustawiona w samym rogu pięknie wysprzątanego pokoju pana Szczepana rozświetliła się ciepłym, migotliwym światłem wielokolorowych lampek. Iza uśmiechnęła się z satysfakcją.

– No i widzi pan, jak ładnie, panie Szczepciu? – pokiwała głową, zbierając ze stołu folie i papiery pozostałe po zakupionych dla staruszka ozdobach choinkowych. – A tak pan się upierał, że nie i nie. Przecież to drobiazg, a od razu jaki nastrój… i zapach! Może niewielka ta choineczka, ale za to pachnie jak cały świerkowy las.

– To prawda, Haniu – przyznał staruszek, patrząc zwilgotniałymi ze wzruszenia oczami na migające światełkami drzewko. – Już tak dawno nie miałem choinki… i nawet nie chciałem mieć. A dzisiaj te światełka, ten zapach… i ten stół, co tak pięknie nakryłaś… tak mi przypominają tamte czasy… kiedy jeszcze ona była na świecie…

– To chyba dobrze, prawda? – zauważyła ciepłym tonem Iza. – Takie wspomnienia powinny być miłe, nie powinny boleć. I nie ma co się ich bać… A teraz idziemy do stołu – zarządziła wesoło. – Zjemy sobie razem kolację, połamiemy się opłatkiem i dzisiaj zostanę z panem do późnego wieczora.

Był dwudziesty pierwszy grudnia, zajęcia na uczelni zakończyły się i nazajutrz Iza miała jechać do Korytkowa, aby spędzić Boże Narodzenie z Amelią i Robertem. Zgodnie z tym, co kilka tygodni wcześniej obiecała siostrze przez telefon, namówiła ją na wyjazd z mężem na zasłużony odpoczynek w martwym handlowo okresie poświątecznym, zapewniając, że przez kilka dni sama zajmie się sklepem. Choć Amelia długo się wahała, po analizie wciąż poprawiającej się sytuacji finansowej firmy przyjęła w końcu kuszącą propozycję i oboje z Robertem zamówili pokój w jakimś hoteliku na Roztoczu na trzy ostatnie dni grudnia i Nowy Rok. Iza przyjęła tę decyzję z entuzjazmem i radością.

Zachwycona wizją przysłużenia się ukochanej siostrze, bez cienia żalu zrezygnowała z planu wcześniejszego powrotu do Lublina na sylwestrową zabawę u Zbyszka, choć rozczarowana tą wieścią Marta do ostatniej chwili suszyła jej głowę, próbując przekonać ją do zmiany zdania.

Przecież taka super zabawa się szykuje! – przekonywała ją z zapałem. – Dziewczyny z roku tylko o tym mówią, już nie mogą się doczekać. Przemyśl to, Izka… Mogłabyś przecież przyjechać nawet w ostatniej chwili, tylko na tych parę godzin

Nie, Martuś – uśmiechnęła się łagodnie Iza. – Obiecałam, że zostanę na noc w sklepie, zawsze w Sylwestra otwieramy, bo jest spory ruch, szkoda by było to stracić. Nie gniewaj się, ale żadna, nawet najlepsza zabawa nie może być priorytetem, kiedy chodzi o pomoc mojej siostrze. Nie masz pojęcia, ile jej zawdzięczam… Zresztą to tylko impreza, jeszcze niejedna się trafi, nic straconego.

Ale pomyśl, tam będzie mnóstwo nowych ludzi – perswadowała Marta. – Zbyszek ma zaprosić całą masę różnych kumpli, może poznałybyśmy jakichś fajnych chłopaków? – mrugnęła do niej znacząco. – Ja bardzo na to liczę, a tobie też by się przydało

Nie interesuje mnie poznawanie chłopaków – zapewniła ją spokojnie Iza. – Nie mam na to teraz ani czasu, ani ochoty, wolę zająć się studiami, a po świętach poszukać jakiejś nowej pracy. No, Martusiu, nie bocz się na mnie… Chętnie bym z tobą poszła, ale ta data naprawdę mi koliduje, nie mogę zawieść siostry. Może uda się następnym razem?

Pożegnawszy się z Kacprem, który dzień wcześniej pojechał już na święta do rodziców na Podkarpacie, ostatni wieczór przed wyjazdem do Korytkowa zarezerwowała sobie dla pana Szczepana, z którym zaplanowała zjeść symboliczną, antycypowaną wieczerzę wigilijną. Ponieważ zaprzyjaźniona sąsiadka, pani Jadzia, zaprosiła go do siebie na Wigilię i pierwszy dzień świat, które miała spędzić w gronie swojej własnej rodziny, a pan Szczepan po długich wahaniach i namowach Izy wreszcie na to przystał, dziewczyna cieszyła się, że będzie mogła wyjechać do domu z poczuciem, że nie zostawia go na pastwę samotności. Choć przywiązanie, jakim w ciągu zaledwie kilku tygodni obdarzyła tego staruszka, generowało w jej życiu lawinę nowych obowiązków, ceniła sobie tę nietypową przyjaźń i nie żałowała ani minuty spędzonej w jego towarzystwie.

(c.d.n.)

Źródło: pixabay.com

Poprzednie części:

Rozdział I (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział II (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział III (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12)

Rozdział IV (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział V (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13) (14) (15)

Dalsze części:

Rozdział VI (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11)

Rozdział VII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)

Rozdział VIII (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9) (10) (11) (12) (13)

Rozdział IX (1) (2) (3) (4) (5) (6) (7) (8) (9)


Dodaj komentarz